|
|
| Agnieszka Porzezińska fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
Odkąd pamiętam, mam problem ze składaniem życzeń. Męczę się już kilka tygodni przed świętami, wymyślam, chcę każdemu dać coś specjalnego. Nie ja jedna mam z tym problem. Tradycyjne „Wszystkiego najlepszego” wyciągamy niczym królika z kapelusza w odpowiednim momencie… i już. Kłopot z głowy. A spojrzenie głęboko w oczy, a szczere przytulenie, a wyznanie miłości? Jak rzadko to się dzieje, a może zdziałać cuda. Wierzę w spotkanie człowieka z człowiekiem. Nie w przelocie, nie tylko na momencik, nie – „bardzo się spieszę”, ale w spotkanie prawdziwe. Twarzą w twarz. Bez ograniczeń. Bez masek. Bez myślenia o tym, co za chwilę.
Wracając do życzeń. Najczęściej słyszę takie: „Zdrówka, bo to najważniejsze”. A ja się zżymam, bo wierzę, że miłość jest ponad wszystko, że i zdrówko nie cieszy, kiedy nie ma z kim i dla kogo go nadwyrężać. A mój drugi faworyt? „Żeby następny rok był lepszy od tego”. Jak ja bym chciała, żeby kolejny nie był gorszy od mijającego, żebym umiała akceptować to, co było, przyjmować to, co jest, i nie nastawiać się na to, co będzie. Nie pytać „dlaczego” nie dostałam, „dlaczego” straciłam, „dlaczego” boli, ale „po co”.
Moja druga świąteczno-noworoczna lista dotyczy postanowień. Uczę się na błędach, więc z roku na rok ta lista jest coraz krótsza. Mam silne postanowienie wytrwać w moich postanowieniach w styczniu. W lutym robię remanent postanowień. W marcu próbuję przypomnieć sobie, co ja z takim entuzjazmem postanawiałam. W kwietniu zmieniam zdanie i zaczynam sądzić, że skuteczniejszym modelem pracy nad sobą jest metoda małych kroków. Trwam w postanowieniu 24 godziny, a po nich kolejne, kolejne i znowu, powolutku, bez nerwów. Ale są „przeszkadzajki” – słodkie blondyneczki z niebieskimi ślepkami, które tak bardzo proszą, żeby mamusia nie wychodziła z domu pracować nad swoją kondycją fizyczną. Przecież obóz kondycyjny ma w domu, od rana do wieczora. One to gwarantują. A niedzielny wypad za miasto, na który tak czekam, realizuję tylko w marzeniach, bo córcia postanowiła zachorować, a potem druga i trzecia, i guzik z pętelką – najwyżej mogę przyszyć, bo moje plany legły w gruzach.
A na koniec prezent dla jednych, przypomnienie dla innych na dobry nowy rok: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego (św. Tomasz Morus).







