Tak. Ponieważ było aż tyle piosenek, podzieliliśmy je na dwie płyty, żeby słuchacz mógł sobie w przerwie między pierwszym a drugim dyskiem zrobić kawę i odpocząć, a potem wrócić do słuchania.
◗ Czy łatwo było namówić wytwórnię na taki projekt w czasach, kiedy młodzież słucha pojedynczych piosenek w empetrójkach?
No, musieliśmy ją trochę przekonywać [śmiech]. Osobiście nadal jestem fanką płyt na konkretnym nośniku – CD albo winylu. Owszem, słucham czasem empetrójek, ale tylko w drodze na koncert, kiedy poręcznie jest skorzystać z iPoda. W domu lubię puścić sobie płytę na „wieży” – głośno, żeby poczuć moc dźwięku. To zupełnie inny odbiór muzyki.
◗ Nie jest tajemnicą, że Ty i gitarzysta zespołu – Grzegorz Jędrach – jesteście małżeństwem. Czy to znaczy, że to właśnie u Was w domu powstają pierwsze zarysy piosenek?
Tak. Dużo utworów powstaje, kiedy siadam przy pianinie lub klawiszach albo kiedy Grzegorz zaczyna grać na gitarze, a ja powoli dołączam ze śpiewem. Jestem bowiem zdania, że jeśli jakaś melodia sprawdza się wykonana na jednym instrumencie, to znaczy, że równie dobrze wypadnie w pełnej aranżacji.
◗ A żeby nagrać jakiś pomysł, pewnie schodzicie do piwnicy, gdzie macie studio…
Kiedyś tak było. Teraz mamy nowe studio, lepiej wyposażone. Ale mieści się w sąsiedniej kamienicy, więc też nie mamy daleko [śmiech].
◗ Wygląda na to, że cały czas żyjecie muzyką. Czy to się sprawdza w małżeństwie?
W naszym przypadku – tak. Ja nie kończę pracy o 17.00, żeby potem wrócić do domu i zajmować się czymś innym. Bo muzyka to dla mnie nie praca, ale przyjemność. Wieczorami lubimy z Grzegorzem posłuchać nowych płyt. Czasem on przegląda Internet, wyszukuje techniczne nowinki dotyczące pracy z dźwiękiem czy wyposażenia studia. Nawet ja zainteresowałam się ostatnio tymi sprawami. Poznaję różne programy komputerowe, uczę się samodzielnie aranżować piosenki.
◗ Czy to znaczy, że możemy się spodziewać Twojej solowej płyty?
Niewykluczone. Grzegorz nawet naciska, abym się za to zabrała. Ale czy byłaby to muzyka różna od muzyki Goi? Przecież to byłby ten sam głos, ten sam sposób frazowania, ta sama melodyka. Ale może kiedyś podejmę to wyzwanie.
◗ Inspirujecie się nawzajem z Grzegorzem?
Oczywiście. Każde z nas wynajduje jakieś nowe płyty, a potem podsuwamy je sobie nawzajem. Podobnie z naszym klawiszowcem – Rafałem Gorączkowskim. On jest muzykiem klasycznym, edukujemy go więc w kwestii nowych brzmień, a on nas – w muzyce poważnej. Dlatego słuchamy różnej muzyki, nawet metalu. Osobiście bardzo lubię System Of A Down, a Grzegorz jest fanem Iron Maiden.
◗ No nie żartuj! Może kiedyś nagracie coś w tym stylu?!
To nie pasowałoby do nas. A nie chcemy się do niczego zmuszać. Najbardziej pasjonuje nas muzyka filmowa, twórczość artystów rockowych głównego nurtu, Erica Claptona czy Johna Meyera. I nie zamierzamy tego zmieniać.
◗ W swoich tekstach często opisujesz dramatyczne przeżycia związane z miłością. Tymczasem wydajesz się szczęśliwą żoną.
Nic w życiu nie jest czarne albo białe. Owszem, jestem spełniona w małżeństwie, ale zdarzają się sytuacje, kiedy coś we mnie wywołuje smutek czy strach. To może trwać tylko pięć minut, ale staje się pretekstem do napisania takiego czy innego tekstu. Poza tym obserwuję świat – znajomych, przyjaciół, to też przydaje się przy pisaniu tekstów.
◗ W Twoich piosenkach kobieta prawie zawsze funkcjonuje w interakcji z mężczyzną. Nigdy nie atakowały Cię za to feministki?
[śmiech] Nie, nigdy mi się taka konfrontacja nie przydarzyła. Ale to prawda – jestem konserwatystką. Pewnie wyniosłam to z rodzinnego domu, ale lubię się opiekować moim mężem, gotować dla niego, mieć porządek wokół siebie. Niektórzy mogą to uznać za staroświeckie, ale ja nie robię tego na siłę – po prostu sprawia mi to przyjemność.
◗ Idealna żona?
[śmiech] O to musiałbyś już zapytać Grzegorza. Podstawą jest wzajemny szacunek. Oboje często idziemy na ustępstwa. Jak każda kobieta, ja też lubię z przyjaciółką poszaleć na zakupach, posiedzieć w kawiarni. A Grzegorz ma swoich kolegów.
◗ W jednej z nowych piosenek śpiewasz tak: „Najważniejszy jest spokój w nas”. Spróbujmy odwrócić tę kwestię: czego najbardziej obawiasz się w życiu?
To nie są żadne górnolotne obawy: po prostu martwię się o zdrowie najbliższych. Ale jestem optymistką. Nawet te moje teksty, które wydają się pesymistyczne, tak naprawdę niosą na końcu pocieszenie – że wszystko się zmieni, że będzie lepiej.
◗ A nie boisz się utraty popularności?
Nie, bo nie odczuwam jej tak bardzo. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że pewnego dnia będzie trzeba zejść ze sceny, ale póki będziemy mieli własne grono słuchaczy – nieważne, stu czy tysiąc – to będziemy nadal grali. Mamy jednak i takie plany: ja chcę pisać piosenki dla innych wykonawców, a Grzegorz – produkować ich płyty.
◗ Powiedziałaś, że nie odczuwasz bardzo swojej popularności. To pewnie dlatego, że unikasz plotkarskich magazynów i nie tańczysz na lodzie w telewizji. Nie uważasz, że coś przez to tracisz?
Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że nie muszę robić nic sprzecznego ze sobą. Bo miałam różne propozycje, ale je odrzucałam. Uważam, że wykonawcy pojawiający się w takich programach po prostu rozmieniają się na drobne. Ludzie odbierają ich potem nie jako artystów, ale jako „gwiazdki” z telewizji. Ja wolę być postrzegana w kontekście swoich piosenek i móc spokojnie robić zakupy w sklepie.
◗ Dziękuję za rozmowę.
Goya – polska grupa popowa, w skład której wchodzą: Magda Wójcik (wokal), Grzegorz Jędrach (gitara) i Rafał Gorączkowski (klawisze). Zespół na polskim rynku muzycznym istnieje już od 1995 roku, ma na swoim koncie takie przeboje, jak m.in.: „Smak słów”, „Mój”, „Tylko mnie kochaj”, „W zasięgu twego wzroku”. Do dziś grupa nagrała pięć albumów. Magda Wójcik współpracowała również z Nigelem Kennedym, występując z nim podczas jego koncertów w Polsce w 2003 roku, a w 2004 roku cały zespół zagrał przed występem Petera Gabriela w Poznaniu.







