![]() |
| fot. THETAXSTOCK |
W Atenach nietrudno spotkać Polaków, zwłaszcza jeśli odnajdzie się ulicę Michaiła Vody z kościołem jezuitów pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela, potocznie nazywanym kościołem polskim (ze względu na obecność polskich księży posługujących wśród Polonii). „Polacy osiedlili się właśnie w okolicach kościoła. Im dalej, tym zagęszczenie jest mniejsze” – mówi jezuita Jacek Paluchniak, który od prawie 10 lat przebywa w Grecji.
Pytam o polskie rodziny. Szukam ciekawych i niestandardowych historii. Ludzi, którzy niekoniecznie dorobili się dużego majątku, ale przeżyli tutaj coś ważnego, co w jakiś sposób odmieniło ich życie. Ojciec Jacek uśmiecha się i podaje kilka kontaktów.
Życiodajny wypadek
Bożena i Waldemar Maciejewscy poznali się w Grecji i wkrótce zamieszkali razem. Ich wspólne życie było zwyczajne, ale nie do końca spełnione. Kiedy dorobili się samochodu, mieli już mieszkanie i stabilną sytuację finansową, zdecydowali się na dziecko. Bożena zrezygnowała z pracy, żeby dobrze przygotować się do macierzyństwa, a gdy mijały kolejne miesiące i nie zachodziła w ciążę, wpadała w rozpacz. Narodziny Kubusia były dla nich wielką radością, ale nie wypełniły pustki. „To był znak, że musimy coś zmienić w naszym życiu” – przyznaje Bożena. Wkrótce otrzymali jeszcze jeden, bardzo wyraźny sygnał. „W 2001 roku mieliśmy w Polsce poważny wypadek, z którego wyszliśmy bez większych obrażeń, mimo że nasz samochód został zmiażdżony” – opowiada Waldek. Bożena dostrzegła w tym palec boży i odtąd nie opuszczało jej pragnienie powrotu do Kościoła.
„Pewnego dnia nie wytrzymałam już wewnętrznego napięcia, wybiegłam z domu do kościoła i po 15 latach przystąpiłam do sakramentu pojednania i przyjęłam Komunię” – wspomina Bożena ze wzruszeniem. Spowiednik zaprosił ją na spotkanie ewangelizacyjne, na którym dowiedziała się, że życie z Bogiem jest pełne pokoju i radości. Zapisała się na Kurs Filipa, a później do ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Waldek ze zdziwieniem przypatrywał się radykalnym zmianom w zachowaniu Bożeny: „Osoba, którą znałem tyle lat, nagle stała się bardziej radosna i spokojna. Też chciałem tego doświadczyć” – mówi. Po kryjomu zaczął czytać Biblię, a któregoś dnia, przejeżdżając obok kościoła w Atenach, zapisał ich na kurs przedmałżeński. Ślub był cichy, w obecności świadków i kilku przyjaciół. Bożena przeżyła go bardzo głęboko. Waldek był przejęty, ale jeszcze nie potrafił wszystkiego zrozumieć. Po jakimś czasie poznał chłopaka, który opowiedział mu o wielkiej miłości Jezusa do każdego człowieka. „Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś podobnego” – twierdzi Waldek. Zaczął uczęszczać na seminarium Odnowy w Duchu Świętym i oddał całe swoje życie Bogu. Co zmieniło się w ich życiu po nawróceniu? „Nic. A jednak jest zupełnie inaczej – przyznają zgodnie. – Mamy w sobie ogromną radość życia i wewnętrzny pokój, którego nam zawsze brakowało”.
![]() |
| Waldemar Maciejewski z córką fot. archiwum prywatne |
Oczyszczające cierpienie
Katarzyna Bury jeszcze w Polsce zaczęła chorować, ale lekarze nie potrafili dokładnie zdiagnozować jej choroby. Dopiero w Grecji dowiedziała się, że to gościec postępujący. Pogorszenie stanu zdrowia przyszło niespodziewanie. Któregoś dnia, gdy Waldemar wrócił z pracy, zastał żonę leżącą na podłodze w łazience. Była skulona, ręce i nogi miała powykrzywiane, jęczała z bólu. Odtąd całymi dniami leżała w łóżku, nie mogąc się ruszyć. Płakała w poduszkę, żeby nikt jej nie słyszał, i kłóciła się z Bogiem. Po miesiącach buntu i beznadziei poprosiła o księdza. Chciała się wyspowiadać. „Choroba otworzyła mi oczy. Zrozumiałam, że nasze życie potoczyło się w bardzo dziwnym kierunku. Dla nas liczyła się tylko praca i zarabianie pieniędzy. Nawet niedziele były pracujące, bo chcieliśmy mieć coraz więcej”.
Powrót do Kościoła wprowadził w ich życie nie tylko pokój i radość, ale pomógł też Katarzynie pogodzić się z chorobą i dał łaskę uzdrowienia. „Gdy przyjęłam szkaplerz, przestałam odczuwać ból i nie muszę już przyjmować środków przeciwbólowych”. Od sześciu lat Katarzyna porusza się na wózku inwalidzkim. Czeka ją kolejna operacja, która ma przywrócić jej władzę w nogach. Jak Waldemar przyjął chorobę żony? „Na początku byłem przerażony, ale szybko pogodziłem się z sytuacją i przyjąłem na siebie nowe obowiązki” – przyznaje. A jest ich bardzo dużo. Rehabilitacja, pielęgnacja, wizyty u lekarza, prowadzenie domu... I oczywiście praca. Waldemar z miłością i czułością opiekuje się żoną. „Pomagają mi synowie i synowa, znajomi ze wspólnoty, zatrudniliśmy też panią, która codziennie do nas przychodzi” – mówi z wdzięcznością. Choroba Katarzyny zmieniła ich życie, przyniosła cierpienie, ale i błogosławieństwo. „Dzięki chorobie zaczęliśmy szukać Boga, a z Nim jest łatwiej” – uśmiecha się Katarzyna.
Z synem przy ołtarzu
Kiedy Jolanta i Artur Szewczyk przyjechali do Grecji, byli jeszcze narzeczonymi. W domach rodzinnych powiedzieli, że jadą na wycieczkę, ale planowali zostać na dłużej. Chcieli spróbować życia w innym kraju. W Atenach wzięli ślub. Z czasem na świat przyszły ich dzieci: Michał, Dajana i Wiktoria, które obecnie uczą się w greckich szkołach. Michał za osiągnięcia w nauce otrzymał stypendium do prywatnego grecko-francuskiego liceum katolickiego. W przyszłym roku zdaje maturę, ale na studia wybiera się do Polski. Od chwili Pierwszej Komunii Świętej jest ministrantem. To dzięki niemu rodzice zdecydowali się uczęszczać na spotkania wspólnoty. „Długo wahaliśmy się z podjęciem decyzji, bo dziewczynki były małe. Michał sam zaoferował, że będzie się nimi opiekował” – mówią.
Wszystko zaczęło się od rekolekcji adwentowych, na które Artur poszedł tylko ze względu na żonę. „Byłem typem niedzielnego katolika, który chodzi do kościoła, by dzieci miały dobry przykład, ale niekoniecznie co niedziela” – opowiada.
Słowa rekolekcjonisty tak nim poruszyły, że odważył się zapisać na seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Jola bardzo się ucieszyła z decyzji męża. Jako młoda dziewczyna należała do Ruchu Światło-Życie, jeździła na rekolekcje i bardzo brakowało jej takiej formacji i duchowych przeżyć. Seminarium, a później wspólnota, do której należą do dzisiaj, uczyniła ich życie pełniejszym. „Zmieniły się relacje w naszej rodzinie. Jesteśmy teraz bliżej siebie” – mówią. Po nawróceniu Artur zaczął służyć przy ołtarzu. Mimo że jako dziecko był ministrantem, za każdym razem jest to dla niego głębokie przeżycie. Kiedy po raz pierwszy służył do mszy razem z synem, Michał był szczęśliwy. „Nigdy wcześniej nie widziałem u mojego syna takiego uśmiechu. Nie zapomnę go do końca życia” – wyznaje Artur.
![]() |
| Rodzina Króliczek fot. arch. prywatne |
Wszystko jest możliwe
Dla Piotra Króliczka wyjazd do Grecji był ucieczką. Od rodziny, znajomych, alkoholu. Nie potrafił rozwiązać swoich problemów, postanowił więc zatrzasnąć za nimi drzwi. W Atenach poznał Beatę. Od razu dostrzegła pozytywne cechy Piotra i chciała mu pomóc odnaleźć właściwą drogę w życiu. To dla niej Piotr chciał się zmienić, ale brakowało mu wiary. Przełomem okazał się wypadek, któremu uległ na budowie. „Spadłem na prostownik, który dotykał linii wysokiego napięcia. Z ludzkiego punktu widzenia powinienem już nie żyć” – wyznaje.
Trafił do szpitala w stanie krytycznym. Miał rozległe, wewnętrzne oparzenia, amputowalno mu jedną nogę. Lekarze nie dawali mu najmniejszych szans na przeżycie. Beata przez cały czas czuwała przy jego łóżku. Zwolniła się nawet z pracy, żeby Piotr nie był sam, i cały czas wierzyła, że wydarzy się cud. Po pięćdziesięciu dniach walki o życie Piotr wybudził się ze śpiączki. Lekarze nie potrafili zrozumieć, jak to się stało, ale Piotr wiedział: „Dostałem drugą szansę od Boga”.
Po wypadku musiał nauczyć się żyć bez jednej nogi. Sił dodawała mu odnaleziona wiara w Boga, Beata i córeczka Karolinka, bez których pewnie by się załamał. „Beata przez cały czas troskliwie się mną opiekowała, ale w końcu musiała wrócić do pracy. Byłem przerażony, że zostanę sam. Przecież nie potrafiłem samodzielnie nic robić, nawet pójść do łazienki” – wspomina. Beata była pewna, że sobie poradzi, mobilizowała go do ćwiczeń. I miała rację. Piotr codziennie zaciskał zęby i wstawał z łóżka. Szybko nauczył się posługiwać protezą i laską. „Mężczyźnie nie jest łatwo pogodzić się z niepełnosprawnością, ale jeszcze trudniej przyjąć fakt, że nie może pracować na utrzymanie rodziny. Ale jeśli w rodzinie Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko w życiu staje się możliwe” – mówi z przekonaniem Piotr.
Ateny zachwycają pięknem krajobrazów – błękitem morza, antycznymi ruinami, majestatycznymi górami i pagórkami, na które można się wspiąć, by podziwiać panoramę miasta... Ten imponujący pejzaż doskonale uzupełniają ludzie. Niezwykli, a jednocześnie bardzo zwyczajni i piękni w przeżywaniu codzienności. Musieli wyjechać z Polski, aby odkryć to, co w życiu jest najcenniejsze.









