|
|
| fot. Giancarlo Giuliani ©Periodici San Paolo |
Postawa Jana Pawła II zapewne wynikała stąd, że sam wcześnie utracił swoją własną rodzinę. Kiedy został papieżem i nastąpił wysyp biografii niedawnego krakowskiego kardynała, te fakty z jego życiorysu stały się powszechnie znane. Jego siostra przyszła na świat jako pierwsza z rodzeństwa, ale żyła tak krótko, że nawet jej imię się nie zachowało. Matka osierociła go, gdy miał lat dziewięć. Starszy o 14 lat brat, znakomicie zapowiadający się lekarz, zmarł młodo, zaraziwszy się śmiertelnie od pacjentki szkarlatyną. Wtajemniczeni powiadają, że Karol Wojtyła zawsze, również w Watykanie, trzymał w szufladzie jego lekarski stetoskop. Najdłużej cieszył się bliskością ojca, lecz w 1941 roku i on zmarł, jeszcze zanim syn postanowił zostać księdzem.
Jego bliską rodziną stawali się od tej pory stopniowo dobrzy opiekunowie i przyjaciele, parafianie, studenci, rodacy, wreszcie cała ludzkość.
Podstawowa wspólnota
Wiele lat później, pełniąc posługę Piotrową, nigdy nie tracił okazji do poruszania problematyki rodzinnej. Samo wymienienie tych okazji zajęłoby wiele miejsca.
Już w 1981 roku, niecałe trzy lata po wyborze, powołał do życia Papieską Radę do spraw Rodziny. Za jego pontyfikatu obchodzono Rok Rodziny (1994), trzykrotnie zorganizowano Światowe Spotkanie Rodzin z Ojcem Świętym. Tematyce rodzinnej poświęcony był jeden z synodów biskupów.
Jako Jan Paweł II, jak gdyby sumując wiedzę zdobytą w kontaktach z bliskim otoczeniem i swoje osobiste doświadczenie, w liście pasterskim opublikowanym z okazji Roku Rodziny, napisał: „Rodzina jest tą drogą, od której nie może on [człowiek] się odłączyć. Wszak normalnie każdy z nas w rodzinie przychodzi na świat, można więc powiedzieć, że rodzinie zawdzięcza sam fakt bycia człowiekiem. A jeśli w tym przyjściu na świat oraz we wchodzeniu w świat człowiekowi brakuje rodziny, to jest to zawsze wyłom i brak nad wyraz niepokojący i bolesny, który potem ciąży na całym życiu. Tak więc Kościół ogarnia swą macierzyńską troską wszystkich, którzy znajdują się w takich sytuacjach, ponieważ dobrze wie, że rodzina spełnia funkcję podstawową. Wie on ponadto, iż człowiek wychodzi z rodziny, aby z kolei w nowej rodzinie urzeczywistnić swe życiowe powołanie. Ale nawet kiedy wybiera życie w samotności – to i tutaj rodzina pozostaje wciąż jak gdyby jego egzystencjalnym horyzontem jako ta podstawowa wspólnota, na której opiera się całe życie społeczne człowieka w różnych wymiarach, aż do najrozleglejszych. Czyż nie mówimy również o «rodzinie ludzkiej», mając na myśli wszystkich na świecie żyjących ludzi?”.
A wcześniej, w encyklice Centesimus annus z 1991 roku nazwał rodzinę „prawdziwym sanktuarium życia”. Jest ona bowiem powołana do dawania życia, jego obrony i wychowania. Napisał też, że jest „pierwszą i podstawową szkołą uspołecznienia”.
Niezastąpiona rola
Jan Paweł II wyrósł w społeczeństwie, w którym „rodzina” nieodmiennie wymieniana jest wśród naczelnych wartości i zapewne nie pozostało to bez wpływu na jego nauczanie.
Rodzina jako fundament i ostoja, jak ją Polacy rozumieją, to nie tylko rodzice i rodzeństwo, ewentualnie dziadkowie. To znacznie szerszy krąg osób i większy zakres powinności niż relacje na linii rodzice-dzieci. To musiał mieć na myśli Ojciec Święty, gdy na przełomie stuleci, wygłaszając homilię podczas Mszy św. z okazji Jubileuszu Rodzin (2000), powiedział: „Gdy przestrzegany jest podział ról, tak, że relacje między małżonkami oraz między rodzicami a dziećmi są poprawne i zgodne, w naturalny sposób zyskują w rodzinie znaczenie i wartość także inni krewni, tacy jak dziadkowie, wujowie, kuzyni. Często w tych relacjach, nacechowanych szczerą miłością i gotowością do wzajemnej pomocy, rodzina odgrywa rolę naprawdę niezastąpioną, ponieważ osoby zmagające się z trudnościami, ludzie samotni, wdowy, wdowcy i sieroty mogą w niej znaleźć domowe ciepło i gościnę. Rodzina nie może zamykać się sama w sobie. Serdeczne więzi z krewnymi to pierwszy obszar tego niezbędnego otwarcia, prowadzący rodzinę na spotkanie z całym społeczeństwem”.
Papież osobiście
Mimo że jego rodziną stała się „rodzina ludzka”, nawet jako głowa Kościoła nie zapominał o utrzymywaniu kontaktu z członkami rodziny biologicznej, choć tak niewielu bliskich mu pozostało. Wiedzą coś o tym ci spośród jego dalszych krewnych, którzy przez lata otrzymywali serdeczne, tchnące rodzinną atmosferą listy, pisane w papieskich apartamentach. Przechowywane jak relikwie, dają dziś świadectwo zgodności nauczania Ojca Świętego z praktyką.