|
|
| Maciek i Mikołaj fot. archiwum prywatne |
Przez pierwsze miesiące Monika i Marcin Kotyńscy codziennie martwili się o życie dzieci. Bliźniacy chorowali na zapalenie płuc, ostrą niewydolność oddechową, martwicze zapalenie jelit. W końcu zaczęły się im odklejać siatkówki. Chłopcy wytrzymali jednak wszystko. Rodzice oraz starszy brat Maks też dali radę. Teraz Mikołaj i Maciek mają po siedem lat.
Państwo Kotyńscy podzielili się rolami. Tato pracuje, mama zajmuje się dziećmi. Dzięki temu chłopcy bardzo wcześnie rozpoczęli rehabilitację. Najpierw trafili do Poradni Wczesnej Interwencji przy Stowarzyszeniu „Tęcza”, później na zajęcia do Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Laskach. Maciek, któremu pozostała tylko zdolność widzenia światła, chodził do przedszkola w Laskach. Mikołaj, który prawym okiem widzi w stopniu bardzo słabym, trafił do Przedszkola Specjalnego nr 188 w Warszawie.
Małe kroki
Przez cały tydzień Maciek i Mikołaj mają różne zajęcia wspomagające rozwój, m.in. terapię widzenia, integrację sensoryczną, hipoterapię, basen, zajęcia z logopedą. W środy ćwiczą orientację w przestrzeni i bezpieczne, samodzielne poruszanie się z panią Pauliną Kalisz, nauczycielką w Przedszkolu Specjalnym dla Dzieci Słabowidzących na ulicy Kieleckiej. Zaczęli pracować razem, kiedy chłopcy mieli po 3,5 roku. Na początku bliźniacy uczyli się chodzenia z hula-hoop, później przyszła kolej na poruszanie się z długą laską.
Chłopcy poznają zasady przechodzenia przez różnego typu skrzyżowania, uczą się pytać o drogę napotkane osoby itp. Jednym z elementów treningu jest też wyjazd na pętlę autobusową. Tutaj dzieci mogą poznać rodzaje autobusów. Sprawdzają, jak rozmieszczone są w nich kasowniki, siedzenia, drzwi. Wszystkie ćwiczenia, które wykonuje z chłopcami pani Paulina, trzeba wielokrotnie powtarzać.
Mikołaj i Maciek codziennie pracują też z mamą, która zbiera informacje od rehabilitantów. Pani Monika czuwa również nad tym, by bliźniacy dotarli na czas na wszystkie zajęcia. Kiedy chodzili do przedszkola, dwa razy dziennie przedzierała się przez korki w centrum Warszawy. Inaczej nie można było dotrzeć na ulicę Kielecką, gdzie uczył się Mikołaj. A po zakończeniu ostatnich zajęć Maćka w przedszkolu w Laskach wracała do zakorkowanej Warszawy i rozwoziła chłopców na dodatkowe ćwiczenia.
Rodzina
Niewiele jest czasu, który cała piątka może spędzić razem. Tato utrzymuje rodzinę, pracuje więc do późna. Chłopcy jeżdżą na zajęcia rehabilitacyjne nawet w weekendy. W sobotę rano mają integrację sensoryczną, a w niedzielę – hipoterapię. Pozostają im wspólne, choć zabiegane, poranki w tygodniu i popołudnia w weekendy. O czasie tylko dla siebie rodzice już praktycznie zapomnieli.
Ulubionym zajęciem rodziny Kotyńskich są przejażdżki rowerowe. Jeśli tylko jest ładna pogoda, wsiadają na rowery i jadą w kierunku pobliskiego Powsina. W tym roku Mikołaj i Maciek mają wyjątkową frajdę ze wspólnych wycieczek, ponieważ nie są już wożeni w fotelikach lub specjalnej przyczepce. Mogą pedałować ile sił w nogach na własnych rowerkach, doczepionych na sztywnym holu do rowerów rodziców.
Mikołaj, Maciek i Maks są bardzo ze sobą związani. Mimo że są jeszcze dziećmi, wiele razem przeżyli. Przywiązanie widać w drobnych gestach. Przede wszystkim pamiętają o sobie w każdej sytuacji. Na zakupach przypominają, by kupić słodycze dla wszystkich braci. Maks nie zapomniał też przywieźć po kawałku soli z Wieliczki dla każdego z bliźniaków. Szczególna więź łączy Mikołaja i Maćka, którzy prawie wszystko robią razem. Pierwszy często zastępuje wzrok drugiemu i pomaga mu na przykład odnaleźć zagubioną rzecz.
Państwo Kotyńscy prowadzą dom otwarty. „Praktycznie w każdy weekend przychodzą do nas znajomi z dziećmi. Chłopcy będą żyli wśród ludzi widzących i chcemy, żeby mieli z nimi dobry kontakt” – opowiada pan Marcin.
Dzieci chętnie się bawią z domowymi pupilami: kotem Toffim, labradorką Elbą albo szczurem Miłką. Kot i pies zawsze czekają pod drzwiami, żeby powitać Mikołaja i Maćka, wracających do domu z zajęć.
Pasje
Bliźniacy potrafią wkraść się w łaski każdego miłośnika pojazdów. Na pętli autobusowej lubią rozmawiać z kierowcami. Często wystarczy jedno lub dwa pytania i już któryś z chłopców siedzi na honorowym miejscu przy kierownicy i może bawić się wszystkimi guzikami. Także właściciele wypielęgnowanych motorów zaparkowanych na osiedlu bardzo szybko ulegają urokowi chłopców. Doceniają ich fachowe uwagi i z pasją opowiadają o swoich maszynach. Niejedna przypadkowa znajomość kończyła się, za zgodą rodziców, wspólną przejażdżką po osiedlowych uliczkach.
Techniką bardziej interesuje się Mikołaj, podobnie zresztą jak starszy brat Maks. Obaj chcą wiedzieć, jak działają różne urządzenia. Mikołaj bardzo lubi bawić się samochodzikami, kącik z ulubionymi zabawkami to jego azyl. Natomiast największą pasją Maćka są konie. Potrafi już sam zdjąć ogłowie i wędziło, a niedługo nauczy się czesać konie. Wychowawczyni chłopca w przedszkolu w Laskach, Dorota Niedbała, przybliżała chłopcu pojęcia matematyczne w taki sposób, że wszystkie działania mógł obliczać na konikach. Hipoterapia pomogła dziecku się wyciszyć, dlatego rodzice zdecydowali się na dodatkowe zajęcia, na które chodzi także Mikołaj.
Obaj chłopcy są muzykalni. Maciek jest wielbicielem Andrei Bocellego, z upodobaniem śpiewa jego utwory. Chciałby w przyszłości zostać tenorem. Mikołaj zaś przepada za pianinem i bardzo się cieszy z wizyt u dziadka, gdzie może grać na ulubionym instrumencie. Marzy mu się własne pianino, koniecznie z nutami i szafką na nuty.
Optymiści
W ciągu kilku lat Mikołaj i Maciek zrobili ogromne postępy. Tylko oni i ich rodzice wiedzą, ile wysiłku musieli włożyć w rehabilitację. Nie można przerwać zajęć, w których chłopcy uczestniczą. Za część z nich rodzice muszą płacić sami. Pomaga im grupka osób, które co miesiąc wpłacają pieniądze na konto Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.
Dzięki stałej opiece bliźniacy mogą pokonywać kolejne stopnie na drodze do samodzielności. „W życiu muszą się nauczyć dwa razy więcej niż inne dzieci” – twierdzi pan Marcin. We wrześniu chłopcy zaczęli naukę w szkole podstawowej – Mikołaj na ulicy Koźmińskiej w Warszawie, a Maciek w Laskach. Przed rodzicami kolejne wyzwania: Mikołaj potrzebuje sprzętu optycznego powiększającego druk, Maciek maszyny brajlowskiej, komputera z odpowiednim oprogramowaniem i specjalnej drukarki.
Rodzice chłopców mówią, że są optymistami. Po prostu nie mają innego wyjścia.