![]() |
| fot. Shutterstock |
Każdy wie, że częste jedzenie słodyczy szkodzi, ponieważ sprzyja próchnicy i powoduje otyłość. Zwiększa też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2 zwanej insulinoniezależną, na którą zapadają coraz młodsze osoby, nie wyłączając dzieci (kiedyś ta choroba była domeną ludzi starszych). Lawinowy wzrost zachorowań na ten typ cukrzycy spowodował, że została ona uznana za chorobę cywilizacyjną. Niezwykle groźną, ponieważ jej powikłaniami mogą być: zawał serca, utrata wzroku czy amputacja stóp (skutek neuropatii cukrzycowej). Ale to zaledwie początek długiej listy szkód, jakie cukier może wyrządzać w naszym organizmie. Wypłukuje z niego cenne sole mineralne, wpływa na wzrost ciśnienia tętniczego krwi, podwyższa poziom trójglicerydów i złego cholesterolu LDL (często spożywamy cukier w połączeniu z niezdrowymi tłuszczami nasyconymi, a to fatalny zestaw), co sprawia, że wzrasta ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego, a one zajmują niechlubne pierwsze miejsce wśród przyczyn zgonów.
Błędne koło
Ostatnio do licznych ciemnych stron cukru doszła kolejna: naukowcy odkryli, że powoduje on szybsze powstawanie zmarszczek. Okazuje się, że węglowodany proste źle wpływają na kolagen i elastynę, które są odpowiedzialne za jędrność i młody wygląd naszej skóry. Sporadyczne jedzenie słodyczy może nam ujść na sucho, ale ci, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez batoników, pracują na to, by ich wygląd był bardziej zaawansowany, niż wskazuje metryka. Skóra staje się mniej sprężysta i wcześniej pojawiają się na niej zmarszczki. To może być – zwłaszcza dla pań – argument niezwykle sugestywny: dieta bezsłodyczowa to zarazem kuracja przeciwzmarszczkowa (i do tego darmowa).
Problem jednak w tym, że odzwyczajenie się od słodkich przekąsek może być dość trudne, ponieważ cukier… ma właściwości uzależniające. Potwierdziło je doświadczenie, które amerykańscy naukowcy przeprowadzili na szczurach. Gryzonie, wcześniej przez dłuższy czas karmione cukrem, po jego wyeliminowaniu z pożywienia miały typowe objawy odstawienne, takie jak szczękanie zębami, drgawki czy zmiany w biochemii mózgu. Z kolei badania innej grupy naukowców wykazały, że biochemia mózgu narkomanów i osób uzależnionych od słodyczy jest podobna – u jednych i drugich mamy do czynienia z podporządkowaniem życia nałogowi (niemożność powstrzymania się od spożycia słodyczy może być tak silna, że ktoś jest w stanie iść w nocy do całodobowego sklepu, by je kupić) i z poczuciem winy (występującym potem, wynikającym z tego, że znów ulegliśmy słabości). Wielu z nas zna ten mechanizm z autopsji. Nawet jeśli nie biegamy za ciastkami po mieście w środku nocy, to zapewne nie raz nie mogliśmy oprzeć się słodyczom, a szczególnie chętnie sięgamy po nie w chwilach napięcia czy stresu. Dlaczego tak się dzieje? Gdy jemy słodycze, odczuwamy błogostan, spowodowany wytwarzaniem przez organizm serotoniny – substancji zwanej hormonem szczęścia (działającej podobnie jak narkotyk). Zjedzenie ciastka czy batonika powoduje raptowny wzrost poziomu glukozy we krwi, który odczuwamy jako coś pozytywnego, swego rodzaju zastrzyk energii, ale tylko przez krótką chwilę, ponieważ zaraz po niej następuje gwałtowny spadek poziomu glukozy, co z kolei wywołuje apatię, senność i… apetyt na słodkie. I tak powstaje błędne koło.
Słona zapłata za słodycz
Skoro cukier jest tak niebezpieczny, to nasuwa się pytanie: dlaczego tak chętnie i beztrosko karmimy nim dzieci, które przecież powinniśmy szczególnie chronić przed wszystkim, co niezdrowe? Ktoś mógłby odpowiedzieć, że większość dzieci lubi słodkie smaki i czasem to jedyny sposób, żeby w ogóle coś zjadły (pamiętajmy jednak, że zjedzenie ciastek zamiast zupy to jedynie zapychanie żołądka, a nie dostarczanie organizmowi wartościowych składników odżywczych). I kwestia zasadnicza: to właśnie rodzice przyzwyczajają maluchy do słodkiego smaku, i to już od wczesnego dzieciństwa. Dzieje się tak, mimo że pediatrzy zdecydowanie odradzają pojenie niemowlaków słodzonymi napojami, zwłaszcza przed snem (ze względu na ryzyko próchnicy).
Lekarze przypominają też, że cukier osłabia układ odpornościowy – a przez to zwiększa częstotliwość zachorowań na infekcje, które i tak dopadają dzieci stosunkowo często, ponieważ ich system immunologiczny nie jest jeszcze w pełni rozwinięty. Nie koniec na tym: cukier powoduje zwiększoną drażliwość i irytację, a także trudności z koncentracją. Zamiast batoników i ciasteczek, rodzice powinni więc podsuwać pociechom inne, nie mniej smaczne, za to bardziej wartościowe przekąski, np. jogurt naturalny z owocami (które są źródłem naturalnych cukrów) czy orzechy lub migdały – te ostatnie zawierają dobroczynne nienasycone kwasy tłuszczowe omega 3, stanowiące paliwo dla mózgu (trzeba jednak pamiętać, że orzechy mogą powodować alergię).
Psychologowie apelują, by nie nagradzać dzieci słodyczami, ponieważ przez to podświadomie kojarzą je one potem, także w dorosłym życiu, z nagrodą. Powstaje mechanizm gratyfikacji: słodycze stają się namiastką przyjemności i dlatego sięgamy po nie, gdy jest nam źle, aby poprawić sobie nastrój czy wynagrodzić niepowodzenie. Amerykańscy naukowcy przeprowadzili interesujące doświadczenie: wynika z niego, że aż 69% spośród badanych, którzy jako dorośli wykazywali agresję, w dzieciństwie codziennie jadało słodycze (czekoladę i cukierki). Badacze dostrzegli głębokie podłoże psychologiczne w tej zależności: uznali, że jeśli dziecko co dzień dostaje słodycze, to nie uczy się, że czasem trzeba na coś cierpliwie poczekać – i stąd potem te impulsywne zachowania.
Czy zatem trzeba wyeliminować słodycze z życia dziecka? To nie bardzo możliwe, bo przecież maluch ma z nimi styczność nie tylko w domu. Najlepiej ustalić, że w naszym domu jedynie raz w tygodniu je się słodycze (tej zasady powinni przestrzegać wszyscy członkowie rodziny). Z całą pewnością i starszym, i młodszym taki post wyjdzie na zdrowie.
Warto uświadomić sobie, że nie bez powodu cukier został nazwany białą śmiercią, a dawnego hasła, że te słodkie kryształki krzepią, nikt już dziś nie przypomina.