|
|
| Lech i Maria Kaczyńscy fot. Reporter |
Drodzy Czytelnicy,
numer, który trzymacie w ręku, był już w drukarni, kiedy dotarła do nas przeszywająca wieść o śmierci na podsmoleńskim lotnisku pana Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, a wraz z nimi 94 osób. Wszyscy zmierzali do Katynia na uroczystości związane z 70. rocznicą mordu NKWD na polskich jeńcach.
Zatrzymaliśmy druk, tak jak nieoczekiwanie zatrzymała się cała Polska i bez mała cały świat. Śmierć tych wszystkich 96 osób wstrząsnęła nami nie mniej, a może nawet bardziej gwałtownie niż śmierć 5 lat temu Jana Pawła Wielkiego.
Rozpoczęły się wielkie narodowe rekolekcje. Tak jak w 2005 roku…
Wśród ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem byli najwyżsi urzędnicy państwowi, wojskowi i kościelni, przedstawiciele niemal wszystkich grup społecznych, niemal wszystkich zawodów, niemal wszystkich pokoleń. A jednocześnie była to elita elit narodu polskiego. To bardzo bolało i przede wszystkim skłaniało cały nasz naród do najgłębszej zadumy, do modlitwy, do żałoby. Nagle wszystkie dotychczasowe sprawy przestały mieć znaczenie. Nagle ucichły wszelkie spory. Nagle wszyscy poczuliśmy – jak w roku 1980 i w roku 2005 – że jesteśmy jednością, że jesteśmy blisko siebie i że potrzebujemy bliskości siebie nawzajem. Że jesteśmy prawdziwie narodem. Że jesteśmy jedną wielką RODZINĄ!
Spoglądając przez łzy na skupione twarze wokół nas i na wyciszoną jak nigdy Polskę, cisnęła się myśl: „Chwilo, trwaj wiecznie!”.
Ale równocześnie rodziła się i inna myśl: „Panie, przebacz nam, bo nie wiedzieliśmy, co czyniliśmy”.
Tak, te narodowe rekolekcje były jednocześnie wielkim rachunkiem sumienia z krzywd, jakie niemal każdy z nas wyrządził którejś z tragicznie zmarłych ofiar katastrofy.
Największym wyrzutem sumienia był nasz stosunek do Pary Prezydenckiej. Wielu z nas dopiero po ich śmierci ze zdumienia przecierało oczy i odkrywało, jak bardzo nieprzeciętnych i niezwykłych ludzi mieliśmy obok siebie. I nie chodzi nam w tym miejscu o niezaprzeczalne już teraz osiągnięcia na scenie społeczno-politycznej w kraju i daleko poza jego granicami.
Przede wszystkim w kolejnych dniach żałoby narodowej poznawaliśmy państwa Lecha i Marię Kaczyńskich jako niezwykle kochających się małżonków. Odsłaniały się przed nami kulisy ich życia rodzinnego, które wprost kruszyły serca: szarmancka czułość Pana Prezydenta wobec Żony, jego dobroć wobec córki i wnuczek, całej bliższej i dalszej rodziny, a także współpracowników. Wszyscy, którzy choć raz mieli okazję być przy panu Lechu Kaczyńskim, podkreślali jego wzorowo dżentelmeńskie zachowanie się wobec kobiet, wyczulenie na ich wszelkie potrzeby jako matek czy żon, rzadko spotykaną wrażliwość na jakąkolwiek krzywdę wobec nich.
Ze swojej strony Pani Maria otaczała Męża nimbem dobroci i miłości, który nieprawdopodobnie bronił Go przed często niesprawiedliwymi ciosami, jakie spadały na niego z różnych stron. Pani Prezydentowa promieniowała matczyną dobrocią na wszystkich, których w życiu spotkała – i to jednogłośnie zaświadcza każdy, bez wyjątku.
Żyli razem, razem podążali ku swemu przeznaczeniu, razem zginęli, razem spoczęli w iście królewskiej oprawie.
Oboje byli ludźmi wielkiej kultury, ponad wszystko kochającymi Boga i Ojczyznę – nie na pokaz, ale w całej głębi swego istnienia. Tak jak wszyscy pasażerowie lotu 101 do Katynia oddali życie w służbie ukochanemu przez siebie narodowi, mając w planie jak najgodniej reprezentować go wobec poległych, o których pamięć przez długie dziesięciolecia starano się wymazywać.
Być może nieraz zastanawialiśmy się w zaciszu domowym, jak dziś, jako małżonkowie lub rodzice, możemy osiągnąć szczyty świętości. Być może szukamy zbyt daleko wzorów i nie dostrzegamy tych, które mamy niemal na wyciągnięcie ręki…
Państwo Lech i Maria Kaczyńscy dali nam przykład, jak można być wspaniałymi, kochającymi małżonkami, rodzicami i dziadkami, a zarazem cennymi członkami tej wielkiej Rodziny, którą jest nasza Ojczyzna. I nie tyko Polska: także Europa i cały świat, bo śmierć Pary Prezydenckiej rzeczywiście przełamała wszelkie dotychczasowe granice i niemal we wszystkich częściach naszego globu na różne sposoby oddano im obojgu najwyższy hołd.
Okażmy im zatem pamięć nie tylko gestami, ale całym swoim życiem. Tak nam dopomóż Bóg!
Zespół Redakcyjny i Wydawca
„Magazynu Familia”