Trudne początki
Kasia i Marcin Piaseccy pierwsze doświadczenia w wyjazdach z dziećmi zdobywali, gdy ich córeczka Marysia miała 10 miesięcy. A początki w Szczawnicy nie były łatwe: pokój był mały, Marysia kilka nocy płakała bez przerwy. Dopiero z czasem przyzwyczaiła się do nowego miejsca. „Bardzo dużo chodziliśmy po górach” – wspomina Marcin.
Młodzi rodzice dowiedzieli się, że trzeba dokładnie sprawdzić warunki, w jakich spędza się urlop z dziećmi. Od tamtej pory zabierają też ukochane pluszaki, bo nikt jak one nie pocieszy malucha. Jeszcze jednej ważnej rzeczy nauczyli się w Szczawnicy: żeby się tak nie przejmować, jak dzieci płaczą. A to się bardzo przydało, kiedy na świecie pojawiły się bliźniaki – Asia i Stasio.
Gdy już pora wyruszyć w drogę, do samochodu Kasi i Marcina musi się zmieścić wszystko, co jest potrzebne dla pięcioosobowej rodziny. Tygodniowy wyjazd niewiele różni się od dwutygodniowego: trzeba upchać taką samą stertę ubrań na każdą pogodę, zestaw butów na zmianę, ukochane lalki i misie, worek leków i… wózek. Na koniec wsiada cała rodzina. „Układamy rzeczy pod nogami – opowiada Kasia – ale mój mąż tak wspaniale pakuje, że ile bym nie przygotowała, to zawsze się zmieści”.
Karolina i Łukasz Żylikowie znoszą rzeczy do samochodu wieczorem. Dwuletnia Marianna jest o tej porze zaspana i trzeba uważać, żeby się nie rozbudziła. Całą drogę śpi w foteliku i wreszcie nie ma kataru. Kiedyś pojechali do Zakopanego, a w drodze dziewczynka zaczęła kichać. W końcu odkryli, że to nie przeziębienie, tylko klimatyzacja w samochodzie.
Na początku pobytu w górach Marianna grymasiła przy jedzeniu i gorzej spała. Wszystko przeszło po dwóch dniach. Rodzice dowiedzieli się, że była to niemowlęca choroba wysokościowa. „Trzeba było etapami przygotowywać się do tej wysokości – snuje refleksje Karolina. – Nie mieliśmy świadomości, że dziecko tak zareaguje”. Potem chodzili po górach wszędzie, gdzie tylko dojechał wózek. Dotarli nad Morskie Oko, przemierzyli Dolinę Chochołowską i Kościeliską.
|
|
|
Dzieci wymagają szczególnej opieki w czasie wakacyjnych wędrówek (rodzina Piaseckich) Fot. Ewa Makowska
|
Miejsca
W kwietniu Kasia i Marcin Piaseccy też pojechali do Zakopanego. Kiedyś byli tu z Marysią na wycieczce i zobaczyli, że podwójny wózek bliźniaków nie będzie zbędnym rekwizytem na zakopiańskich chodnikach i ścieżkach spacerowych. Z trójką małych dzieci nie można sobie pozwolić na wybór przypadkowego miejsca. W pobliżu musi być plac zabaw i parking, bo wtedy nie ma problemu ze schowaniem wózka do auta. Przydaje się basen dla dzieci i świetlica na deszczowe dni.
Kasia i Marcin należą do Domowego Kościoła i chętnie korzystają z rodzinnych rekolekcji organizowanych przez wspólnotę. Dzięki temu wiedzą, że jadą w miejsce przygotowane na przyjęcie dzieci i nie narażają się na koszty. Na co dzień Kasia zajmuje się dziećmi, Marcin pracuje jako informatyk. O wakacjach muszą myśleć rozsądnie, bo spłacają kredyt mieszkaniowy. Cieszą się z ulgi podatkowej na dzieci. Uznali, że w tym roku pojadą jeszcze na dwa tygodnie do ośrodka rekolekcyjnego w Bystrej Krakowskiej.
Rodzina Żylików ma cały urlop przed sobą. Łukasz pracuje w branży turystycznej, ale o swoim odpoczynku może pomyśleć dopiero wtedy, gdy minie sezon letni. Własne umiejętności można jednak dobrze wykorzystać. Pod koniec sierpnia Karolina i Łukasz zabiorą Mariannę do Francji na barkę. Wybór padł na malowniczy region Franche-Comté przy granicy ze Szwajcarią. Mają zamiar płynąć Soaną i od czasu do czasu zatrzymywać się w uroczych miasteczkach, gdzie przydadzą się rowery, bo Marianna przyzwyczaiła się już do jeżdżenia w specjalnym siedzisku. Karolina z Łukaszem zastanawiają się, czy rowery zabrać, czy wypożyczyć na miejscu.
Wolność na zielonym
Na działce też może być wspaniale. To tutaj zaczęła swoją wakacyjną przygodę Marianna. Znajomi odradzali Karolinie i Łukaszowi wyjazd na Mazury z trzymiesięcznym dzieckiem, bo spartańskie warunki i do tego komary. Jednak maleństwo dobrze zniosło podróż i pobyt na działce. Karolina wspomina, że Marianna miała niewielkie wymagania. Wystarczyła obecność mamy, karmienie, a potem spała spokojnie w wózku lub na hamaczku. Kolejne wakacje na działce Marianna spędziła już bardziej świadomie. Mogła się cieszyć pobliskim jeziorem, trawą, własną piaskownicą i psami. Gdy pierwszy raz zobaczyła krowę, była zachwycona.
|
|
Karolina i Łukasz Żylikowie z córeczką Marianną Fot. Adam Szczygieł SSP |
Rodzice Marianny zadbali o to, aby dziewczynka w miarę wcześnie oswoiła się z wodą. „Odkąd tylko skończyła kilka miesięcy, chodziliśmy razem na basen – opowiada Karolina. – Jest za mała, by pływać, ale pluska się”. Teraz Marianna ma ponad 2 lata i próbuje samodzielności. To odpowiednia pora, aby uczyć ją podstawowych zasad bezpieczeństwa: ostrożności przy wskakiwaniu do wody, oddychania bez zachłystywania się, trzymania się krawędzi basenu i, co najważniejsze, nieoddalania się od rodziców. Woda i świeże powietrze służą zdrowiu dziewczynki.
Piaseccy też lubią odpoczynek poza miastem. Na działce rodziców Marcina jest gwarnie i wesoło. Spotyka się tu kilka rodzin. Dzieciom można pozwolić na swobodę, bo teren jest ogrodzony. I chociaż trzeba pompować wodę i przeganiać komary, wszyscy są zadowoleni. Okolica piękna: blisko las i rzeka, przydaje się rower i hulajnoga. Dzieci grają w piłkę lub kąpią się w baseniku. Wieczorem jest czas na ognisko z pieczeniem kiełbasek.
Kasia i Marcin najmilej wspominają wakacje na polu namiotowym w Hermanicach pod Ustroniem Górskim. Było to doświadczenie wolności dla dzieci i rodziców. Namiot udało się rozstawić na środku kempingu, co pozwoliło obserwować bawiące się maluchy. „Wszędzie była trawa i dzieciaki mogły biegać, gdzie chciały – opowiada Kasia. – Nie musieliśmy się denerwować, że spadną ze schodów lub wpadną pod samochód. Wszystko było ogrodzone. W okolicy piękne góry, w sam raz do spacerów, i górska rzeka. Na dodatek na polu namiotowym nie trzeba było rezerwować miejsc wcześniej”.
Słońca żar, wody szum
W ubiegłym roku Karolina z Łukaszem zastanawiali się nad bardziej egzotyczną podróżą. Wybór padł na Tunezję. Wielu ostrzegało, że to Afryka, a Marianna jest przecież malutka. Jednak rodziny, które już kiedyś były w Tunezji, nie mogły się nachwalić jej uroków. Argumentem było też to, że towarzystwa ubezpieczeniowe mają takie same stawki na podróż do Tunezji jak do krajów europejskich. Biuro podróży z ofertami przyjaznymi dla rodzin z dziećmi polecili im znajomi. Zaczęli szukać czegoś dla siebie już w styczniu. W tym czasie można znaleźć korzystne propozycje przedsezonowe. Zdecydowali się na wyjazd we wrześniu, by uniknąć upałów i tłoku. Aby poznać kulturę tunezyjską, wybrali rejon Portu El-Kantaoui. Tu, oprócz hoteli i plaż, jest jeszcze miasteczko z malowniczymi uliczkami i białymi domkami.
|
|
Wakacje to znakomity czas realizowania rodzinnych marzeń o dalekiej podróży (rodzina Żylików) Fot. Adam Szczygieł SSP |
Szczegółami tym razem zajęła się Karolina. Wybrała kilka hoteli. Szukała takich, które ładnie wyglądają, oferują wiele atrakcji, a przy tym są przyjazne dla dziecka – specjalny basen, plac zabaw, dziecięce łóżeczka i krzesełka, dużo zieleni, aby można się było schować przed upałem. Zajrzała na fora podróżnicze w Internecie. „Udało mi się w ten sposób wyeliminować hotel, który miał świetną lokalizację, bardzo dobrą cenę i proponował wiele atrakcji, ale co roku zmieniał nazwę, bo mieści się kilometr od lotniska” – wspomina. Pozostało wybrać się do biura podróży, wpłacić zaliczkę i wszystko zostało dopięte na ostatni guzik już w styczniu. Wystarczyło jeszcze pozbierać praktyczne informacje od znajomych, z biura podróży i Internetu. Karolina pamięta o okularach przeciwsłonecznych, kapeluszach, filtrach i o klapkach na plażę dla Marianny. Wie, że nie wolno pić wody z niewiadomego źródła, jeść surowych owoców, a między godziną 12 a 14, w największy upał, trzeba zostać w hotelu. Na szczęście Marianna o tej porze zwykle śpi.
Dzieci nie ryby
Marysia najchętniej pojechałaby znowu nad morze – polubiła zabawę w piasku i pluskanie się przy brzegu. Na razie Marcin jest w stanie przekonać żonę, że lepiej wybrać się w góry, bo tam dzieci nigdy nie chorowały. Ale co będzie, jak w dyskusji zaczną brać udział prawie trzyletnie bliźniaki, jeszcze nie wiadomo. Marianna od czasu, gdy zobaczyła na targach turystycznych barkę, nie może o niej zapomnieć. Co jakiś czas powtarza: „Tatusiu, barka!”. Wyciąga też folder biura podróży ze stojaka z gazetami i opowiada wszystkim, że „Niunia pojedzie do Tunezji”.
Każda z rodzin ma wakacyjne marzenia. Karolina i Łukasz nie mogą się doczekać, kiedy będą mogli wybrać się z Marianną na rejs jachtem. Może powrócą do corocznych spływów kajakowych? Kasia i Marcin chcieliby pojechać do Jerozolimy. To byłaby ich podróż poślubna, której nie zdążyli odbyć. Na razie plany czekają, aż pociechy podrosną, ale wysiłek, jaki rodzice wkładają w organizację wakacji, na pewno się opłaci. Mali podróżnicy, którzy rosną w ich domach, będą mieli niedługo własne marzenia, a te przecież uskrzydlają.