![]() |
|
W polskich miastach wciąż za mało jest |
Czego brakuje rodzicom? Dlaczego rodzi się tak mało dzieci? Jaka pomoc w tym zakresie byłaby najlepsza? Wśród osób badanych przez Polską Grupę Badawczą odpowiedź na pierwsze pytanie zabrzmiała jak zgodny chór: pieniędzy! Na drugie pytanie podobnie: bo rodzice są za skromnie sytuowani. Na trzecie – to już oczywiste: pomoc finansowa.
Na braki – kasa
Aż 84% polskich rodzin z dziećmi uważa, że najlepszą formą pomocy byłoby wypłacanie co miesiąc z państwowej kasy pewnej sumy na każde dziecko. Do tego jeszcze rodziny z dziećmi powinny mieć zapewnione ulgi w opłatach i podatkach. Im niższe wykształcenie respondentów, tym głos ten brzmi donośniej: o pieniądze na dzieci woła ponad 91% rodziców z wykształceniem podstawowym i niecałe 80% z wykształceniem wyższym i niepełnym wyższym. Bo co do tego, że przydałaby się lepsza opieka medyczna i psychologiczna, panuje zgoda, a różnice w zależności od wykształcenia są niewielkie. Ogólnie z postulatem tym zgadza się 63,6% rodziców niepełnoletnich dzieci. Ale jeśli chodzi o zwiększenie liczby żłobków i przedszkoli, znów następuje zróżnicowanie: osoby z niższym wykształceniem przykładają do tego zadania mniejsze znaczenie niż osoby lepiej wykształcone. Takie samo stopniowanie pojawia się przy pytaniu o inwestycje w boiska, place zabaw, ośrodki rekreacji – im lepsze wykształcenie, tym wyższy procent wyborów.
Ciekawie rozkładają się te głosy w zależności od miejsca zamieszkania. Pieniędzy od państwa najczęściej domagają się mieszkańcy dużych miast i wsi, a lepszej opieki medycznej mieszkańcy małych miast. Wołanie o więcej żłobków i przedszkoli w największym procencie rozlega się z miast średnich. Obszar „średniomiejski” najgłośniej też wskazuje na potrzebę przystosowania publicznej komunikacji do przewozu dzieci – trzy razy głośniej niż miasta duże, które ten problem bagatelizują (widać ich mieszkańców już tak bardzo on nie dotyczy). To nie przypadek – taka sama różnica na styku miast dużych i średnich pojawia się przy pytaniu o likwidację barier architektonicznych dla wózków. Czyżby naprawdę istniał tak duży rozziew w jakości życia między miastami liczącymi powyżej 200 tysięcy mieszkańców i mniejszymi?
![]() |
| 20% Polek twierdzi, że boją się utraty figury lub zdrowia w związku z ciążą. Fot. BE&W |
Bo stracę figurę...
Mieszkańcy średnich miast zwracają na siebie szczególną uwagę także przy drugim pytaniu: Dlaczego w Polsce rodzi się obecnie mało dzieci? Nie przodują oni wśród tych, którzy uważają, że przyczyną jest niedostateczna sytuacja materialna potencjalnych rodziców (w największym procencie wskazują na nią miasta duże i małe). Nie tłumaczą też znikomego przyrostu naturalnego obawą przed utratą pracy (to największy problem w małych miastach) ani obawą kobiet przed załamaniem kariery zawodowej (tu „wygrywają” pozostałe miasta). Natomiast mieszkańcy średnich miast częściej niż inni tłumaczą brak dzieci małym zainteresowaniem ze strony krewnych oraz instytucji wspierających rodzinę. W największym też odsetku wskazują na obawę kobiet, że przerwa w pracy, spowodowana urodzeniem dziecka, obniży... przyszłą emeryturę. To nie koniec obaw – ta grupa ankietowanych w największym też procencie (gdy mieszkańcy dużych miast w procencie niemal trzykrotnie mniejszym, najmniejszym ze wszystkich) uważa, że kobiety nie chcą rodzić z obawy przed utratą zdrowia i pogorszeniem wyglądu z powodu ciąży i porodu (!).
Jeśli chodzi o wykształcenie odpowiadających, widać dwie prawidłowości i dwie „anomalie”. Obawa, że urodzenie dziecka spowoduje załamanie kariery zawodowej, zdecydowanie najczęściej dręczy kobiety najlepiej wykształcone, w najmniejszym zaś stopniu dotyczy osób z wykształceniem podstawowym. Brak zainteresowania ze strony krewnych i instytucji wspierających (w wypadku urodzenia dziecka) niemal dwukrotnie częściej zniechęca do powiększenia rodziny osoby najniżej wykształcone – w naszej czterostopniowej skali – niż najwyżej. Natomiast obawa przed „pogorszeniem wizerunku” w związku z ciążą postawiła na skrajnych pozycjach osoby sąsiadujące na skali: najczęściej wskazują na to jako przyczynę małej liczby porodów osoby z wykształceniem średnim, najrzadziej – z wyższym. Ta sama grupa średnio wykształconych najrzadziej przypuszcza, że na niską liczbę narodzin nowych obywateli ma wpływ zbyt duża dostępność środków antykoncepcyjnych, podczas gdy najczęściej takie zdanie mieli respondenci z wykształceniem zawodowym.
Dostępność środków antykoncepcyjnych to w opinii naszych ankietowanych jednak drobiazg w porównaniu z brakiem środków na utrzymanie dzieci (najczęstsze wskazania) oraz różne obawy i lęk przed zajściem w ciążę.
Po prostu dajcie
Znając choćby z grubsza odpowiedzi na dwa pierwsze pytania, trudno być zaskoczonym odpowiedziami na pytanie ostatnie: Jaka forma pomocy rodzinie jest najlepsza? Pytanie każe wybierać między dwiema formami – finansową i rzeczową. Generalnie społeczeństwo dzieli się na trzy mniej więcej równe grupy. Pierwsza kładzie nacisk na pomoc rzeczową, druga na finansową, trzecia na jedną i drugą. Ale badacze podsunęli badanym aż pięć możliwych odpowiedzi. Dzięki temu wyszło na jaw, że ludzie z wykształceniem podstawowym stawiają zdecydowanie na „tylko i wyłącznie pomoc finansową” (prawie pięciokrotnie częściej niż najlepiej wykształceni), osoby z wykształceniem średnim w największym stopniu stawiają na „to i to”, a wyżej wykształceni w największym odsetku wybierają „tylko i wyłącznie pomoc rzeczową”. Na „głównie pomoc rzeczową” w największym procencie spośród wszystkich grup liczą osoby najniżej wykształcone, a na „głównie pomoc finansową” osoby po zawodówkach.
|
|
| Inwestycje państwa w infrastrukturę przyjazną rodzinie mogą zapobiec ujemnemu przyrostowi naturalnemu. Fot. FORUM |
A jeśli chodzi o podział ze względu na miejsce zamieszkania? Tu brak reguły. Duże miasta skłaniają się do pomocy finansowej, średnie do rzeczowej, małe miasta znowu do finansowej, a wieś do rzeczowej.
Gdy jednak podsumować wszystkie wypowiedzi, to spośród trzech wymienionych grup najliczniejsi będą ci, którzy uważają, że najlepszą formą pomocy rodzinom jest danie im dodatkowych pieniędzy (36,6% – suma wyborów „głównie pomoc finansowa” oraz „tylko i wyłącznie pomoc finansowa”). Jakby Polacy chcieli powiedzieć swojemu państwu: dajcie nam pieniądze na dzieci, a my już będziemy wiedzieli, jak te pieniądze najlepiej wydać.
Żeby coś drgnęło
Pytania naszego sondażu zostały tak sformułowane, że badaliśmy tak naprawdę tylko opinie na zadany temat. Nie pytaliśmy na przykład: „Dlaczego Pani/Pan nie decyduje się na dziecko?”, tylko dlaczego w ogóle ludzie w Polsce nie chcą mieć dzieci. Nakładają się więc w odpowiedziach motywy własne i przypisywane innym, najczęściej najbliższemu otoczeniu, z którym ankietowani dzielili doświadczenie i wiedzę. Dlatego można zaryzykować twierdzenie, że jest to głos ukazujący prawdziwe przyczyny – w tym wypadku niskiego przyrostu – tyle że w sposób pośredni. To samo odnosi się do pozostałych dwóch pytań.











