Coraz więcej zwycięstw
Zbigniew Żbikowski
2010-02-17 00:22
Dzieci z chorobą nowotworową mają coraz większe szanse na przeżycie. Niewielkim wysiłkiem można sprawić, aby były one jeszcze większe.
 |
| fot. East News |
Słysząc słowo „nowotwór” ludzie na ogół sztywnieją, zamykają się w sobie, a przerażenie wiąże im języki. Czarna legenda tej choroby też robi swoje – popularny, lecz całkowicie błędny pogląd głosi, że kogo dopadł nowotwór, tego dni są policzone i tylko cud może go uratować. Gdy zaś rzecz dotyczy dzieci, dramat zdaje się potęgować wielokrotnie. W tej atmosferze trudno przebić się z informacją, że wyleczalność w przypadku raka stale wzrasta, a w niektórych typach nowotworów u dzieci osiągnięto rezultaty wręcz spektakularne. I mogą być one jeszcze lepsze, jeśli nastąpi dalsza poprawa w zakresie wczesnego wykrywania schorzenia. Aby jednak tak się stało, potrzeba większego otwarcia, gotowości rodziców i innych osób zajmujących się wychowaniem do rozmowy na ten temat oraz odpowiedniej porcji wiedzy.
Nawet lekarz nie wie
W Polsce co roku na chorobę nowotworową zapada około półtora tysiąca dzieci. To nieduży odsetek populacji, lecz wielka liczba rodzinnych tragedii. A że nie jest możliwe nawet przybliżone wskazanie, kogo podobny dramat może dotknąć, jest to problem tak naprawdę wszystkich. Byłoby więc rzeczą pożądaną, aby podstawowe informacje o objawach wskazujących, że BYĆ MOŻE u dziecka rozwija się nowotwór, dotarły do jak największej liczby osób. Okazuje się bowiem – wynika to z opublikowanych danych – że nawet lekarze pediatrzy mają problemy ze zdiagnozowaniem wczesnego stadium raka; zaledwie co czwarty z nich prawidłowo rozpoznaje „dziwne” zachowania dziecka, związane z rozwijającym się nowotworem, i prawidłowo ukierunkowuje diagnostykę. W pozostałych trzech czwartych przypadków dopiero dalsze badania – niestety, gdy choroba jest już bardziej zaawansowana – pozwalają zidentyfikować przyczynę zmian (np. dlaczego dziecko zaczęło przekrzywiać głowę, ma zaburzenia równowagi albo gorzej widzi).
Dotyczy to zwłaszcza nowotworów mózgu – drugiego pod względem częstości występowania tego schorzenia u dzieci do lat ośmiu (co piąty chory), który nie daje tak wyraźnie charakterystycznych objawów, jak najczęściej pojawiający się u dzieci nowotwór krwi, czyli białaczka (co czwarty przypadek).
Nadzieja, która wzrasta
W przypadku chorób nowotworowych przyjmuje się, że całkowite wyleczenie następuje wtedy, gdy w ciągu pięciu lat nie nastąpi nawrót. Lekarze na określenie skuteczności terapii używają terminu „całkowite 5-letnie przeżycie”.
Otóż jeszcze kilkanaście lat temu dzieci zapadające na rzadkie złośliwe nowotwory, noszące łacińskie nazwy carcinoma plexus chorioidei i atypical teratoid rhabdoid tumor, praktycznie nie miały szans na przeżycie. Dzisiaj wyleczalność w pierwszym przypadku wynosi 74%, w drugim 35%. W przypadku najczęściej występującego nowotworu mózgu, jakim jest medulloblastoma, wyleczalność wzrosła z 45% w 1996 roku do 73,2% obecnie. Jeszcze wyższy skok odnotowano w przypadku bardzo złośliwego nowotworu ependymoma anaplasticum – z 32% do 85,4%. Wszystko to dzięki nie tylko postępom w dziedzinie farmakologii i metod leczenia, ale także dzięki polepszeniu metod diagnostycznych. Bo świadomość tego, że im wcześniej rak wykryty, tym większe szanse w walce z nim, jest coraz powszechniejsza. Mimo to wciąż tylko 37% guzów mózgu udaje się zdiagnozować w ciągu jednego miesiąca od jego pojawienia się.
Trudne powroty
Coraz więcej dzieci wyleczonych z choroby nowotworowej to jednocześnie coraz więcej problemów z powrotami do normalności. To problem nie tylko polski, ale wręcz światowy – obserwowany zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Skutki najpierw operacji, a potem chemioterapii i radioterapii dają o sobie znać przez wiele lat od ich zastosowania. Nowotwory mózgu, ale nie tylko te, powodują trwałe lub czasowe zaburzenia różnych funkcji, pozostawiając różne deformacje. Dzieci, które wracają do szkół lub po prostu rozpoczynają naukę szkolną, mogą uczyć się gorzej, wolniej kojarzyć, trudniej zapamiętywać, szybciej się męczyć, być mniej sprawne itp. W krajowych warunkach są one zwykle klasyfikowane jako opóźnione w rozwoju i najchętniej kierowane do szkół specjalnych.
Nie został dotąd opracowany i wdrożony żaden program, który by ułatwił tak ciężko doświadczonym dzieciom włączenie się w realizację „normalnego” programu szkolnego. Na razie mamy tylko radość z rosnącej liczby ozdrowieńców. Na radość z powodu ich pełnego powrotu do życia społecznego przyjdzie pewnie jeszcze poczekać.