![]() |
| Fot. EAST NEWS |
Jej najlepszym przyjacielem jest zaufanie, a śmiertelnym wrogiem zdrada. Czasami jest celem, innym razem – środkiem, warunkiem, przyczyną lub efektem. Kojarzy się z seksualnością, z przywiązaniem do wartości, przekonań, tradycji, Ojczyzny, Boga, Kościoła czy marki. We wszystkich wcieleniach przybiera postać deklaracji bądź realizacji.
Sieć, w jaką wplątane jest pojęcie wierności, dałoby się tkać długo. Nie odnosi się ono jedynie do małżeństwa czy rodziny, które mimowolnie przychodzą jednak na myśl, gdy słyszymy słowo „wierność”. Nawet najszerzej rozumiana rodzina nie wyczerpuje tego tematu, niemniej skupia jak w soczewce najciekawsze i najważniejsze aspekty wierności. Przede wszystkim dzieje się ze względu na wiele odniesień nie tylko do kontekstu społeczno-kulturowego, ale także ewolucji.
Niewierni z natury
Monogamia wśród ssaków obejmuje swoim zasięgiem jedynie 3% osobników. Z punktu widzenia biologii wierność jest strategią pozbawioną sensu. Podstawowym zadaniem człowieka jest jak najintensywniejsza reprodukcja, więc bezwarunkowe trwanie przy jednym partnerze czy jednej partnerce wykluczałoby tę misję. Przytoczmy kilka argumentów, jakie w kwestii wierności wysuwa teoria ewolucyjna.
Jeśli chodzi o mężczyzn, to sprawa wydaje się jasna. Rozprzestrzenianie po świecie swoich genów i wierność są jak ogień i woda. Biorąc pod uwagę, że to kobiety rodzą dzieci, mężczyźni od zawsze mieli więcej okazji do wypełniania ewolucyjnej powinności. Błędem byłoby jednak zakładanie, że płeć piękna jest stworzona do wierności. Wybory partnerów przez tysiące lat przebiegały dwutorowo. Szukając ojca dla swoich dzieci, kobiety sugerowały się siłą, pięknem, przebojowością, zdrowiem mężczyzn. Tacy panowie zazwyczaj nie kojarzą się jednak z dobrymi opiekunami. Dlatego zostawali nimi mężczyźni z gorszymi genami, ale za to odpowiedzialni, spokojni, przewidywalni, słowem – pewniejsi.
Neuroprzekaźniki i hormony również mają nam sporo do powiedzenia w sprawie wierności. Ludzie, którzy się kochają, mają podwyższony poziom oksytocyny i wazopresyny, nazywanych hormonami wierności. Problem w tym, że oksytocyna jest hormonem żeńskim, ale występuje również u mężczyzn, co niekorzystnie wpływa na siły witalne. To z kolei może popchnąć kobietę do szukania spełnienia poza małżeństwem.
Gdyby o naszym zachowaniu decydowała jedynie natura, wierność faktycznie nie miałaby wielkich możliwości wpływania na kondycję rodziny. Tymczasem, przynajmniej w świecie Zachodu, sprawy potoczyły się zupełnie inaczej.
![]() |
| Fot. BE&W |
Wierność buduje
Dzisiaj wierność zasadza się na wierze, że druga osoba ma prawo do wyłączności na mnie. Owo oddanie przywykliśmy traktować w kategoriach powinności, w czym ogromną rolę odegrała religia chrześcijańska (choć nie tylko ta). Problem wierności w rodzinie dotyczy przede wszystkim więzi, jaka panuje pomiędzy bliskimi sobie osobami. Niewierność to sprzeniewierzenie się małżonkowi, wyrzeknięcie się zasady, która być może nigdy nie została wprost wyartykułowana, ale której świadomość jest powszechna.
Misterna budowla, jaką jest wierność, składa się z wielu cegieł, ale podtrzymywana jest przez dwa filary. Po pierwsze – zaufanie. Można by wyobrazić sobie małżeństwo, w którym w atmosferze wzajemnej podejrzliwości istnieje wierność, ale tylko na krótką metę. Rzecz w tym, że jest ona dobrem kruchym, bardzo wrażliwym na testy, które prędzej czy później przy braku zaufania się pojawią.
Drugim warunkiem jest szczerość. Czy można być wiernym komuś, kto nas okłamuje? Oczywiście, że… tak. Przede wszystkim ważne jest, czego kłamstwo dotyczy. Załóżmy, że chodzi o zdradę, której nie udało się ukryć. Powszechnie wiadomo, że zemsta nie jest tutaj żadnym wyjściem, bo związek dwojga ludzi nie podlega sportowemu prawu „remis jest lepszy niż porażka”. Nawet jeśli do kolejnej zdrady nie dojdzie, wierność może ucierpieć pośrednio. Nieszczerość pogrąża zaufanie i nawet jeśli początkowo dotyczy to jednej strony, łatwo może przerodzić się we wzajemne zastawianie na siebie sideł.
Warto zwrócić uwagę na podłoże opisywanej konstrukcji. Chodzi o wzajemność zaufania, szczerości i wreszcie samej wierności. Jeśli w dłuższym okresie nie udaje się jej wykształcić, życie rodzinne jest jak igranie z ogniem, a groźba przysłowiowego piekła na ziemi z każdym dniem wzrasta.
Działa jak klejIndywidualizm dzisiejszych czasów nakazuje pozostawać wiernym jedynie własnym przekonaniom. Czyli hulaj dusza, piekła nie ma? I tak, i nie – przynajmniej w Polsce.
W badaniach CBOS „Wartości i normy w życiu Polaków” z sierpnia 2005 roku wynika, że tylko 3% Polaków uważa wierność partnerowi za najważniejszą cechę. Niewiele? Niekoniecznie, bo miłość małżeńska i uczciwość, które jednoznacznie łączą się z wiernością, zdobyły łącznie 63% głosów.
Jak podają profesorowie Zbigniew Izdebski i Antonina Ostrowska w pracy Seks po polsku (2004), do niewierności przyznało się 33% mężczyzn i 16% kobiet. Jednocześnie z innych badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że aż 96% osób będących w stałym związku jest pewnych, że druga strona jest wierna! Przy założeniu, że oba badania można w ogóle porównywać, rozdźwięk jest wynikiem przepaści, jaka dzieli stan oczekiwany od faktycznego.
Nie ma chyba większych wątpliwości co to tego, że wierność działa w rodzinie jak klej. Podobnych spoiw jest oczywiście więcej, na przykład pojawienie się dziecka, podkreślanie swojej atrakcyjności fizycznej, urozmaicone życie intymne. Niemniej wierność jawi się jako spoiwo zupełnie wyjątkowe. Z jednej strony nie mieści się w świecie ewolucji, z drugiej – obyczajowość wielu środowisk zdecydowanie od niej odchodzi. Mimo to setki milionów par na całym świecie nadal wierzą w wierność.
Zygmunt Freud już w 1930 roku pisał, że kultura jest źródłem ludzkich cierpień, ponieważ bezwzględnie tłamsi nasze popędy. Na taką diagnozę odpowiedziało wielu filozofów, którzy, jak na przykład Roman Ingarden, zakładali, że to właśnie dzięki kulturze gatunek ludzki osiąga pełnię człowieczeństwa. Każdego dnia ludzie na całym świecie opowiadają się za jedną lub drugą tezą, także w kontekście wierności.








