Zapewne wszyscy dobrze znamy serial „Czterdziestolatek”, a niektórzy pamiętają być może odcinek, gdy do rodziny Karwowskich przyjeżdża brat Magdy, Antek, z walizką pieniędzy. Cel wizyty: zakup samochodu na giełdzie. W filmie to przedsięwzięcie kończy się fiaskiem, bowiem wymarzona limuzyna – niestety już po sfinalizowaniu transakcji – okazuje się gratem. Nie znaczy to, że w komisach samochodowych i na giełdach nie można znaleźć dobrych i niedrogich używanych aut. Poszukiwanie samochodu z drugiej ręki trzeba jednak odpowiednio zaplanować.
![]() |
| fot. REPORTER |
Pośpiech złym doradcą
Ustalcie, jakiego auta szukacie i jaką sumą dysponujecie. Trzeba też przewidzieć dodatkowe koszty: naprawę usterek, wymianę części (np. opon), ubezpieczenie, rejestrację, podatek.
Jeśli brak wam doświadczenia w naprawianiu aut, lepiej nie kupować rozbitego samochodu. Auta po wypadku kuszą atrakcyjną ceną, ale to nie zawsze jest złoty interes. Uszkodzenia, które z początku wydają się znikome, później mogą okazać się na tyle poważne, że opłacalność inwestycji stoi pod znakiem zapytania.
Przed podjęciem ostatecznej decyzji zapoznajcie się z kilkoma ofertami i to z różnych źródeł. Wizyty w komisach czy na giełdach samochodowych nie wykluczają przeglądania indywidualnych ogłoszeń w prasie i szukania ofert w Internecie. Bezwzględnie należy upewnić się, czy wóz nie figuruje w ogólnopolskim rejestrze skradzionych pojazdów, i sprawdzić, jaki jest jego stan prawny, np. czy nie jest przedmiotem zastawu bankowego.
Bezpieczniej, choć drożej, kupować w komisie samochodowym niż bezpośrednio od osoby prywatnej. W każdym przypadku warto zachować zimną krew i nie myśleć o aucie jako tym jedynym, wymarzonym. Nie trzeba ulegać sprzedającemu, który przekonuje, że jeśli nie zdecydujecie się natychmiast, to w kolejce po „wasz” samochód czeka już kilku innych kupców. To chwyt marketingowy. Lepiej też nie wpłacać żadnych zaliczek, bo możecie mieć problem z ich odzyskaniem, gdy się rozmyślicie. Nie można też ulegać pierwszemu wrażeniu, bo…
Nie szata zdobi… samochód
W standardowych ogłoszeniach znajdziecie dane na temat marki, modelu, rocznika, koloru czy przebiegu pojazdu. W przypadku używanego auta to za mało. Warto poprosić o książkę pojazdu, jeśli samochód ją ma. Znajdziecie tam szczegółową historię wozu. Potrzebne są też dokładne oględziny i przetestowanie auta, bo nawet jeśli na pierwszy rzut oka jest zupełnie sprawny i wygląda bardzo ładnie: ma fabryczny lakier czy elegancką tapicerkę – diabeł tkwi w szczegółach, a dokładnie pod maską. Dlatego jeśli nie macie odpowiedniej wiedzy, skorzystajcie z pomocy fachowca. Przyda się porada znajomego mechanika, a nawet wizyta w stacji diagnostycznej. W przywołanym już odcinku „Czterdziestolatka” na giełdzie samochodowej pojawia się „kobieta pracująca” – w charakterze rzeczoznawcy PZMot. Polski Związek Motorowy istotnie zrzesza licencjonowanych ekspertów, którzy pomogą w zakupie pojazdu: ocenią jego wartość i stan techniczny. Wykryją „przekręcony” licznik, „przebite” numery lub to, że auto po wypadku jest sprzedawane jako bezwypadkowe. Fachowa ekspertyza kosztuje kilkaset złotych (nieco mniej zapłacicie za analizę w stacji diagnostycznej), ale daje pewność, że nie stracicie dużo więcej pieniędzy. Jeśli jednak okaże się, że i tak kupiliście kota w worku…
Nie wszystko stracone
Możecie dochodzić swoich praw. Gwarantuje to ustawa o sprzedaży konsumenckiej, która dotyczy także używanych samochodów. Przed zakupem sprzedawca-przedsiębiorca powinien poinformować klienta o wszystkich cechach auta, a więc także o wadach. Auto, które zepsuje się tuż po zakupie, można reklamować. Sprzedawca musi naprawić wóz albo oddać wam pieniądze. W ostateczności można dochodzić roszczeń w sądzie. I co ważne, gdyby w umowie sprzedawca zawarł np. klauzulę, że „nie odpowiada za wady ukryte”, to jest ona zgodnie z prawem nieważna.








