![]() |
| Krzysztof Świątek podziwia uczucie, jakie łączyło jego dziadków. fot. WD |
Alina i Henryk Świątkowie z miejscowości Latowicz w okolicach Siedlec byli małżeństwem przez 56 lat. Przez ostatnie dziesięć lat życia pani Alina nie chodziła, poruszała się tylko na wózku, przechodziła kolejne operacje. Pan Henryk pielęgnował żonę. „Ale dziadkowi to nie przeszkadzało. Wciąż był babcią zafascynowany” – mówi Krzysztof.
Bo wiele ich łączyło
Dziadek Krzysztofa długo pracował, do 75. roku życia. Gdy zbliżała się godzina jego powrotu do domu, babcia zaczynała się przygotowywać. Przebierała się, malowała, żeby – specjalnie dla niego – ładniej wyglądać.
Krzysztof pamięta taki obrazek: dziadek opowiada nieco pikantny dowcip, babcia macha ręką, udając złość, z politowaniem, ale i pobłażaniem: „Och, ten dziadek znowu opowiada dyrdymały!”. Dziadek do śmierci nosił babcię – czasem dosłownie – na rękach.
Świątkowie byli pełni wiary i pokory. „Babcia nigdy się nie skarżyła na los, była jedyną osobą, jaką znam, idącą do szpitala z uśmiechem – wspomina Krzysztof. – Łączyła ich wiara: razem się modlili, odmawiali różaniec, łączyły też wspólne tragiczne przeżycia. W młodości przeżyli stratę pierworodnego syna. To ich zjednoczyło jeszcze bardziej”.
Po odejściu babci u dziadka uaktywnił się rak płuc, przez długie lata uśpiony. Wcześniej dziadek miał motywację do działania, chciał i musiał pomagać. Kiedy został sam, nastąpiło rozprężenie organizmu. „Jego życie zaczęło gasnąć. Wcześniej wiele radości dawało mu wędkarstwo. Po śmierci babci wędkowanie przestało go cieszyć” – opowiada Krzysztof.
Przeżył żonę o trzy lata.
Kup nam mamę
U Celiny i Tadeusza Maćkowiaków, dziś małżeństwa z ponad 25-letnim stażem, ważna była i miłość, i wierność, i uczciwość, ale – jak podkreślają – także rozsądek. Tym bardziej, że Tadeusz Maćkowiak nie po raz pierwszy ślubował miłość przed ołtarzem. Trzydzieści pięć lat temu pochował żonę, z którą zdążył być niecałe dziesięć lat.
Zmarła na nieuleczalną chorobę, przedtem długo cierpiała, był przy niej do końca. Dla dwóch kilkuletnich córek była to prawdziwa tragedia: mama nagle znikła i nigdy nie miała już wrócić. Pan Tadeusz też długo nie mógł się otrząsnąć, ale czuł, że musi choćby próbować zastąpić córkom mamę.
Pracował za dwoje, na półtora etatu. W biurze turystycznym zawiadywał transportem, a dorabiał jako motorniczy tramwajów. Wstawał skoro świt, kładł się późno, ale starał się spędzać z córkami jak najwięcej czasu i robić tak, by niedziela była dla nich. Nawet z domowym ciastem. W tym celu skończył kurs gotowania u sióstr honoratek. Zabierał nawet córki ze sobą, gdy jako przewodnik oprowadzał wycieczki po Łodzi i regionie. Mimo to czasem słyszał od córek: „Kup nam, tata, mamę!”.
Z miłości i z rozsądku
|
|
| Tadeusz Maćkowiak z drugą żoną Celiną i dorosłymi dziś córkami. fot. WD |
Po dziesięciu latach Tadeusz Maćkowiak spotkał Celinę. Zetknęli się w kole przewodników PTTK.
„Pamiętam pierwsze spotkanie z córkami w czasie jednej z wycieczek. Stały z tatą, niemal na baczność. Wiedziały, że jestem jego sympatią” – wspomina Celina. Doskonale pamięta ich wielkie oczy wpatrzone w nią jak w potencjalną mamę, którą tata miał im „kupić” już dawno.
„Zawarliśmy małżeństwo i z miłości, i z rozsądku” – mówią Maćkowiakowie. Bo oprócz łączącego ich uczucia były też dorastające córki pana Tadeusza, które bardzo potrzebowały matki.
Ślub odbył się dyskretnie, nawet nie wszyscy z rodziny o nim wiedzieli. Odtąd pan Tadeusz pracował już tylko na jednym etacie, jako motorniczy. Do pracy wstawał w nocy, żeby przed południem być w domu. W wolne dni i w wakacje jeździli wspólnie po Polsce. Zjechali na rowerach prawie cały kraj. Chyba nie ma odznaki turystycznej, której by nie zdobyli. Pisali też razem książki, broszury, przewodniki turystyczne (najczęściej po regionie łódzkim) i opracowywali mapy.
Córki z czasem przestały z nimi jeździć. „Są dobrymi żonami i matkami udanych synów” – podkreślają Maćkowiakowie. Przestali jeździć także oni sami, gdy pan Tadeusz ciężko zachorował. Dwa lata temu zasłabł w kościele. Potem były dwa tygodnie w szpitalu. Żona spędzała tam całe godziny.
Zdaniem pana Tadeusza, w małżeństwie niezwykłe rzeczy, takie jak te, które robi dla niego jego żona, stają się zwyczajne. „Jak to zresztą inaczej miałoby być: jesteś z kimś, nagle znajduje się ktoś inny, z kim uciekasz?” – dziwi się. „Nie chcesz, nie ślubuj! A skoro już ślubowałeś, to cię wiąże – dopowiada jego żona. – Więc, z przekonaniem i radością, trwaj”.
![]() |
![]() |
| Alina i Henryk Świątkowie fot. arch.pryw. |
Tadeusz Maćkowiak z córkami fot. arch.pryw. |










