Oczy José Martineza i Javiera-Cruza Moreno zdają się patrzeć w pustkę. Zmęczeni i brudni siedzą niedbale przy stoliku i popijają coca-colę. Od pomieszczenia, w którym oficer straży granicznej w Laredo w USA łączy się z bazą danych FBI, oddziela ich szyba. „Tak, to on – policjant nagle się ożywia. – Jakiś czas temu przyłapaliśmy tego Martineza w El Paso”. Dwaj złapani Meksykanie opowiadają policjantom, że od trzech dni są w drodze. Przesłuchanie kończy się odpowiedzią jednego z policjantów: „Teraz odeślemy was znowu do domu”.
![]() |
| Nielegalni emigranci przekraczają graniczną rzekę Rio Bravo. fot. EAST NEWS |
Wpław do „Raju”
Kiedy José i Javier-Cruz czekają na decyzję strażników, jednocześnie na zewnątrz, na ulicy, odbywa się kontrola wszystkich samochodów osobowych, ciężarówek i autobusów. Za pomocą specjalnych luster dokonuje się oględzin podwozia. Pobudzone psy obwąchują opony w poszukiwaniu narkotyków. Tutaj, wzdłuż najbardziej niebezpiecznej strefy granicznej między Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi, agenci federalni poszukują nielegalnych imigrantów i narkotyków. W innych miejscach na granicy rząd amerykański buduje mur, który ma zapobiec nielegalnej emigracji.
W Laredo mur jednak nie będzie stawiany. Granica biegnie bowiem tutaj wzdłuż rzeki Rio Bravo. W wielu miejscach rzeka przypomina zaledwie strumyk, można więc ją po prostu przejść. Tam, gdzie woda jest głębsza, wielu próbuje pokonać rzekę na prowizorycznie wykonanych łódkach. Tylko w ubiegłym roku w Laredo przy próbie takiego właśnie pokonania granicznej rzeki utonęły w niej 54 osoby.
Monitoring i podczerwień
Jesteśmy na granicy między Ameryką Północną i Południową. To granica między bogatymi i biednymi. Tutaj spotykają się desperaci, którzy marzą o szczęściu i bogactwie w USA, z bezlitosnymi przemytnikami narkotyków. Stany Zjednoczone, zwłaszcza po wydarzeniach z dnia 11 września 2001 roku, dążą do takiego uszczelnienia swojej granicy, aby powstrzymać nielegalny przemyt ludzi i narkotyków. Dlatego, oprócz bagażów podróżnych, także same autobusy muszą przejechać przez specjalną komorę promieni X. „Nikogo nie możemy wykluczyć z listy potencjalnych podejrzanych – wyjaśnia nam strażnik służby granicznej, Guadalupe Martinez. – Kiedyś złapaliśmy tutaj trzy bardzo eleganckie i dystyngowane starsze panie, które sprawiały wrażenie, jakby przed chwilą wyszły z salonu fryzjerskiego. Pod ubraniami miały przewiązane specjalnie uszyte paski wypełnione kokainą. Narkotyki często chowa się także w ubraniach dzieci”.
![]() |
| Oficjalne przejście na granicy amerykańsko-meksykańskiej w Tijvana. fot. CORBIS |
W Laredo agenci amerykańscy kontrolują 275 kilometrów granicy rzecznej za pomocą 60 kamer o bardzo wysokiej rozdzielczości, działających na podczerwień. Ponadto w pasie przybrzeżnym umieszczono setki czujników. Policjanci, siedząc za biurkiem w centrum obserwacyjnym, mogą sterować kamerami i dokonywać zbliżeń tych miejsc, w których nastąpił podejrzany ruch. Jeden z nich wykrył właśnie jelenia poszukującego pożywienia w nadbrzeżnych zaroślach. Obraz z kamery jest tak doskonały, że można byłoby go wykorzystać w filmie przyrodniczym.
Laredo to brzydkie, przygraniczne miasteczko. Pełno tu sklepików sprzedających tanie towary, po które przyjeżdżają Meksykanie. Stany Zjednoczone i Meksyk łączą cztery mosty dla samochodów i pieszych oraz jeden kolejowy. Po drugiej stronie mostu znajduje się meksykańska miejscowość Nuevo Laredo. To przez nią odbywa się większość nielegalnego przemytu osób i towarów między USA a Meksykiem. Kto wjeżdża do Stanów Zjednoczonych, od razu znajduje się na autostradzie IH-35, która zmierza ku centrum stanu Teksas. Wielu Meksykanów ma krewnych w tej właśnie miejscowości. Ponadto każdego dnia spora grupka dzieci przekracza granicę do Stanów Zjednoczonych, ponieważ uczą się w prywatnych amerykańskich szkołach.
Nielegalni Emigranci
Tuż przy wjeździe do Nuevo Laredo stoi dom dla emigrantów „Nazareth”. Prowadzą go zakonnicy, księża skalabrynianie. Przełożonym domu jest 46-letni ojciec Francisco Pellizzari. „W ubiegłym roku – opowiada zakonnik – udzieliliśmy pomocy ponad 10 tysiącom osób. Przyjmujemy nie tylko Meksykanów, ale i obywateli Hondurasu, Gwatemali i Salwadoru. Dajemy też schronienie nielegalnym emigrantom, których wydalono ze Stanów Zjednoczonych”.
W ostatnim okresie deportacje osób, które nielegalnie przekroczyły granicę, znacznie się nasiliły. Policja wkracza do fabryk i zakładów, aby sprawdzić, czy pracujący tam robotnicy mają właściwe dokumenty. Jeśli znajdą kogoś, kto nie ma odpowiedniego pozwolenia, dokonują natychmiastowej deportacji. W domu „Nazareth” pracuje dwóch księży i czterech wolontariuszy. „Otwieramy nasze podwoje wczesnym popołudniem, zamykamy o godzinie 22 – opowiada ojciec Francisco. – Każdego dnia przyjmujemy około 120 osób, które karmimy i ubieramy. Podajemy lekarstwa, pomagamy w sprawach administracyjnych, staramy się na różne sposoby po prostu ich chronić. Okolice Laredo są bardzo niebezpieczne z powodu przestępczości i przemytu narkotyków”.
![]() |
| Krzyże upamiętniające ofiary nielegalnego przekraczania granicy USA. fot. CORBIS |
Mury, bariery, monitoring oraz różne najdoskonalsze technologicznie czujniki niewiele jednak mogą zdziałać wobec tak ogromnej fali Latynosów, którzy próbują za wszelką cenę dostać się do Stanów Zjednoczonych przez południową granicę z Meksykiem. Przypuszcza się, że w Stanach Zjednoczonych przebywa obecnie około 12 milionów nielegalnych emigrantów. Jeśli wszyscy oni byliby zmuszeni do opuszczenia Stanów Zjednoczonych, prawdopodobnie w ciągu jednego dnia stanęłaby cała amerykańska gospodarka.
Bezpieczeństwo i zrozumienie
Świadomy powagi sytuacji jest Bill Hammond, prezes Texas Association of Business (Teksaskie Stowarzyszenie Biznesu), które reprezentuje 140 tysięcy zakładów pracy. „W stanie Teksas – wyjaśnia nam w swoim biurze w Houston – pilnie potrzebujemy legalnych pracowników w rolnictwie, w budownictwie i sektorze usług”.
Czy istnieje zatem sposób na uregulowanie przypływu imigrantów? Zdaniem Billa Hammonda, stawianie muru wzdłuż granicy jest tylko niepotrzebnym wydatkiem Stanów Zjednoczonych i policzkiem dla Meksyku. „Wielu nielegalnych emigrantów przybywa przecież do Stanów Zjednoczonych także przez granicę z Kanadą”. Zdaniem prezesa Texas Association of Business, ważniejsze jest w tej chwili uregulowanie statusu prawnego tych nielegalnych emigrantów, którzy w Stanach Zjednoczonych od dawna pracują i mieszkają.
Na temat imigracji podobne zdanie mają wszyscy główni kandydaci do fotela prezydenckiego, niezależnie od opcji politycznej. Dla Baracka Obamy i Johna MacCaina sprawą priorytetową jest bezpieczeństwo granic. Jednocześnie wszyscy podkreślają potrzebę wyczucia i zrozumienia sytuacji milionów nielegalnych robotników, którzy już od dawna przebywają na terytorium USA.
Podobnie uważają przedstawiciele Kościoła katolickiego w USA. „Oczywiście, że ci, którzy dostali się do Stanów Zjednoczonych nielegalnie, złamali istniejące prawo” – stwierdza biskup Laredo, James Tamayo, ale uczynili tak dlatego, „że walczą o przeżycie, o utrzymanie swoich rodzin”. Zdaniem biskupa Tamayo, trzeba uszanować fakt, że nielegalni emigranci pracują bardzo ciężko, a ich praca podnosi potencjał gospodarczy Stanów Zjednoczonych.
Tłumaczenie: Krzysztof Łapiński









