|
|
| fot. Shutterstock |
Jakiś czas temu czytałem, że w świetle badań izotopowych całun turyński okazał się średniowieczną podróbką. W tym roku jednak znowu został wystawiony i tłumy pielgrzymów zapisały się na oglądanie go. Czy uważamy tę relikwię za autentyczną? JANUSZ
Zacznę od tego, że Ewangelie informują, iż Jezus został na pogrzeb owinięty w prześcieradło oraz chustę na głowę, które po zmartwychwstaniu znaleziono w grobowcu. To może sugerować, że płótna zabrano na pamiątkę. Potem mamy jednak przerwę i dopiero w średniowieczu pojawia się we Francji lniane płótno, uznawane za dawny całun Jezusa. Widnieje na nim lekki odcisk ciała.
Poddano je wielu badaniom. W próbie na zawartość węgla C14 chodzi o ustalenie wieku. Jest to izotop węgla, który jako radioaktywny rozkłada się i z czasem go ubywa. Im go mniej, tym przedmiot jest starszy. Z badań wynika, że płótno Całunu pochodzi ze średniowiecza.
Badanie to jest jednak w tym przypadku niewiarygodne. Nadaje się ono do próbek z wykopalisk, które były odizolowane. Całun wisiał przez wieki w dymie lamp, był gotowany w oleju, został nadpalony w czasie pożaru, dotykały go miliony rąk, ocierano o niego ikony, jak każde stare płótno pokrywał się drobnoustrojami. Z tych powodów ilość badanego izotopu musiała istotnie wzrosnąć. Zresztą wiek płócien badanych tą metodą zawsze wychodzi za niski; jeśli badać tak mumię owiniętą bandażami, wiek bandaży okaże się niższy niż wiek mumii.
Są też liczne fakty, które sprzyjają autentyczności Całunu. Krew znajduje się w miejscach odpowiadającym ranom wymienionym w Ewangeliach, przy czym rany rąk są na nadgarstkach, a nie w dłoniach, jak na średniowiecznych malowidłach. Są ślady po biczowaniu. Na płótnie zachowały się pyłki roślin, z których wiele odpowiada florze okolic Jerozolimy i kwitnieniu roślin w okresie bliskim świętu Paschy (naszej Wielkiej Nocy).
Już po poplamieniu krwią na płótnie powstał ślad ciała w typie negatywu fotograficznego, który pozwala na rekonstrukcję trójwymiarową. Nie wiadomo, w jaki sposób powstał. Ma postać brązowożółtego zabarwienia powierzchni włókien. Chemicznie oznacza to utlenienie, takie jak przy przypaleniu. Nie jest to farba, która zresztą wsiąkłaby głębiej. Nie ma linii po pędzlu. Choć jest to odcisk ciała, nie ma śladów odrywania go – cieniutkie włoski sterczące z włókien lnianych są nieuszkodzone. Współczesna technika nie potrafi więc Całunu skopiować!
Michał Wojciechowski - świecki teolog, profesor biblistyki na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, mąż oraz ojciec dwójki dzieci.