![]() |
| fot. BE&W |
Mamy słowo pociechy dla rodziców, którzy martwią się bałaganiarstwem dzieci. Zaprzyjaźniona psychoterapeutka na moje narzekania na ten temat odrzekła krótko: „Większość moich pacjentów rekrutuje się spośród dzieci, które zawsze mają porządek w pokoju, a ubrania składają w kostkę”.
Skoro już wiemy, że bałaganienie jest objawem zdrowia psychicznego i jednym z objawów zdrowego dzieciństwa i okresu dorastania, możemy zacząć je zwalczać z dystansem i spokojem. Zastanówmy się, jak nauczyć potomka porządku w podstawowym zakresie, żeby jemu ułatwić życie i by innymi było łatwiej z nim wytrzymać. Bo nie ma co ukrywać – bałagan naprawdę utrudnia życie.
Mój pokój moją twierdzą
Każde dziecko powinno mieć w mieszkaniu przestrzeń, w której może utrzymywać taki porządek, jaki uważa za właściwy. Nawet tam powinno jednak przestrzegać zasad higieny (nie może się walać brudna bielizna, nie mogą zalegać resztki jedzenia). Mój nastoletni syn już od kilku lat układa książki i inne ważne rzeczy na podłodze, w niewielkich i dość równych stosikach. Układa według sobie znanego klucza – zawsze wie, gdzie co leży. Nie jest to zgodne z moim poczuciem porządku, ale dopóki wśród stosików nie leżą brudne ubrania, akceptuję to. Mój warunek jest taki, że co jakiś czas stosiki muszą na chwilę zniknąć z dywanu, żeby dało się go odkurzyć. Ten stan równowagi osiągnęliśmy po kilku latach walki o porządek.
We wspólnej przestrzeni mieszkania (czyli w pokoju dziennym, kuchni, łazience, przedpokoju) powinien panować porządek zgodny z naszymi oczekiwaniami i dziecko powinno uprzątnąć stamtąd swoje rzeczy, gdy je o to poprosimy.
Czym skorupka za młodu
Uczmy dzieci porządku od najmłodszych lat, bo bardzo ważne jest wyrobienie odpowiednich nawyków. Pamiętajmy jednak, że sami musimy dawać dobry przykład, a także podsuwać właściwe rozwiązania. Maluch sam nie wpadnie na to, że utrzymanie porządku będzie łatwiejsze, jeśli różne przedmioty będą składowane w odpowiednich pojemnikach.
Gdy małe dziecko nabałagani, pomóżmy mu sprzątać, ale nie wyręczajmy go. Możemy spróbować zamienić sprzątanie w zabawę (np. zorganizować konkurs, kto szybciej pozbiera klocki, albo mecz koszykówki, podczas którego zamiast piłki będziemy wrzucać do kosza pluszaki). Ważne też, byśmy nie zostawiali z tym dziecka całkiem samego. Ono bardzo potrzebuje kontaktu z rodzicami, a ten jest zazwyczaj towarem deficytowym. Warto, żeby sprzątanie skojarzyło mu się z takim kontaktem. Może się okazać, że nasza obecność i niewielka pomoc będą dla niego wystarczającą zachętą do robienia porządków.
Jak się nie przewrócisz…
A teraz przejdźmy do jednej z najważniejszych i najtrudniejszych do wprowadzania w życie zasad wychowawczych: dziecko powinno ponosić konsekwencje swego zachowania. Wydaje się, że to zasada bardzo logiczna, a jej wprowadzenie w życie nie powinno nastręczać kłopotów. Niestety, wymaga ona od rodziców wiele konsekwencji i samodyscypliny, dlatego tak często odstępujemy od jej realizacji. Pamiętajmy, że uczenie się na cudzym przykładzie nie jest skuteczne. Maluch nie zrozumie przecież, co oznacza słowo „gorące”, dopóki się nie oparzy. Dlatego kiedy dziecko coś zgubi, nie kupujmy mu następnego takiego samego przedmiotu.
Nie jest to takie proste, ponieważ kochamy nasze dziecko. Za wszelką cenę chcemy je więc wyręczać i nie chcemy, żeby cierpiało. Musimy jednak zrozumieć, że gdy pozwalamy mu odczuć konsekwencje, przyczyniamy się wprawdzie do chwilowej niedogodności, możemy je jednak uchronić przed poważnymi problemami w przyszłości.
Kiedy dziecko ma bałagan w pokoju i nie może znaleźć potrzebnej rzeczy, nie pomagajmy mu szukać ani tym bardziej nie sprzątajmy zamiast niego. Niezależnie od tego, czy jest to ukochany miś, bez którego trudno będzie zasnąć, czy zeszyt z wypracowaniem, za brak którego można dostać jedynkę. Jeśli dziecko odczuje przykre skutki bałaganu, znajdzie się o krok bliżej od zrozumienia, dlaczego nalegamy na sprzątanie.
Musimy tylko odróżnić ponoszenie konsekwencji od karania. Nie karzmy dziecka: „Nie posprzątałeś, dlatego nie pójdziesz do kina”. Pozwólmy jedynie, żeby ono samo zaczęło źle się czuć z bałaganem. Przyjrzyjmy się także sobie – może i my możemy czasem pozwolić sobie na trochę więcej luzu i odrobinę bałaganu?







