![]() |
| fot. Karen McMillan |
Karen Roy pracuje w Polish Heritage Trust Museum wraz ze swoimi córkami: 21-letnią Jasmine i 17-letnią Yolandą. Łączy je pasja do przekazywania wiedzy o historii i osiągnięciach Polski. Obecnie przygotowują programy edukacyjne dla grup szkolnych i przedszkolnych, odwiedzających muzeum.
Polskie korzenie
Spotkałam się z Karen i Jasmine w ich domu w Howick, w Auckland. Opowiedziały mi o działalności muzeum.
„Organizujemy pokazy dla grup, które nas odwiedzają – mówi Karen. – Wyświetlamy film o polskich dzieciach – uchodźcach, które przyjechały do Nowej Zelandii w 1944 roku. To świetny, czarno-biały film, pokazujący los dzieci, które przybyły tu z nowozelandzkimi żołnierzami powracającymi z frontu i znalazły się w obozie w Pathiatua, zwanym popularnie «małą Polską». Zapraszamy też gości, którzy mogą coś ciekawego na ten temat opowiedzieć, oraz historyka, który objaśnia bieg wydarzeń. Co ciekawe, sześcioro z polskich dzieci, które tu trafiły, dzisiaj już dorosłych, opowiada na filmie o tym, jak dalej potoczyło się ich życie w Nowej Zelandii”.
Ojciec Karen, Jan Wojciechowski, jest właśnie jednym z tych dzieci. Za każdym razem, kiedy Karen pokazuje ten film, dzieli się też fragmentem historii swojej rodziny. Mimo że urodziła się w Nowej Zelandii, Karen jest dumna ze swojego pochodzenia i polskich korzeni. „Wydaje mi się, że każdy Polak jest z nich dumny – mówi Karen. – Jak na przykład moje córki, choć są Polkami tylko w jednej czwartej”.
Nie tylko dla Polaków
„Myślę, że my, dzieci, mamy w sobie więcej polskości niż jedną czwartą. To wydaje się ważną częścią nas. Przecież równie dobrze mogłam się urodzić w Polsce” – przyznaje Jasmine.
Uwielbia wymyślać programy zajęć dla dzieci z okolicznych szkół. „Ostatni program, który przygotowałam, trwał dwa tygodnie. Było polskie rzemiosło, gotowanie polskich potraw. Wcześniej zasialiśmy piękne kwiaty, a potem zrobiliśmy opaski z papieru, przeplatane kwiatami. Innego dnia dziewczynki ubrane w ludowe stroje uczyły się tradycyjnego polskiego tańca”.
Szukanie materiałów do przygotowania imprez dla dzieci nie sprawia Jasmine problemów, ponieważ w muzeum jest wiele ciekawych książek i innych informacji. „Przejrzałam wszystko, co mamy, i starałam się wybrać to, co byłoby najciekawsze dla dzieci”.
Budynek muzeum nie jest zbyt duży, a wejście byłoby trudno zauważyć, gdyby nie mała tabliczka na płocie. Jest to jednak miejsce, gdzie w niezwykły sposób Nowozelandczycy poznają Polskę. Wiele osób angażuje się w działania proponowane przez Karen i jej córki.
„Rodowici Nowozelandczycy są zainteresowani naszą działalnością. Muzeum bardzo im się podoba. Wspierają i podziwiają to, co robimy – mówi Karen. – Wiele osób, które nas odwiedzają, nie ma z Polską nic wspólnego, a jednak chcą się dowiedzieć czegoś więcej o tym kraju. Po obejrzeniu filmu wielu starszych Nowozelandczyków wspomina czasy, gdy polskie dzieci przyjeżdżały do Nowej Zelandii i osiedlały się tutaj”.
Więzi rodzinne
Obowiązki w muzeum Karen godzi z obowiązkami żony i mamy. Właśnie oczekuje następnego potomka. Jej mąż, Aaron, pracuje jako robotnik. Jasmine zaczyna studia na uniwersytecie, a Yolanda jest w szkole średniej. Syn Karen, 22-letni Jade, pracuje z ojcem. Wszyscy chętnie i często spędzają czas razem. „Staramy się wykorzystywać uroki okolicznych plaż – mówi Karen. – Tym bardziej, że Jade od 8. roku życia surfuje. Nawet teraz, gdy dzieci są duże i zajmują się swoimi sprawami, nadal lubimy wybrać się całą rodziną na plażę i urządzić tam piknik”.
Rodzinę Karen łączą bliskie więzi. Jej rodzice mieszkają niedaleko, spędza więc z nimi dużo czasu. Bardzo miło wspomina także ich wspólny pobyt w Polsce. „Gdy przyjechałam do Polski po raz pierwszy, czułam się tam jak u siebie – opowiada. – Mama i tata dotarli pierwsi. Ja z jednym bratem polecieliśmy po drugiego do Kanady i potem razem do Polski. Tata już czekał na nas na lotnisku i od razu poczułam się jak w domu. Spędziliśmy w Polsce wspaniałe chwile”.
Tłumaczenie: MARTYNA PRZYBYSZ







