![]() |
| fot. CARITAS |
W poprzednich numerach „Magazynu Familia” przedstawialiśmy osoby, których celem życia jest czynienie dobra, oraz organizacje powstałe z ich inicjatywy. Tym razem zajmiemy się badaniami społecznymi, odzwierciedlającymi działalność charytatywną pokolenia dopiero wkraczającego w dorosłe życie.
Interesujący sondaż, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy i jak młodzi Polacy wspierają innych, przeprowadzono w Warszawie w połowie 2009 roku. Wzięli w nim udział głównie studenci z dużych miast, w sumie 301 osób.
Stać się lepszym człowiekiem
Wyniki sondażu nastrajają optymistycznie, gdyż dwie trzecie badanych zadeklarowało, że udziela się charytatywnie, a tylko jedna trzecia, że tego nie robi. Sondaż opracowali organizatorzy marszu „Walk the World. Koniec z głodem” pod auspicjami World Food Programme ONZ. Opracowanie to pokazuje, że główną motywacją tych, którzy pomagają, jest wewnętrzna potrzeba. Ta z kolei wynika z wyznawanych i pielęgnowanych przez nich wartości. „Osobista potrzeba pomagania i wyznawane wartości to najlepsze z możliwych motywacje do wspierania akcji charytatywnych” – komentuje wyniki sondażu Michał Rżysko z Fundacji Świętego Mikołaja.
Niektórzy badani mają świadomość, że sami też kiedyś mogą potrzebować wsparcia. Inni zauważają, że dzięki takiej postawie stają się lepszymi ludźmi.
Mnożyć datki
Ci, którzy nie pomagają, tłumaczą, że nie czują takiej potrzeby oraz że brak im na to środków finansowych, że mają pilniejsze wydatki. Połowa tej grupy nie zarabia, a reszta ma dochód znacznie niższy od średniej krajowej. Jednak badanie pokazuje, że zarówno chęć pomocy, jak i realna pomoc nie są zależne od poziomu dochodów. Z postawami pomocowymi identyfikują się bowiem osoby dobrze sytuowane, ale też te, które nie zarabiają w ogóle. „Najbardziej hojni są ci, którzy sami niewiele mają. Zaobserwowałem to podczas wielu koncertów, zbiórek czy aukcji” – wspomina Tomasz Jankiewicz, założyciel Fundacji Pogotowie Teatralne.
Ci, którym obce jest pojęcie pomocy charytatywnej, przerzucają odpowiedzialność na państwo i wyspecjalizowane instytucje, a z drugiej strony twierdzą, że nie mają zaufania do żadnej organizacji pomocowej. Usprawiedliwiają się brakiem czasu i okazji, ale może chodzi tu raczej o brak myślenia o problemie. Wychodzą z założenia, że pomaganie nie jest ich obowiązkiem, a datek pojedynczej osoby i tak nie ma większego znaczenia. Przedstawiciele fundacji zaprzeczają temu, podkreślając, że każda suma służy mnożeniu dobra. „Przecież to właśnie dzięki tysiącom niewielkich wpłat możemy zmieniać świat na lepszy” – zapewnia Michał Rżysko.
Przekazać odruch serca
Dla większości osób, które pomagają potrzebującym, podstawowym sposobem wsparcia są datki pieniężne przekazywane na wybrane instytucje oraz datki w formie SMS-ów. Inną atrakcyjną dla badanych formą jest pomoc rzeczowa. Coraz popularniejsze stają się działania wolontaryjne i udzielanie się w społecznościach lokalnych.
Potwierdza to Ewa Dziadyk, kierownik działu PR Fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko”: „W fundacji mamy już 308 wolontariuszy, którzy pomagają naszym podopiecznym w całej Polsce. Wsparcie drugiego człowieka jest czymś, czego nie da się przeliczyć na pieniądze”. Oceniając formy pomocy, Michał Rżysko mówi: „Mimo optymistycznych wyników badań martwi to, że zaangażowanie młodych Polaków jest bardzo impulsowe. Najpopularniejsze wskazane sposoby przekazywania pieniędzy to wpłaty do puszki i wysłanie SMS-a. Młodym ludziom, podobnie jak całemu społeczeństwu, brakuje regularności, a przecież pomoc potrzebna jest codziennie”.
Na koniec warto dodać, że ci, którzy pomagają, deklarują, że akcje propagujące pomoc charytatywną są potrzebne. Dzięki nim jedni przypominają sobie o tym, że są wokół nas ludzie, którzy czekają na odruch serca, a inni to sobie uświadamiają.







