![]() |
| Zdjęcie licencjonowane przez Ingram Image |
Byłam kilka lat temu w pewnym przedszkolu, zaproszona przez matki, które chciały dyskutować o moim artykule pt. Conceptio i antykoncepcja. Czas tej wizyty jest o tyle wart podkreślenia, że wówczas w Polsce panowało jeszcze prawo legalnej aborcji, ale już w przygotowaniu była ustawa mająca zakazać tego procederu. Przedszkole ładne, wszędzie czyściutko, na ścianach pełno wesołych, kolorowych obrazków. Przyszłam nieco wcześniej, maluchy dopiero wychodziły – wesołe, ładnie ubrane, śmiejące się dzieci. Potem przyszły matki. Wszystkie dobrze ubrane, umalowane, dobrze wyglądające, zasiadły na krzesełkach wokół stolików.
No i cóż, popełniłam zasadniczy błąd, myślałam bowiem, że te panie chcą się istotnie czegoś od lekarza dowiedzieć, myślałam, że mają wątpliwości, że będą naprawdę o coś pytać, ale było inaczej. Te matki zebrane w miejscu, gdzie normalnie przebywają ich dzieci, atakowały nawet nie mnie, ale wszystkich tych, którzy bronią dzieci nienarodzonych.
Były oburzone, że rząd zatwierdza ustawę, która ogranicza możność zabijania dzieci, bo one wszystkie, dosłownie wszystkie obecne kobiety – nie liczyłam, ile ich było, wszystkie krzesełka były zajęte – jedna przez drugą agresywnie występowały przeciwko dziecku, przeciwko życiu. Cytowały slogany w rodzaju tych, że kobieta ma prawo do „swojego brzucha”, że lepiej, żeby dziecko niechciane nie żyło, że każda ma prawo bronić się przed ciążą, że lepsza prezerwatywa niż ciąża, że… że… że… To nie była dyskusja, to były agresywne wypowiedzi kobiet ziejących nienawiścią do dzieci, a także do Kościoła, do księży, do tego, co usiłowałam im przekazać. Nie było szans na żadną rzeczową dyskusję, a takiej agresji w spotkaniach z ludźmi nigdy nie miałam okazji obserwować. Może jedynie podobna sytuacja była w Sejmie, w komisji nadzwyczajnej, gdzie niektóre posłanki wykazywały taką samą agresję i zacietrzewienie. Żadna z tych matek nie powiedziała ani jednego słowa za dzieckiem, a przecież jednak urodziły dzieci, które przed chwilą stąd wyszły. Skąd bierze się ta niepohamowana agresja wobec dziecka i wszystkich wartości chrześcijańskich?
Pani dyrektor, dość zmieszana przebiegiem zebrania, na zakończenie powiedziała mi, że te wszystkie osoby to katoliczki, posyłają dzieci na lekcje religii, wszystkie dzieci są ochrzczone. Co się dzieje z tymi ludźmi, którzy niby mają oczy, a nie widzą tej podstawowej prawdy, że gdyby ich matki miały takie same poglądy, to by nie było ich na świecie. Te kobiety żądały prawa do zabijania. Wyszłam z przedszkola w szarzejący już mrok – zadymka, wiatr miotał śniegiem. Szaro, zimno, dreszcz mną wstrząsnął. Szłam i myślałam, jaka to przyszłość czeka Polskę z takimi matkami. Gdzie ta „matka Polka” kiedyś opiewana przez poetów? Co się stało z kobietą? Jak bardzo lata propagandy ateistycznej zaciążyły na mentalności narodu. Smutno.
I przypomniało mi się inne spotkanie. Kilkanaście lat temu byłam w Japonii na kongresie poświęconym rodzinie i mówiłam właściwie dość podobne rzeczy, bo referowałam wyniki badań przeprowadzonych wśród kobiet, które pozwoliły zabić swoje dziecko. W Japonii także jest ustawa, która pozwala zabijać dzieci.
Wśród prelegentów była bł. Matka Teresa z Kalkuty i mówiła o wartości macierzyństwa. Powiedziała takie zdanie, które mi utkwiło w pamięci, że w dziecku kobieta odnajduje swoje serce i ono jest dla niej skarbem najdroższym, a gdy ten skarb zniszczy, to powstaje w niej pustka, w której można różne rzeczy podłożyć, ale te inne nigdy nie mają tamtej zasadniczej wartości skarbu.
W dyskusji i tam padły argumenty – choć jakże inaczej wypowiedziane, z całym taktem i umiarem – że przecież lepiej przerwać ciążę (dyskutanci, którzy są przeciwko dziecku, nigdy nie mówią „zabić dziecko”, ale mówią oględnie przerwać ciążę), niż patrzeć, jak to dziecko umiera z głodu. A bł. Matka Teresa pokazała słuchaczom sfilmowaną pracę jej sióstr, które chodząc po ulicach Bombaju, zbierają umierających. Wśród obrazków była jedna scena z matką trzymającą w ramionach wychudzone maleństwo i bł. Matka Teresa, pokazując to zdjęcie, powiedziała: „Przecież ta kobieta nie ma nic, tylko ten jedyny skarb, swoje dziecko i jeszcze to chcecie jej wydrzeć? A dla dziecka, czyż nie lepsza śmierć w ramionach kochającej matki niż śmierć zadana przez matkę, która je odrzuca?”.
Tam, w Japonii, po wypowiedzi bł. Matki Teresy sala grzmiała oklaskami. Świat zawsze będzie pamiętał bł. Matkę Teresę, która jeździła po świecie, próbując ratować ludzi i wartości. Otwierała ludziom oczy na jedyną prawdę, bo prawda zawsze jest jedna. Fałsz może mieć tysiące twarzy. Ukazywała prawdę o kobiecie, o wartości życia i o sile miłości.
Szłam, a wiatr wiał mi prosto w oczy.
Jak podejść do tych kobiet, zacietrzewionych, głuchych na wszystko, co dobre. Czego broni kobieta, chcąc zabijać swoje dziecko, chcąc zażywać środki, które ją samą niszczą, czego szuka? I myślę, że jest jedna, jedyna odpowiedź – szuka usprawiedliwienia. Kiedyś pewien ksiądz, wykładowca teologii moralnej, powiedział: „Cały ruch feministyczny, całe to żądanie prawa do zabijania dzieci nie jest niczym innym jak krzykiem sumienia o rozgrzeszenie – żeby im powiedzieć, że tak wolno, że tak jest dobrze”.
Ale przecież nie jest im dobrze. Kobiety, które chcą zabijać owoc miłości, dają dowód, że są nieszczęśliwe, że nie są kochane, że nie umieją kochać, bo coś się w nich załamało.
Powszechność takiej postawy zdumiewa. Czy wszystkie kobiety są takie? Myślę, że nie. Może były osoby myślące inaczej, ale milczały. Taka jest właśnie psychologia grzechu – zło krzyczy, dobro jest ciche i ukryte. Są dobre matki, są dobrzy ojcowie, są po prostu dobrzy ludzie, ale ich nie słychać, a propaganda sterowana świadomie przez tych, którzy chcą dobro zniszczyć, używa różnych kolorowych etykietek, jest głośna.
Trzeba obiektywnie przyznać, że macierzyństwo i ojcostwo jest trudem i nie ma powodu temu zaprzeczać. Macierzyństwo jednak to nie tylko trud, ale także radość. Dyskusje w kuluarach sejmowych, w komisjach, w niektórych ugrupowaniach politycznych i ruchach społecznych sprawiają wrażenie, jakby wszystkie kobiety w Polsce chciały tylko zabijać. A gdy im się nie pozwoli tego robić oficjalnie, to natychmiast będą to robić wszelkimi nielegalnymi sposobami. Na szczęście to nie jest prawda, bo nawet te kobiety, które to zrobiły nielegalnie, w głębi serca wiedzą, że nie postąpiły dobrze i jeżeli jeszcze nie mają wyrzutów sumienia, to kiedyś się one pojawią, oby nie za późno. Ale któż ma moc ratowania dziecka przed własną matką?
Wstąpiłam po drodze do św. Siostry Faustyny, gdzie właśnie podawano program spotkań modlitewnych w intencji ratowania dzieci nienarodzonych. Czuwanie ludzi dobrej woli w tej właśnie sprawie, w tej intencji. Matka Boża w Fatimie jasno powiedziała: „Módlcie się za tych, co się nie modlą, pokutujcie za tych, co nie pokutują”. Więc… może św. Faustyna od Bożego Miłosierdzia wyprosi łaskę nawrócenia polskiej kobiecie, może ci dobrzy ludzie, którzy biorą udział w Krucjacie Modlitwy, przeważą siłę zła?
Smutno, śnieg nie jest już biały, ale szary i szary jest świat. Dawniej, gdy w naszej poradni były jakieś przypadki, które wydawały się beznadziejne, Ojciec Święty, wówczas jeszcze biskup, radził pójść do sióstr klauzurek i dać im intencje. Poszłam więc do sióstr zamkniętych za kratą i powiedziałam im po prostu: „Módlcie się o nawrócenie matek z przedszkola X, bo szkoda tych biednych kobiet. Trzeba im pomóc odnaleźć tożsamość kobiety, jej godność i piękno macierzyństwa”.
Jakąż inną bronią można walczyć teraz?
Autorka jest członkiem Papieskiej Rady do Spraw Rodziny oraz Papieskiej Akademii „Pro Vita”. Żona i matka czterech córek.