Jestem wierną czytelniczką waszego miesięcznika od jego pierwszego numeru. Często przekazuję go dalej tym, którzy jeszcze „Magazynu Familia” nie kupują, aby się przekonali, że warto.
Zasmucił mnie jednak i skłonił do napisania tych kilku słów tekst państwa Wołochowiczów w majowym numerze. Nie ukrywam, że zazwyczaj zaczynam lekturę właśnie od ich artykułów. Tym razem też przeczytałam je jako pierwsze i… posmutniałam…
Rozumiem intencje autorów i ja też jestem za tym, aby mamy zostawały w domu z dziećmi i nie wracały tak szybko do pracy. Niestety, nie każdy może sobie na to pozwolić. Ja musiałam wrócić po roku od urodzenia mojego pierwszego, jak i drugiego dziecka z powodów czysto ekonomicznych, a nie egoistycznych. Mój mąż nie zarabia na tyle dużo, aby wystarczyło na spłatę kredytu (a gdzieś mieszkać trzeba), opłaty i jeszcze skromne życie. Miałam (i pewnie podświadomie mam nadal) wyrzuty sumienia, że musiałam wrócić do pracy tak szybko. Dlatego chcę stanąć w obronie mam, które były lub są w mojej sytuacji. Dlaczego nikt nas nie pociesza, tylko cały czas wypomina, jak źle zrobiłyśmy, wracając do pracy? Dlaczego straszy się nas złym wpływem przedszkola na nasze dzieci? My nie miałyśmy innego wyjścia! Szkoda, że nikt nie rozumie, że są mamy w takiej sytuacji, że nie chcą, ale muszą wracać szybko do pracy… Czytelniczka (dane znane redakcji)
Bardzo dziękujemy za dobre słowo! Zapewniamy też, że nie jest naszą intencją, aby jakakolwiek mama, która z bólem musiała wrócić do pracy zawodowej, poczuła się potępiona.
Temat poruszamy, bo w Polsce masowo spotykamy zupełnie inne motywacje posyłania dzieci do przedszkola: (1) samorealizacja matki w zawodzie; (2) przekonanie o konieczności tzw. socjalizacji dziecka; (3) wygodnictwo (nawet kobiety niepracujące zawodowo oddają dzieci do przedszkola). A ewentualne wypominanie męża (czy otoczenia) zdecydowanie częściej dotyczy tych, co „siedzą w domu”.
Z całym szacunkiem dla matek, które nie mają innego wyjścia, nie możemy nie alarmować, jak ważne dla rozwoju dziecka jest bycie z mamą w domu! Nie straszymy przedszkolem, lecz szerzymy prawdę, która jest mało znana (często też nielubiana), a skutki ponosi wiele rodzin.
W Pani sytuacji radzilibyśmy:
(1) nie godzić się wewnętrznie z istniejącym stanem rzeczy, ale wołać do Boga (kierując się słowami Ewangelii według św. Marka, rozdział 10, werset 27): „Dla ludzi to niemożliwe, ale otwórz mi, Panie, drogę, bym nie musiała pracować poza domem!”;
(2) zrobić wszechstronną analizę wydatków; Jill Savage w książce Mama, najlepszy zawód na świecie pokazuje, jak zaskakująco duże mogą być oszczędności na kosztach prowadzenia domu, gdy mama jest na miejscu;
(3) szukać możliwości pracy na część etatu czy dorabiania w domu przy dzieciach.
Zapraszamy też do indywidualnego kontaktu i szukania wsparcia z grupą mam skupioną wokół Misji Służby Rodzinie.
Serdecznie pozdrawiamy!
W IMIENIU REDAKCJI:
Mariola i Piotr Wołochowiczowie