|
|
| fot. M. Krawiec SSP |
Według Eurostatu – unijnego „urzędu statystycznego” – Polacy należą obecnie do najbardziej ruchliwych społeczeństw Unii Europejskiej. I najsilniej emigrujących – liczba wyjeżdżających wyraźnie góruje nad liczbą przybywających do Polski. Dzieje się tak mimo apeli o powroty do kraju, zapewnień o doskonałych warunkach dla rozwoju osobistego i czekającej pracy oraz innych zachęt. Okazuje się, że Polacy w większości wolą jednak pozostać na emigracji, niż szukać szczęścia w kraju. Co więcej, obserwuje się zjawisko całkiem nowe: często ci, którzy postanowili wrócić, po próbie urządzenia się w kraju na nowo, postanawiają jednak ponownie wyjechać. Według badań ankietowych, następny wyjazd podejmuje aż trzecia część „powracających“.
Sieć jak zwierciadło
Internetowych forów, na których toczą się dyskusje o emigracji zarobkowej, jest tyle, że nie sposób wgłębić się w nie wszystkie. Ale też nie trzeba. Wystarczy bowiem przeczytać kilkadziesiąt postów, aby zorientować się, o czym będzie mowa w kilkunastu następnych. Bo rozmowa emigrantów i imigrantów, wyjeżdżających i powracających, przemyśliwujących wyjazd i myślących o powrocie, toczy się nieustannie wokół kilku stałych wątków.
Głównie opowiada się o bezpośrednich, oczywistych aspektach wyjazdów za lepszym życiem: o pracy, sposobach jej szukania, zaletach i wadach zarabiania na Zachodzie, a także o tym, jak beznadziejnie jest pod tym względem w Polsce (co bywa wyolbrzymiane), i jak znakomicie w starych krajach Unii (o przerysowania też nietrudno). Drugi wątek dotyczy życia na obcej ziemi, kiedy już ma się pracę albo jej nie ma, a żyć trzeba. I porównuje – jak to jest w takich sytuacjach tam, gdzie programy socjalne są silnie rozbudowane, oraz w ojczyźnie, gdzie państwu nie wystarcza na opiekę społeczną. Z wypowiedzi wynika, że kryzys lepiej przetrwać za granicą – takich głosów jest najwięcej. Jest i trzeci wątek: my, Polacy, w innych społeczeństwach. W opisach konkretnych sytuacji i zachowań pojawia się zarówno duma, jak i wstyd za rodaków, cwaniactwo i pomysłowość, patriotyzm i kosmopolityzm.
Wobec tych trzech nurtów stosunkowo najmniej opowiada się o tym, co najbardziej bolesne: o kosztach osobistych emigracji – rozpadzie więzi małżeńskich i rodzinnych, dramatach dzieci, rozwodach i nowych związkach, nie zawsze zresztą udanych.
O klęskach nie na forum
Być może dlatego, że zjawisko to dotyczy tylko pewnej, nieustalonej części emigrantów – tych, którzy postanowili na jakiś czas zostawić w kraju współmałżonka, często przy tym także dzieci, i „podbudować” domowy budżet np. w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Norwegii. Gdy w ich życiu osobistym następuje krach, nie wszyscy są skłonni dzielić się swoimi przeżyciami, nawet anonimowo, z innymi użytkownikami Internetu. Ale psychologowie rodzinni i duszpasterze dobrze znają to zjawisko – bo przy tej skali można już mówić o zjawisku – kiedy materialny awans rodziny domaga się swoistego okupu: osłabienia emocjonalnych więzi między jej członkami.
Kiedy poczucie takiego osłabienia, inaczej mówiąc: wzrostu poczucia obcości w stosunku do najbliższych, dociera do człowieka, staje on jakby na rozdrożu. Od tego, w jakim kierunku teraz podąży, zależy dalsze życie, zarówno jego, jak i pozostałych członków rodziny. Są takie małżeństwa, takie stadła rodzinne, które w tym momencie, gdy wydaje się, że już wszystko stracone, podejmują heroiczne próby zawrócenia z tej drogi, naprawienia zła, które się samemu uczyniło. Są to niejednokrotnie próby udane, jakby wzór dla innych, którzy też może by chcieli, ale im akurat nie wychodzi. Bo na przykład nie chcą zapłacić ceny za „naprawę” życia – coś odpuścić, z czegoś zrezygnować, choćby z prymatu statusu materialnego nad tak zwanym duchowym. Albo nie chcą podjąć duchowo bolesnej psychoterapii, w której pojawia się trudna wzajemna spowiedź…
Nie tylko zagranica
O emigrantach zarobkowych opuszczających Polskę mówi się i pisze najwięcej, ale przecież nie tylko takie wyjazdy owocują rozpadem więzi i w następstwie tego – trudnymi powrotami. Wyjazd na drugi koniec kraju w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy i pomieszkiwanie całymi tygodniami w hotelu pracowniczym lub wynajętym pokoju może spowodować takie same problemy w relacjach małżeńskich jak podobna wyprawa do Holandii. Tyle że może nie jest aż tak egzotyczny, a przez to spektakularny, jak emigracja zagraniczna. No i o tym zjawisku jest ciszej. Co nie oznacza, że powrót do siebie po okresie rozstania bywa w takich wypadkach łatwiejszy. Jeśli wierzyć psychologom, bywa równie trudny.