|
|
| Agnieszka Porzezińska fot. Mikołaj Gospodarek |
Zorganizowanie dzieciom dziesięciu tygodni wakacji jest zadaniem dla megakierownika produkcji. Budżet mały, a efekt ma być piorunujący – ciekawie, bezpiecznie, radośnie. Jak zwykle okazało się, że dzieciom nie jest potrzebny basen, bo do zabawy wystarcza kałuża, niepotrzebne jest menu all inclusive, bo czereśnie same wskakują do dzioba. Ambicje mam wielkie, ale dzieci przekuwają balon mojej matczynej pychy. Po co do Grecji – my chcemy do babci trzy ulice dalej!
Szukałam wakacji przez Internet. Biur podróży jest mnóstwo, ale oferta dla rodzin, takich jak moja, praktycznie nie istnieje. A przecież moje 2+3 to skromny wstęp do budowania rodzinnego imperium. Gdzie mają pojechać rodzice z czwórką, piątką, szóstką dzieci? Taki model w ogóle nie istnieje. Pomijam aspekt finansowy. Najbardziej popularny wariant hotelowy to 2+1. 2+2 tylko z dostawką, a wtedy powierzchnia pokoju klaustrofobicznie się kurczy. Apartament, owszem – z małżeńskim łóżkiem i rozkładaną kanapą, no ewentualnie można coś jeszcze donieść z magazynu. Dlaczego europejski standard nie gwarantuje przewijaków, krzesełek do karmienia, placyków zabaw? Większość naszego rodzinnego budżetu pochłaniają dzieci, to prosta kalkulacja. Dlaczego oświecona Europa jeszcze nie pojęła, że najwięcej może zarobić, inwestując w serwis dzieci? Udane wakacje w fajnym miejscu sprawiają, że my – rodzice, którzy oszczędzaliśmy na tę eskapadę przez cały rok, i nasze dzieci, które są mistrzami w naciąganiu na lizaka, loda, i jeszcze raz loda, i jeszcze coś malutkiego – będziemy chcieli tam wracać.
Jesteśmy rodziną, która dużą wagę przywiązuje do kartek z podróży i życzeń. Wakacje bez wybierania kartek, szukania poczty, główkowania, co komu napisać, można uznać za stracone. Zawsze pisze ciocia Agnieszka, wujek Sławek, Justynka. Piszemy kartki na urodziny, imieniny, święta. Córkom dajemy kartki, które przechowujemy w pudłach pod tytułem: NASZE ŻYCIE. Mogę nawet zaryzykować tezę, że prezent bez kartki jest jakiś niepełny, bo kupić można cokolwiek, ale nad słowem trzeba się zastanowić. Amplitudę naszych małżeńskich uczuć my możemy mierzyć ilością napisanych słów. Na początku więcej słów niż myśli, teraz więcej myśli, by nie powiedzieć – za dużo słów.
Agnieszka Porzezińska - dziennikarka, autorka cykli telewizyjnych, m.in. „Wolność Słowa” i „Prawdę mówiąc” w TV Puls, współautorka filmu „Mama” (2010), żona Rafała i mama trzech córeczek: Marysi, Tosi i Helenki.