|
|
| Agnieszka Porzezińska fot. M. Gospodarek |
Jeszcze kalosze, ciepłe skarpety i ze dwie paczki chusteczek do nosa. Niech będzie – trzy. O zardzewiały scyzoryk, kolorowy drucik od dziadka i starą dziurawą piłkę zadbają sami. Pod żadnym pozorem nie można im tych skarbów wypakować, aby zrobić miejsce na „niezbędny”, gryzący sweter. Zepsute wakacje gwarantowane. Pakowanie, dopinanie i nerwowe oczekiwanie. Ostatnia noc w domu, spędzona z nową menażką i niezbędnikiem przy poduszce.
Sto buziaków, błogosławieństwo na drogę, wyznania miłosne i… „wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni. Gdy nie ma dzieci w domu, to”… śpimy. Maksymalnie długo. W jedną noc odsypiamy cały rok. Potem nadrabiamy zaległości: zimowe rzeczy wynosimy do piwnicy, w końcu to już lipiec. Pranie, prasowanie, odkurzanie. Przekopanie ogródka i wizyta z psem u weterynarza. Co by tu jeszcze? Minęły dopiero trzy dni.
Strasznie doskwiera ta nieznośna lekkość bytu, kiedy można zaopiekować się jedynie własnym bytem. No, jest jeszcze mąż – niewielka to rekompensata, ale zawsze. W szybkim tempie chcę nadrobić zaległości kulturalnych. Cztery seanse w kinie, wypad do teatru, babskie gazety, ulubiona książka i nocne Polek rozmowy… o dzieciach oczywiście.
Dzień trzeci. Dzieci zadzwoniły. Rozszczebiotane, szczęśliwe. Na pytanie, czy tęsknią, odpowiedziały: „Co ty, mama! Kiedy?”. Głupio zapytałam. A ja? Czy przypadkiem nie zapadłam na jakąś złośliwą chorobę – tęsknicę obustronną, nostalgię wakacyjną, cknienie codzienne? I choć na co dzień to dzieci, zwłaszcza gdy ich dużo, zawłaszczają nas jak epidemia i wszędzie się rozprzestrzeniają, porównanie do choroby jest wysoce krzywdzące. Dzieci są jak zdrowie. I to szlachetne z wiersza Wieszcza. Dopiero ich brak powoduje stan chorobowy i rozpoznanie, że dobrze jest tylko wtedy, gdy są. Bo chociaż ich obecność wyklucza wielogodzinne wylegiwanie się w łóżku i popijanie soku z malin (jak podczas grypy), to działanie, akcja, organizacja jest tym, dzięki czemu czuję, że żyję. Po co przepłacać, kiedy całoroczny obóz kondycyjny mam za darmo.
Mijają dni. Bardzo wolno. Coraz częściej zaglądam do dziecięcego pokoju. Szykuję niespodzianki, planuję, co będziemy robić, kiedy wrócą. Przecież miałam nie tęsknić! Chciałam odpocząć! Jeszcze tydzień temu miałam dosyć bycia stróżem nocnym, strażakiem, negocjatorem, kucharzem, lekarzem, tragarzem, spawaczem, konstruktorem. Ale właśnie teraz uświadomiłam sobie, że nigdy nie przestałam chcieć być MAMĄ. Te czternaście dni trwa zdecydowanie za długo. Kochane Kłopoty – jak pragnę zdrowia – wracajcie już!
Agnieszka Porzezińska - dziennikarka, autorka cykli telewizyjnych, m.in. „Wolność Słowa” i „Prawdę mówiąc” w TV Puls, żona Rafała i mama trzech córeczek: Marysi, Tosi i Helenki.







