Czy wiecie, że…
Naprzeciwko mnie siada wysoki, szczupły, czterdziestodwuletni mężczyzna, spedytor cargo lotniczego i drogowego, z zamiłowania fotograf. Z błyskiem w oku opowiada o Afryce, która interesowała go od zawsze, zarówno ze względów przyrodniczych, jak i społeczno-kulturowych.
![]() |
| Konrad Lewandowski wśród dzieci w Tanzanii Fot. Konrad Lewandowski/WFP |
Zamiast Tunezji
„Czytałem książki o Afryce, oglądałem filmy, wyciągałem informacje ze wszystkich możliwych źródeł, marzyłem o wyjeździe – mówi Konrad Lewandowski. – Zabawne, że w zeszłym roku miałem wreszcie z żoną zaplanowane wakacje w Tunezji, a tymczasem okazało się, że rzeczywiście postawiłem nogę na afrykańskim lądzie, ale… w Tanzanii”.
Od kilku lat zastanawiał się nad tym, czy nie należałoby zrobić czegoś dla innych, nie związanego z codziennym zarabianiem pieniędzy. Chciał działać społecznie. Gdy 5 lat temu firma kurierska TNT Express podpisała porozumienie z World Food Programme w sprawie pomocy najbardziej potrzebującym, a jednym z jego elementów był program wolontariatu, Konrad zgłosił się natychmiast.
Jedyny Polak
Nie był jedyny, ale wiele osób od razu nie zakwalifikowało się do uczestnictwa w programie. Selekcja polegała na przejściu testów psychologicznych i sprawnościowych. „Pytania dotyczyły tego, jak człowiek radzi sobie w sytuacjach trudnych bytowo, bez udogodnień, do których jest na co dzień przyzwyczajony. Na kolejnym etapie trzeba było potwierdzić, czy kilkumiesięczny wyjazd i często brak jakiegokolwiek kontaktu nie przeszkadza rodzinie – wyjaśnia. – Przeszedłem te testy jako jedyny Polak. Najmniejszy problem stanowiła część sprawnościowa, nigdy nie przeszkadzał mi też brak wygód, a jeśli chodzi o sytuację rodzinną, przyznaję, że po prostu zakomunikowałem małżonce swoją decyzję. Zresztą odkąd się poznaliśmy, wiedziała, że zawsze ciągnęło mnie do Afryki. Dzieci jeszcze nie mam, co znacznie ułatwia sprawę. Jadąc do Tanzanii, zastanawiałem się, jak zostanę tam przyjęty i potraktowany – zdradza Konrad. – Spotkałem się z olbrzymią serdecznością, czego nam w Europie często już brakuje. Nikt nie wstydził się podejść, dotknąć, zapytać. Mimo że mieszkańcy Tanzanii nie mają nic, a zdobycie jedzenia jest dla nich rzeczą podstawową, w każdej w szkole, w której byłem, dzielono się ze mną posiłkiem – wspomina. – To afrykański obyczaj. Przyjmują cię jak członka rodziny”.
Konrad trafił do szkoły, w której dzieci nigdy jeszcze nie widziały białego człowieka. Przez kilka godzin trzysta dzieci oglądało go jak zjawisko.
Korzenny aromat ziemi
Po przyjeździe do Tanzanii Konrada uderzył zapach, jakiego dotąd nie znał. Potem miał go już silnie odczuwać każdego dnia. Korzenny aromat wysuszonej, czerwonej, bardzo żelazistej, spękanej od słońca ziemi i wyschniętych traw, przeplatający się niepowtarzalnie z charakterystycznym, niesionym przez wiatr zapachem rozpalonych skał.
Dotąd nie wiedział, co to prawdziwy upał. Tu czuł go wszędzie. W głębi lądu gorąco bije od rozpalonej gleby, skał, ścian budynków. Ciało osusza się tak szybko, że trudno jest się nawet spocić. Do tego gorące podmuchy wiatru.
![]() |
| Tak wygląda w trakcie budowy zbiornik na czystą wodę dla szkoły w Chemchem. fot. Konrad Lewandowski/WFP |
W pobliżu wybrzeża z kolei powietrze jest tak przepełnione parą wodną, że wydaje się gęste. Gdy wychodził z klimatyzowanego pomieszczenia czy samochodu, natychmiast spływały z niego strumienie potu. Skóra zaczynała się nieprzyjemnie kleić. Czuł się zmęczony i ociężały. Przed upałem nie było ucieczki. Chwilami miał dość gorąca, potu, pracy… Miewał lepsze i gorsze dni, jedne pełne wątpliwości, inne pełne nadziei.
Wspólnymi siłami
W Tanzanii najważniejsza była dla Konrada praca z WFP przy dwóch dużych, trwałych projektach. „Ich efekty pozostaną na dłuższy czas w społecznościach, w których powstały” – opowiada z zaangażowaniem.
Pierwszym z projektów była budowa w kilkunastu szkołach pieców kuchennych, które dają mniejsze zużycie opału, czyli drewna, oraz zwiększają bezpieczeństwo. „Budowałem je technikami lokalnymi, z pomocą miejscowych, gdyż udział lokalnych społeczności w działaniach przeprowadzanych na ich rzecz jest jednym z głównych elementów programów WFP – tłumaczy. – Są informowani, co muszą zrobić i jak się przygotować, kiedy się stawić. Miejscowi są zainteresowani współpracą. Pracują razem także dlatego, by wiedzieć, jak funkcjonują powstałe urządzenia, by – kiedy odjadą biali – mogli z nich w dalszym ciągu korzystać”.
Do budowy pieców wykorzystywali głównie lokalne materiały. Ale trzeba też było kupić i przywieźć metalowe elementy pierścieni palenisk, stalowe pręty i siatkę do wzmocnienia płyty górnej oraz niewielką ilość cementu. Konrad nauczył się robić cegły z miejscowej gliniastej ziemi i suszyć je w słońcu. Potem tej samej ziemi używał jako zaprawy. Przydawały się też piasek, żwir, tłuczeń kamienny i woda. Na zewnątrz wzmacniali konstrukcję białymi cegłami cementowymi. Gdy pracowali sprawnie, udawało im się zbudować cały piec nawet w siedem godzin. Ale wtedy robota była tak intensywna, że na koniec padało się z wyczerpania.
Woda z kałuży
Drugi projekt to budowa zbiorników na wodę deszczową w czterech szkołach, które są szczególnie narażone na niedobory wody w okresach suszy. To przede wszystkim troska o zdrowie dzieci. „Kiedy w szkole są zbiorniki, uczniowie nie muszą przynosić wody, a tam, gdzie jej nie ma, dzieciaki dziennie pokonują po kilka kilometrów, niosąc kilkulitrowe baniaki z wodą, która pochodzi z różnych źródeł. Jeśli nabierają jej w rzekach, jest w miarę czysta, ale gorzej, gdy w stoiskach wodnych lub kałużach, gdyż wtedy zawiera wiele groźnych mikroorganizmów chorobotwórczych szybko rozwijających się w tym klimacie” – mówi Konrad.
Dzięki zbiornikom dzieci mają łatwy dostęp do czystej wody, którą wykorzystuje się do picia i przyrządzania posiłków. „Proces budowy zbiorników trwa około miesiąca. Wymagane są trudne do zdobycia, nawet w oddalonych od siebie miejscowościach, materiały, takie jak cement czy metalowe zbrojenia. W każdej szkole buduje się dwa zbiorniki. Mieszczą łącznie 60 tysięcy litrów wody. Woda spływająca rynnami jest filtrowana przez bardzo prosty w obsłudze i łatwy do konserwacji przez miejscowych filtr żwirowo-piaskowy” – wyjaśnia Konrad.
![]() |
| W tanzańskich wioskach Konrad zaprzyjaźnił się z miejscową ludnością. Dzięki tym spotkaniom zrozumiał, że największe znaczenie w życiu mają relacje między ludźmi. fot. Konrad Lewandowski/WFP |
Uratować życie
„Przy okazji tych prac, wraz z innymi przedstawicielami programu WFP pracującymi w Tanzanii, sprawdzałem stany magazynowe żywności, dostarczanej przez WFP, w szkołach. Dla dzieci, które otrzymują jedzenie w ramach programu dożywiania szkolnego, jest to częstokroć jedyny posiłek w ciągu dnia. Dla rodziców – główny powód wysyłania ich do szkoły, a co za tym idzie, podstawowy element stymulujący rozwój następnego pokolenia. Pomoc z zewnątrz dla tamtejszych dzieci ma znaczenie dla dalszego rozwoju państwa” – tłumaczy Konrad.
W czasie pobytu w Tanzanii pojechał także zobaczyć obozy dla uchodźców w północno-zachodniej części kraju. Trafiła tam po wojnach domowych między grupami etnicznymi, ludność z Burundi i Ruandy. Żywność dla tych obozów dostarczają pozarządowe organizacje humanitarne. Konrad miał okazję zobaczyć, w jaki sposób robi to też World Food Programme. „Ten wyjazd pokazał mi, że bez pomocy ludzi, którzy poświęcą czas i przeznaczą środki na pomoc głodującym, społeczeństwa afrykańskie nie dadzą sobie rady – mówi z przekonaniem. – Pomagając im, przynajmniej poprawiamy życie niektórych, a w wielu przypadkach nawet je ratujemy”.
Droga powrotna
Przybywając do krajów takich jak Tanzania, ingeruje się w życie ludzi tam mieszkających, wpływa na ich kulturę. „Jednak jakakolwiek interakcja z innymi zmienia ludzi – przekonuje Konrad Lewandowski. – Nawet biały człowiek na wakacjach w samym środku Afryki też oddziałuje na miejscową społeczność. W ramach WFP ten wpływ na postrzeganie świata i ludzi, którzy przybywają, jest o tyle silniejszy, że coś im dajemy, pomagamy im choć trochę nas dogonić, zmienić ich życie na nieco lepsze. Może w sposób prosty, ale na tym etapie bardzo skuteczny. Ten wyjazd zmienił też moje życie. Zweryfikowałem poglądy na to, co naprawdę ma znaczenie. Wpłynął nie tylko na mnie, ale przez doświadczenia, jakie przywiozłem, na moją żonę, przyjaciół i znajomych. Zrozumiałem, że największe znaczenie mają relacje między ludźmi, a nie gromadzenie dóbr materialnych”.
Konrad zamierza dalej współpracować z WFP. Utrzymuje kontakt z przedstawicielami WFP w Tanzanii. Nie wie, czy uda mu się wrócić do Afryki w ramach programu. Przeważnie jest tak, że ludzie, którzy się zakwalifikowali, jadą raz, a później ich zadaniem jest propagowanie idei walki z głodem tam, gdzie mieszkają, namawianie kolejnych osób do współpracy z WFP. Ale Konrad zakłada, że pojedzie choćby prywatnie, by spotkać się poznanymi tam ludźmi i dowiedzieć, jak rozwijają się tworzone przez niego projekty, odwiedzić szkoły, w których budował piece i zbiorniki. Im więcej czasu upływa od jego wyjazdu do Afryki, tym bardziej odczuwa jej brak. Przegląda zrobione przez siebie zdjęcia. Do tej pory ma wrażenie, że czuje dotyk afrykańskiego słońca na twarzy. Tak, powrót to tylko kwestia czasu.
Czy wiecie, że…
● co 5 sekund z powodu niedożywienia umiera jedno dziecko,
● ponad 800 milionów ludzi na świecie kładzie się spać z poczuciem głodu,
● prawie 200 milionów dzieci poniżej 5. roku życia ma niedowagę,
● wystarczy jedynie 70 groszy, aby zapewnić codzienne wyżywienie dziecku,
● z powodu głodu wiele dzieci w różnych częściach świata nie uczęszcza do szkoły,
● niedożywienie powoduje opóźnienia w rozwoju fizycznym i umysłowym.
World Food Programme to największa na świecie organizacja humanitarna, która zajmuje się walką z głodem. Każdego roku WFP wspiera około 90 milionów ludzi, w tym 56 milionów dzieci z ponad 80 krajów. Zaopatruje w żywność tych, którzy cierpią głód z powodu naturalnych kataklizmów, konfliktów zbrojnych lub po prostu ubóstwa.
Wystarczy 20 zł miesięcznie, aby zapewnić dziecku wyżywienie i edukację. Jeśli chcecie pomóc, możecie to uczynić bezpośrednio na stronie World Food Programme: www.wfp.org, klikając na okno „Donate now”. Wspólnie możemy uczynić więcej dla tych, którzy naprawdę potrzebują naszej pomocy.