![]() |
| Zdjęcie licencjonowane przez Ingram Image |
To, co powiedziano o małżeństwie, że nie można się go nauczyć, lecz trzeba je przeżyć, w pewnym sensie odnosi się też do miłości. Jeżeli mówi się do młodych, że miłości trzeba się uczyć, to słowa te napotykają opór; młodzi chcą miłością nazwać coś, co się w nich rodzi spontanicznie, co ma swoją dynamikę, jest radosnym uniesieniem. Trudno im natomiast zrozumieć, że miłość ma być wysiłkiem woli. Żeby miłość była prawdziwa, musi objąć całego człowieka, inaczej zachodzi niebezpieczeństwo pomyłki. Można nazwać miłością coś, co nią jeszcze nie jest. O miłości napisano i wciąż się pisze bardzo wiele, a jednak każdy człowiek ma swoje doświadczenie tego uczucia i w jakiś sposób to, co ktoś inny na ten temat napisał, do niego tylko przemawia częściowo. Losy ludzkich miłości są różne, można jednak powiedzieć, że los miłości jest losem człowieka, bo w niej człowiek się spełnia. Dlatego miłość jest centralną sprawą życia ludzkiego i jeśli nie można się jej nauczyć, to przynajmniej trzeba zabezpieczyć jej losy, a przez to samego człowieka i jego prawidłowy rozwój.
Bez sformułowania jednoznacznej definicji miłości każdy człowiek intuicyjnie coś o niej wie. Już dziecko ma jakąś świadomość miłości i na – nieraz natarczywe – pytania dorosłych daje jasną odpowiedź: „Kocham”. Paroletnie dziecko otwiera szeroko rączki i pokazuje: „Tyle, tyle kocham mamusię” albo biegnie w ramiona i uściskiem gorącym pokazuje, że kocha. Już małe dziecko ma więc świadomość, że jest coś takiego, jak miłość, i coś takiego, jak gesty miłosne. Właściwie można powiedzieć, że małe dziecko ma intuicję tego uczucia, którą potem świat mu deformuje. Miłość w oczach dziecka jest układem osobowym, a nie seksualnym, dziecko jeszcze nie rozumie znaczenia seksualności, a już odczuwa miłość.
Chyba trzeba się uwolnić od freudowskiej deformacji i nie szukać w dziecięcej miłości koniecznie seksualizmu, ale przeciwnie – intuicyjne odczucie dziecka rozumieć jako istotę miłości. Istota miłości odnosi się do osób, a nie do płci, chociaż w miłości małżeńskiej kochają się osoby różnej płci i małżeństwo ma zadanie z płciowością związane. Również od dzieciństwa człowiek wie, czy jest kochany, a jeśli w to wątpi, jest mu źle. Każdy zatem ma jakąś swoją wizję miłości, z którą wzrasta, aż przychodzi okres, w którym intuicja miłości ma nabrać kształtu realnego odniesienia do wybranej osoby.
Jednak tak jak koncepcja męskości i kobiecości została sfałszowana, tak analogicznie stało się z miłością. Dorośli nazywają miłością kontakt seksualny – faire l'amour oznacza nie co innego, jak współżyć seksualnie. Środki przekazu pokazują taką właśnie wizję. Ludzie, którzy się na ekranie kina kochają, jednoczą się cieleśnie, a w świadomości dziecka i młodego człowieka powstaje skojarzenie: kochać to znaczy całować się, pieścić i współżyć seksualnie. Inna koncepcja miłości im się nie nasuwa. Nie przychodzi im do głowy, że gesty te mogą być czymś innym, że mogą być wręcz wrogie miłości, przeciwnie – seksualne gesty mają dla nich wartość znaków miłości. Dlatego powstaje żądanie współżycia seksualnego jako dowodu miłości i dlatego ludzie, którzy się kochają, nie widzą przeszkód w podjęciu współżycia. I dopiero gdy ‒ mimo zjednoczenia cielesnego ‒ kontakt zostanie zerwany, okazuje się, że ludzi nic nie łączy. Rodzi się wtedy świadomość, że to nie była prawdziwa miłość i powstaje rozróżnienie: miłość prawdziwa, autentyczna i miłość nieprawdziwa. Doświadczenie życiowe i środki przekazu pokazują jednak tak wiele tej miłości nieprawdziwej, że wreszcie ta prawdziwa zaczyna się wydawać nierealna, niemożliwa do przeżycia i człowiek rezygnuje z pełnego wymiaru miłości albo wręcz przestaje w nią wierzyć. Narasta postawa cyniczna: skoro prawdziwej miłości nie ma, to należy przeżyć co się da, choćby jakąś jej namiastkę.
Żeby pojąć prawdziwą miłość, trzeba się niejako cofnąć i postawić podstawowe pytanie: kim jest człowiek? ‒ bo prawdziwa koncepcja miłości bazuje na koncepcji człowieka.
W świetle antropologii chrześcijańskiej człowiek jest osobą na obraz samego Boga stworzoną i miłość jest jedynie adekwatnym traktowaniem człowieka przez człowieka. W prawdziwej miłości musi więc być zachowana godność osoby ludzkiej, jej relacja do Stwórcy i jej prawo do samorealizacji. Miłość małżeńska powinna zawierać wszystkie te elementy, a ponadto realizować wspólnie zadania. Encyklika Humanae vitae daje zwięzłą definicję miłości małżeńskiej: „Miłość małżeńska najlepiej objawia nam swą prawdziwą naturę i godność dopiero wtedy gdy rozważamy, że początek swój czerpie ona – jakby z najwyższego źródła – z Boga, który jest Miłością i Ojcem, Ťod którego bierze swe imię wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemiť” (HV, 8). Ale młodzi, którzy ze sobą obcują, nie zastanawiają się nad definicją miłości, ale ją przeżywają. Trzeba więc wymagać od nich refleksji, żeby móc im pokazać prawdziwą wizję miłości.
![]() |
| Zdjęcie licencjonowane przez Ingram Image |
Próba obiektywizacji
Świadomą refleksją bowiem można zabezpieczyć tę ludzką, dopiero rozwijającą się, młodą miłość. W prawdziwej miłości jest konieczny proces obiektywizacji. Do pierwszego etapu – wyboru przedmiotu kochania trzeba obok uczuć, które się budzą, włączyć najpierw rozum. Nie wolno zapomnieć, że ten przedmiot kochania jest zarazem podmiotem, jest pełnowartościową osobą ludzką. Następnie trzeba poddać ocenie rozumu, krytycznego osądu zasadę wyboru. Świadomy wybór osoby do wzajemnego obdarowywania się miłością musi być poznaniem jej wartości. Uznanie jej wartości stanowi warunek miłości, bo nie można kochać kogoś, kogo się nie ceni. Z kolei potrzebna jest obiektywna ocena danej osoby, żeby obraz, jaki powstaje w świadomości osoby kochającej, był realny, prawdziwy.
Poznanie jest konieczne do prawdziwej miłości. Tylko wtedy ma ona szansę trwania, jeżeli wiem, kogo kocham i w pełni akceptuję wybraną osobę. I nie chodzi o to, żeby osoba kochana była od razu idealna, wręcz przeciwnie ‒ jeżeli ktoś uważa, że znalazł już idealną osobę, to powinien się spodziewać rozczarowań. Rozum nakazuje przyjąć, że jakkolwiek każdy może być doskonały, to nie każdy już jest najlepszy i miłość nie jest prawdziwa, jeżeli nie widzi wad wybranej osoby. Taka miłość znika, gdy na wybranym ideale zarysują się jakieś skazy.
Miłość prawdziwa akceptuje człowieka, chociaż świadoma jest jego braków, a rozwój miłości pozwala te braki uzupełniać. Prawdziwa miłość jest wspólną drogą do świętości, jest rozwojem, niczego nie niszczy, wręcz przeciwnie ‒ wydobywa i powiększa dobro.
Altruizm
Młodzi się kochają, mają tę świadomość. Są ze sobą i jest im dobrze. W początkowym etapie kochają się właśnie dlatego, że jest im dobrze, ale to nie jest jeszcze miłość, bo w takim układzie kryje się postawa egoizmu: „Kocham cię, bo jest mi z tobą dobrze”. Jeżeli tylko tak jest, to zachodzi niebezpieczeństwo – jakże często przeżywane – że później okazuje się, iż „nie mogę cię już kochać, bo mi z tobą źle”. Bardzo często to przekształcenie następuje w małżeństwie. Przed ślubem się kochali, bo im było ze sobą dobrze.
Młodzi nie zdają sobie sprawy z tego, że miłość przedmałżeńska jest miłością łatwą, miłością relaksu – a dopiero wspólne życie przynosi obciążenia: już nie jest tak łatwo być ze sobą 24 godziny na dobę i 365 dni w roku. Człowiek, którego miłość jest jeszcze niedojrzała, kocha za co ś, a przestaje kochać, gdy nie ma za co.
Miłość prawdziwa jest zupełnie bezinteresowna: chce dawać, a nie brać. Póki w świadomości przeważa pragnienie: biorę i chcę brać, chcę, żeby było mi dobrze – miłości prawdziwej jeszcze nie ma. Miłość prawdziwa daje bezinteresownie, zabiega o dobro drugiego człowieka.
Dar człowieka - osoby
Dar miłości jest więc darem osoby. Miłość pragnie dawać i zarazem pragnie mieć osobę kochaną. Równocześnie jednak godność osoby sprawia, że kochając prawdziwie, nie mogę jej sobie przywłaszczyć, osoba nie może być traktowana jak rzecz. Powstaje największa trudność w miłości i jej zasadnicze zadanie: jak mieć kochanego człowieka, żeby zarazem go nie przywłaszczyć sobie i nie pomniejszać jego wymiaru.
W miłości małżeńskiej zawiera się wzajemne obdarowywanie – dar siebie samego w celu ubogacenia drugiej osoby sobą (por. HV, 9). Dawać mogę siebie do końca, ale nie mogę mieć poczucia przywłaszczenia. Pełną prawidłową odpowiedzią na dar miłości jest wdzięczność za dar i świadomość daru; nie można nigdy zapominać, że dar tylko wtedy jest darem, jeśli nie jest posiadaniem; rozumiem pełnię oddania, wtedy gdy rozumiem, że nie mogę się uważać za posiadacza.
Wdzięczność za obdarowanie jest adekwatną reakcją: im większy dar, tym większa powinna być wdzięczność. Miłość prawdziwą poznajemy po tej właśnie postawie: „Chcę dawać dobro, niczego w zamian nie żądając, i nie dysponuję tobą, tylko wszystko gotów jestem robić dla ciebie”. „Wszystko dla ciebie” – ta gotowość podjęcia trudu i gotowość do wyrzeczenia jest miarą miłości. Pełnia oddania domaga się integralności, nienaruszalności osoby ludzkiej i dlatego pełnia daru domaga się wierności, właściwie po prostu dziewictwa – jeżeli mam siebie, jestem nienaruszony, cały, mogę się prawdziwie w pełni oddać. Wierność odnosi się także do okresu przedmałżeńskiego.
Prawa miłości
W świadomości ludzi XXI wieku bardzo często zachodzi prymitywne uproszczenie: miłość daje prawo do działania seksualnego i do dysponowania człowiekiem. W imię rzekomych praw miłości ludzie wyrządzają sobie krzywdę. W imię prawa do miłości usuwają poczęte, nienarodzone dziecko, bo ono im przeszkadza w swobodnej realizacji miłości.
Prawo do współżycia seksualnego daje wyłącznie małżeństwo, a miłość daje prawo do świadczenia dobra, do oddania, do całopalenia. Z miłości można oddać życie, bo miłość jest wartością większą niż życie. Miłość daje prawo do wymagań: „Ponieważ cię kocham, mogę wymagać od ciebie, żebyś był godny mojej miłości”. Tylko miłość ma prawo żądać przemiany i tylko miłość ma moc przekształcenia człowieka. To jest siła twórcza: „Jeżeli kocham, potrafię zdobyć się na to, czego nikt inny nie potrafi”. Im większa miłość, tym większa gotowość do podjęcia trudu ‒ wdzięczność za dar miłości zobowiązuje.
Kochany człowiek nie może być taki, jaki jest, ale musi nadążać, musi stawać się coraz lepszy i pełniejszy, bo wtedy miłość rośnie. Trud pracy nad sobą jest właśnie budowaniem miłości. Ponieważ kochasz, masz prawo poświęcić się dla osoby kochanej, a ponieważ chcesz ją obdarować sobą, nie możesz być byle kim. Miłość wyprowadza człowieka ku dobru. Z dramatycznych zakrętów ludzkiego losu nieraz ratuje człowieka tylko prawdziwa miłość. Miłością prawdziwą można nawet uratować człowieka przed nim samym.
Doktor Wanda Półtawska, jest członkiem Papieskiej Akademii „Pro Vita” i autorką wielu książek, m.in. „By rodzina była Bogiem silna”, „I boję się snów”, "Eros et iuventus!" oraz bestsellerowych „Beskidzkich rekolekcji”. Żona, matka czterech córek.