![]() |
| Grzegorz Kasdepke fot. AKPA |
◗ Czy jako dziecko musiał Pan sprostać jakimś domowym obowiązkom?
Nie tyle musiałem, ile chciałem. Wychowałem się w rodzinie wielopokoleniowej. Mieszkałem z rodzicami i dziadkami. Dla mnie, jedynaka, życie w dużej rodzinie to był raj. Sprzątałem, wyrzucałem śmieci, a przede wszystkim chodziłem z babcią na targ, wybierając razem z nią pietruszkę i marchewkę. Dzieci lubią dorosłe zajęcia – mój syn Kacper uwielbia gotować! Gdy mu wyznaczam czynności, jakie ma przy tym wykonać, oddaje się im z pasją. A potem cieszy się, że może zjeść to, co sam przygotował, i że inni go za to podziwiają.
◗ A kto w Pana rodzinnym domu stał przy kuchni?
Zwykle mama, ale gdy miał być wyjątkowy obiad, przygotowywał go tata. Lubił to, bawił się tym, wszyscy się nim wtedy zachwycali. W moim domu nie było tradycyjnego podziału ról.
◗ Pan gotuje równie dobrze jak tata?
Nie wiem, ale gotuję z przyjemnością, gdyż nie muszę tego robić codziennie. Do czynności wykonywanych od czasu do czasu podchodzi się z większym zapałem. Przez parę lat byłem wegetarianinem i gotowałem sam dla siebie, żeby reszta rodziny nie musiała na tym cierpieć. Wtedy nauczyłem się naprawdę dużo. Teraz się bawię gotowaniem.
◗ Z Pana książek wynika, że opieka nad dzieckiem może być… przygodą. Czy to prawda?
Zawsze byłem ze swoim synem Kacprem bardzo blisko. Jako pierwszy trzymałem go na rękach po narodzinach – to był jeden z pierwszych porodów rodzinnych w Warszawie. Kacper chodził ze mną do redakcji „Świerszczyka”, gdzie pracowałem. Chętnie go kąpałem, czytałem mu przed snem, lubiłem odprowadzać do przedszkola, a po drodze opowiadaliśmy sobie nawzajem przedziwne historie. Charakter mojej pracy pozwalał mi dostosować się do zajęć Kacpra. Nigdy nie miałem problemu, by zostać z nim w domu i nie iść na imprezę. Dziecko szybko rośnie i za byciem z nim już wkrótce będziemy bardzo tęsknili, a ono zbuduje własny świat, w którym dla nas nie będzie wiele miejsca.
◗ Myśli Pan, że dzieci powinny mieć domowe obowiązki?
Tak, uważam, że podział obowiązków w domu musi być mocno zarysowany jak najwcześniej. Jako rodzic nie jestem sługą mego syna i on nie jest moim sługą. Musimy sobie nawzajem pomagać. To istotne, by w dziecku wyrobić świadomość pomocy, gdyż kiedyś będzie funkcjonowało w świecie bez rodzica. Kacper dba o czystość w swoim pokoju, czasem zmywa i gotuje, sprząta w całym domu.
◗ Czy domowe czynności nie są zbyt przyziemnym zajęciem dla twórcy?
Nie, choćby dlatego, że na przykład podczas zmywania odpływam daleko myślami. Przyznam jednak, że sprzątanie nie jest moją ulubioną czynnością. Korzystamy w domu z pomocy pani do sprzątania. Ale nie jest też tak, że jak jej nie ma, a brudna łyżka spadnie na podłogę, to będzie tam leżała przez tydzień. Nie migam się, tylko nie mam takiego instynktu, by zajrzeć wszędzie tam, gdzie takie panie zaglądają. Życie jednak nie musi się składać z samych czynności, które lubimy. Pisarz powinien zajmować się domem. Jeśli chce opisywać życie, musi je znać w każdym aspekcie. Dobrze mu zrobi, gdy czasem odkurzy, pójdzie do sklepu, gdy wie, ile kosztuje bułka. Zresztą, ile można pisać? Czasami trzeba też pożyć inaczej. Na tym zyskuje czytelnik, któremu daję odetchnąć, nie tworząc ciągle nowych książek.
◗ Badania pokazują, że po 20 minutach prac domowych poprawia się nasz stan psychiczny i zmniejsza napięcie związane ze stresem. Zgadza się Pan z tym?
Mnie pomaga praca. Fakt, że zrobiłem coś istotnego, odpędza depresję. W moim odczuciu życie ma sens wówczas, gdy jest ono twórcze i przepracowane. Los rasy próżniaczej zawsze mnie przygnębiał.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.







