![]() |
| fot. Ingram Image |
Michał idzie właśnie do szkoły na katechezę. Z jego teczki dochodzi dźwięk telefonu.
– Halo! Cześć, Konrad! Co u ciebie słychać?
– Cześć! Niedługo opowiem ci o tym osobiście. Będę dziś w tym twoim Krakowie. Może spotkamy się wieczorem?
– Jasne! Nie mam na dziś żadnych planów. Koniecznie przyjeżdżaj.
– No to do zobaczenia! Odezwę się jeszcze.
Dzwonek do drzwi.
– Witaj! Jak dobrze, że o mnie nie zapomniałeś – mówi z uśmiechem Michał. – Miałbyś grzech ciężki, jeślibyś był w Krakowie i mnie nie odwiedził.
– Przecież wiesz, że staram się wykorzystać każdą okazję. Dziś miałem sporo pracy, ale co tam. Robota może poczekać. Im bardziej się angażuję, tym więcej przybywa mi spraw, więc dałem sobie spokój z tą niekończącą się gonitwą. À propos, wykupiłem hotel, bo jesteśmy w trójkę na delegacji, ale powiedziałem kumplom, że raczej nie wrócę na noc.
– I bardzo dobrze, bo wiesz, jak to jest. Zanim się rozkręcimy w dyskusji, nastaje ranek. Zjesz coś czy czegoś się napijesz?
– Tylko wody. Potem zobaczymy.
– Widzę, że jesteś jakiś niemrawy. Przepracowanie?
– Ostatnio dużo myślę o jednej sprawie i dochodzę do wniosku, że kobiety wcale nie są takie uczuciowe, jak się powszechnie uważa. Jest wręcz odwrotnie – są wyrachowane i egoistyczne. To mężczyźni mają w sobie o wiele więcej romantyzmu, u kobiet natomiast ostatecznie zwycięża praktycyzm.
– Oooo! Co ja słyszę? Ostro zaczynasz – odezwał się Michał, podając Konradowi szklankę z wodą.
– Spójrz, stary, na historię ludzkości. Kto ułożył te wszystkie serenady o miłości śpiewane pod oknami ukochanych? Kto zapisał tony papieru miłosną poezją? Kto wszczynał bójki, bitwy a nawet wojny, żeby bronić honoru dam swojego serca?
– Dobrze, ale przecież w centrum tych wszystkich poczynań jest najdelikatniejsza z istot na ziemi – kobieta. Skoro więc przez wieki to ona skłania mężczyzn do tylu wzniosłych gestów i heroicznych działań, to musi coś w sobie mieć.
– Tak, ma! – powiedział Konrad z wyraźną nutą goryczy w głosie. – Ma w sobie to jedyne w swoim rodzaju ciepło, to „coś”, bez którego mężczyzna nie potrafi żyć, ale jak zechcesz po nie sięgnąć, to możesz się boleśnie rozczarować.
Coraz częściej myślę, że kobiety są inne, niż nam się wydaje. My, mężczyźni – no dobra, niektórzy, ale nie jest ich mało – stworzyliśmy sobie jakąś idealną wizję kobiecości i oddajemy jej cześć. Prawda jest jednak inna. I gdy się z nią skonfrontujesz, wychodzisz na naiwnego marzyciela, romantycznego kochasia, pośmiewisko i obiekt drwin.
– Widzę, że coś cię dotknęło do żywego. Stało się coś?
– Nic specjalnego. Po prostu próbuję ułożyć z moich doświadczeń jakąś logiczną całość i wyłania mi się z tego dość zaskakujący obraz. Jako żółtodziób zakochałem się w jednej takiej Oli. Przez ostatni rok liceum robiłem wszystko, żeby się do niej zbliżyć. I udało się, ale ona wtedy powiedziała mi, że nie ma dla mnie czasu i nie będzie go mieć nigdy. OK, odchorowałem to, ale rozumiem: „serce nie sługa, nie wie, co to pany”. Potem słyszałem, że poderwała na studiach jakiegoś Francuzika i wyjechała z nim do Francji. Zawsze marzyła, żeby tam zamieszkać.
– No, pamiętam ten czas. Stałeś się niedostępny. Najpierw myślałem, że coś ci dolega, ale okazało się, że dopadła cię najpoważniejsza z chorób – zakochanie.
– Żartujesz sobie?
– Skądże! Mówię całkiem poważnie. Zakochanie jest jak choroba. Powali najsilniejszego i dopóki samo nie przejdzie, nie znajdziesz na nie leku.
– Po tej sercowej porażce rzuciłem się w wir studiów. Magisterium, staż i te sprawy, rozumiesz. A potem, nie uwierzysz, jaką historię przyszło mi przeżyć. Spotykam w pracy ładną i miłą dziewczynę. Wydaje mi się, że ją skądś znam, ale nie mogę pokojarzyć. Okazuje się, że chodziliśmy do tej samej szkoły średniej. Pewnego razu ona mi mówi, że w chwili, kiedy mnie poznała – jeszcze wtedy, w szkole – pokochała mnie i nie przestała marzyć, że się kiedyś spotkamy… Człowieku! Wiesz, co ja wtedy poczułem?! To był najpiękniejszy moment w moim życiu! Mówię jej: Całe życie na ciebie czekam. Kochałem cię, nie wiedząc nawet, jak wyglądasz. I oto jesteś!
– Rozumiem, że mówisz o Małgosi, twojej żonie.
– Nie! To było długo przed Małgosią. Ale nie napalaj się tak, bo nic z tego nie wyszło.
– Jak to? Nie rozumiem. Opowiadasz mi tu historię jak z bajki o księżniczce i królewiczu i chcesz powiedzieć, że nic z tego nie wyszło, zamiast: „żyli długo i szczęśliwie”?
– Na początku wydawało się, że jest bosko. Byliśmy w siebie zapatrzeni. Ale życie niestety przyniosło, przynajmniej mnie, same rozczarowania. Byłem w niej tak rozkochany, że nie zauważałem czegoś ważnego: moje życie skupiało się na spełnianiu wszystkich jej życzeń. W końcu nie mogłem za nią nadążyć. Nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Ciągle musiało się coś dziać. Zakupy, wycieczki, kino… Rozumiesz, akcja za akcją. Ja jednak chciałem, żebyśmy też potrafili być ze sobą tak po prostu, bez robienia czegokolwiek, bez słów, bez tej ciągłej gonitwy za atrakcjami. Ale nic z tego. Nawet kiedy usiedliśmy na moment i chciałem ją objąć, przytulić – nie trwało to dłużej niż pięć minut. Ona zaraz zaczynała się nudzić i pytała: Co będziemy teraz robić? Może gdzieś pojedziemy? Albo posłuchamy muzyki? W końcu dałem jej do zrozumienia, że ja rezygnuję. Trudno było się rozstać. Zalewała się łzami, ale ja wiedziałem, że ona się nie zmieni, a ja na dłuższą metę tego nie wytrzymam.
– No, no, niezła historia. Nigdy mi o tym nie wspominałeś.
– Wiesz, chwalenie się kolejną porażką to żadna przyjemność.
– Ale w końcu chyba znalazłeś tę właściwą kobietę. Myślę o Małgosi.
– Małgosia…
– Nie mów, że też wam się nie układa. Wyglądacie na takie zdrowe, normalne małżeństwo.
– Bo jesteśmy.
– Ej, coś mi to brzmi mało przekonywająco.
– Bo wiesz… Ostatnio… jest między nami jakby trochę chłodnawo.
– Nie rozumiem. Gdy spotkaliśmy się podczas wakacji, niczego dziwnego nie zauważyłem. Małgosia była taka promienna, szczególnie pięknie wyglądała z Piotrusiem na rękach.
– No właśnie… z Piotrusiem.
– Zaraz, zaraz. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś zazdrosny o swojego syna.
– Zazdrosny?! Przestań! Chodzi o coś zupełnie innego. Nie chcę być niesprawiedliwy, ale niekiedy nachodzą mnie myśli, że kobiety wychodzą za mąż tylko po to, żeby mieć dzieci i spełnić się w tym swoim macierzyństwie. Gdy mąż przyczyni się do zaspokojenia tej potrzeby, idzie w odstawkę.
– Chyba jednak przesadzasz!
– Wkurzasz mnie! Nie masz żony, to nie wiesz! A co mi powiesz, kiedy usłyszysz, że ona odsuwa mnie na bok – przynajmniej ja tak czuję. Ostatnio na przykład trzymała Piotrusia na kolanach i go karmiła. Piękny widok. Podchodzę, obejmuję ją, całuję w policzek, a ona mi wyjeżdża z takim tekstem: „Widzisz, Piotrusiu, tata też chce na kolanka, ale obydwaj się nie zmieścicie”. Ona przeszła nad tym do porządku dziennego, ale ja się zastanawiam, co znaczyły te słowa. Rzuciła je ot tak, czy jednak chciała mi coś przez nie powiedzieć.
– Hm…
– Ostatnio chciałem być z Małgosią blisko, no wiesz, jak mąż z żoną. Leżymy razem, obejmuję ją, przytulam, a ona mnie zaczyna traktować jak dzieciaka. Czochra mnie po włosach, łaskocze. Ja chcę być z nią na poważnie, jak mężczyzna z kobietą, a widzę, że jestem traktowany jak dzieciak przez matkę. Wkurzyłem się, ale udałem, że coś sobie nagle przypomniałem i muszę wysłać pilny e-mail. Gdy wróciłem, Małgosia smacznie spała.
– Może to tylko chwilowe nieporozumienia...
– Tego jest więcej. Najgorsze, że boję się do niej zbliżyć, bo jak znów wytnie mi numer z takim traktowaniem, to nie wiem, czy nie wybuchnę. Co gorsza, wydaje mi się, że Małgosia nie widzi żadnego problemu. Nie mamy już dla siebie czasu jak dawniej i odnoszę wrażenie, że jej tego wcale nie brakuje. Dla niej liczy się to, że przynoszę pensję, że nie piję, nie palę, dbam o dom, ale na miłość boską, ja chcę ją kochać i też być przez nią kochany! Chcę, żeby łączyło nas coś, co będzie przypominać gorący płomień, a nie jakiś ledwo tlący się knot. Jeśli o ten płomień nie zadbamy oboje, to za chwilę będziemy ze sobą tylko z przyzwyczajenia albo z powodów majątkowych.
– Konrad, nie znałem cię od tej strony. Nie sądziłem, że jesteś taki wrażliwy. Bardzo mnie zastanawia to, co mówisz o kobietach… Ja, owszem, miewam relacje z kobietami, ale na zupełnie innej płaszczyźnie niż ty. Dla nich jestem przede wszystkim kierownikiem duchowym, niekiedy przyjacielem, przed którym mogą nie tylko wyznać grzechy, lecz także odsłonić jakąś cząstkę duszy. Zabrzmi to może zaskakująco, ale do tej pory moje kontakty z ludźmi i służenie im nie zrodziły we mnie refleksji, że może być tak, jak mówisz. Zawsze myślałem stereotypowo – że kobiety przepełnia uczuciowość i są ucieleśnieniem najwznioślejszych wartości, a mężczyzn charakteryzuje swego rodzaju szorstkość i wręcz niechęć do wylewności, nie mówiąc już o czułości czy delikatności. Przyznam, że zabiłeś mi dziś porządnego ćwieka.
Zapadła długa cisza, jakby obydwaj zbierali myśli. Wreszcie Michał zagadnął:
– Wiesz, Konrad, na podstawie tego, co nieraz słyszę, myślę jeszcze o jednym. Czy czasem nie jest tak, że generalnie mężczyźnie w relacji z kobietą zawsze jednak chodzi o seks, choć jeden podejdzie do tego bezceremonialnie, a drugi ubierze to w piękną otoczkę? Kobiety często tak postrzegają mężczyzn.
– Mówisz, jakbyś się naczytał prasy brukowej. Naprawdę tak nisko oceniasz potrzeby mężczyzn? Jasne, że seks jest ważny. Dla mnie też jest ważny, ale na tyle, na ile pozwala mi coraz bardziej dosięgać tego, co wydaje się nieosiągalne… Rozumiesz? Ja nie traktuję Małgosi przedmiotowo. Nie chodzi mi o to, aby wyładować na niej swoje seksualne napięcie. Współżycie z nią oznacza dla mnie wspólne oderwanie się, choćby na chwilę, od ziemi i coś w rodzaju powrotu do raju. Gdy z nią jestem, zapominam o całym złu tego świata. Jestem szczęśliwy. Myślę, że ona też. Poza tym nigdy w żaden sposób nie wymuszałem na niej współżycia. Wydawało mi się, że zawsze czyniliśmy to dobrowolnie. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, że także w tej materii coś się między nami przestaje układać. Dla mnie seks nie jest celem samym w sobie. Zresztą wiele wyobrażeń na temat seksu jest grubo przesadzonych. Łapią się na to małolaty, ale mnie, dorosłego mężczyzny, nikt w ten kicz nie wrobi. Szybko zauważyłem, że moja Małgosia nie może być dla mnie tylko partnerką do seksu ani nawet wyłącznie matką moich dzieci, ale ja szukam w niej tej jedynej towarzyszki życia. Szukam w niej natchnienia, sensu… Sam już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć… Może ja jestem jakiś nienormalny? Nadwrażliwy? Przesadnie romantyczny?
– Myślę, że jesteś normalny, choć prawdopodobnie masz wyjątkowe podejście do życia. Mnie się wydaje, że rządzą nim niestety dosyć prymitywne schematy. Jakkolwiek byśmy to nazwali, chodzi o przetrwanie.
– Dobrze, ja wiem, że życie zawsze wymagało i wymaga od ludzi tego, żeby byli twardzi. To nie przelewki. Tu nie można liczyć na taryfę ulgową. To jest walka. Nie umiesz się obronić – giniesz. To, że kobiecie w trudnych sytuacjach łatwiej przychodzi się rozpłakać, nie znaczy od razu, że jest bardziej wrażliwa. Ja nie płaczę, bo to mi nic nie daje, ale to wcale nie znaczy, że nie jestem czymś wzruszony. Tylko dlatego, że nie płaczę, mam być postrzegany jako ten nieczuły głaz? To jakiś nonsens! Media, szczególnie filmy, robią nam wodę z mózgu, a my wierzymy w te serwowane nam brednie. Ludzie myślą, że jeśli coś zostało pokazane w telewizji, jest to odwzorowanie świata. Nie zdają sobie sprawy z tego, że głównym zadaniem telewizji jest kreowanie wizji świata, a nie ukazywanie go takim, jaki jest. Popatrz, jaki obraz mężczyzny przedstawiają media… Tymczasem, według mnie, w każdym mężczyźnie jest bardzo duży potencjał wrażliwości. Problem w tym, że prawie nikt jej od mężczyzny nie oczekuje. Dlatego nawet sami mężczyźni się jej wstydzą i chowają ją przed światem najgłębiej jak się da. Jeden z kumpli z pracy powiedział mi kiedyś, że chciał na poważnie chodzić z jakąś laską. Zaczął więc z pełną kulturą. Rozumiesz: kwiaty, jakiś prezent, bilety na koncert. A ona na trzeciej randce pakuje go do łóżka – i po sprawie. Zanim się obejrzał, usłyszał od niej: „Przespałam się z tobą, bo chciałam zobaczyć, jak to jest z mięczakiem”. Czaisz stary, co tu jest grane? Ja nie mówię, że wszystkie kobiety są takie, ale z tą ich wielką uczuciowością to chyba jednak lekka przesada. Potem mówią, że faceci są cyniczni, ale niech też zobaczą, z czego to wynika.
– Mówiłeś coś o tej skrywanej przez mężczyzn wrażliwości.
– Pytasz mnie, jakbyś nie był mężczyzną. Sam sobie odpowiedz. I nie wyjeżdżaj mi tu z tekstem, że jesteś księdzem itd. Czy ksiądz nie jest człowiekiem?
Po tych słowach znów na chwilę zapadła cisza. Konrad popijał wodę. Michał z pewnym ociąganiem, wyraźnie dobierając słowa, zaczął:
– Rzeczywiście, jest tak, jak mówisz, choć paradoksalnie o tym się milczy. Być może gdy ja jako ksiądz okazuję wrażliwość, delikatność, czułość, to ludzie się temu nie dziwią, bo uważają, że to wynik mojego kontaktu z Bogiem, mój sposób naśladowania Chrystusa. Ale jest prawdą, że najczęściej oczekuje się od mężczyzny, także ode mnie, żeby zmieścił się w pewnym stereotypie. To poniekąd tragiczne, że z jednej strony ciągle zachęca się nas do tego, byśmy nie bali się być sobą, ale gdy ktoś tak postępuje, zaczyna się jakieś poruszenie, niektórzy wręcz biją na alarm, że status quo jest zagrożone… To rzeczywiście jakiś nonsens.
– Krążysz, Michał, wokół tematu, a ja chcę, żebyś mi wprost odpowiedział na pytanie: co z twoją wrażliwością? Masz ją czy nie? A jeśli masz, to swobodnie dajesz jej wyraz czy wstydzisz się to robić? Czujesz się wtedy męski czy nie? To są dla mnie ważne pytania.
– Mam wrażliwość, ale nikt tak naprawdę o niej nie wie. A skoro tak, to może ona jest w jakimś sensie niewyrażalna, nieprzekazywalna.
– Eh, Michał, ty zawsze wchodzisz na te swoje wyżyny, a ja muszę zmierzyć się z praktyką.
– Ja też to robię, tylko w inny sposób. Nie odmawiaj mojemu doświadczeniu praktyczności.
I znów zapadła głęboka cisza.
– Masz już jakiś pomysł na dalsze budowanie relacji z Małgosią? Z tego, co powiedziałeś, to mocno weryfikuje się w tobie twój pierwotny obraz kobiety i kobiecości. Nie żałujesz czasem tego, że zawarłeś związek małżeński?
– Łatwo nie jest, ale nie żałuję i wcale nie powtórzę ci tego kretyńskiego powiedzenia: „dobrze, że się nie ożeniłeś”. Faktem jest, że im dłużej żyję i doświadczam różnych relacji z kobietami – mam tu przede wszystkim na myśli moją ukochaną Małgosię – coraz mniej sensownych rzeczy potrafię powiedzieć na ich temat. Muszę przyznać, że paradoksalnie, kobiety stają się dla mnie coraz większą tajemnicą.
– Jaką więc masz z tego wszystkiego korzyść, skoro zamiast wiedzieć więcej, wiesz coraz mniej?
– O kobietach rzeczywiście wiem coraz mniej, ale za to o sobie – coraz więcej. Wynika więc z tego, że bez relacji z kobietą nigdy bym pewnie nie zdołał poznać siebie. I być może właśnie o to chodzi w tej przedziwnej grze…