Natalia Kowalska ma ponad pięćdziesiąt lat i od czterech lat nowe życie. Opowiada o nim spokojnie, choć jeszcze dość chaotycznie. Gubi wątki. Na twarzy widać nerwowość i niewygasły lęk. A także wielką tęsknotę za czasem, kiedy z mężem Michałem była jeszcze w narzeczeństwie. „Nigdy wtedy nie widziałam go pijanego – zapewnia. – Jednak były niepokojące sytuacje, które mogły mi podpowiadać, że przyszły mąż może sięgać po kieliszek. Znikał na kilka dni i nie mówił potem, gdzie był. Ale… czy ja wiem? Zawsze był małomówny. Owszem, jego ojciec bardzo dużo pił. Wszyscy w miasteczku o tym wiedzieli. Jednak picie było tam normą. Abstynencję traktowano jako rodzaj dewiacji”.
Kajdanki za karę
Michał wychowywał się w podlaskim miasteczku. Jego ojciec był milicjantem. Z czasem został komendantem posterunku. Często pił na umór. Gdy trzeźwiał, terroryzował rodzinę. Przesłuchiwał jak groźnych przestępców: gdzie byli, co robili. Za wahanie w odpowiedzi karał milicyjną pałką. Każde z czwórki potomstwa musiało mieć najlepsze stopnie w szkole. Za złe oceny ojciec więził dzieci w piwnicy ich rodzinnego domu, przykuwając kajdankami do żelaznego łóżka. Dodatkową karą było pozbawianie dziecka jedzenia i picia.
Szczególnie pastwił się nad Michałem, bo ten jeszcze jako mały chłopiec powiedział mu, że nigdy nie zostanie milicjantem. Poza tym ojciec uważał, że syn powinien być „twardzielem”. Michał uczył się bardzo dobrze. W szkole niektórzy nauczyciele wiedzieli, jak traktuje go ojciec milicjant, ale bali się cokolwiek powiedzieć. To był początek lat osiemdziesiątych. Michał często nie ćwiczył na lekcjach gimnastyki, bo ukrywał siniaki. Zbyt długimi rękawami koszul zakrywał pręgi po kajdankach na przegubach rąk. Zawsze zamknięty w sobie, o nietypowym wyrazie twarzy: raz uśmiechnięty, za chwilę ponury.
Wódka na smutki
Na studia prawnicze w Warszawie Michał zdał bez problemu, ale nie potrafił nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Zerwał jakiekolwiek relacje z domem. Nie pojechał nawet na pogrzeb rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Ojciec, który prowadził, miał półtora promila alkoholu we krwi.
Michał przez pierwszy rok stronił od kolegów i kieliszka. Zaczął popijać podczas wakacyjnych praktyk. Ale wstydził się tego. Znikał na kilka dni. Na drugim roku poznał Natalię, która studiowała ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim. Zakochali się w sobie. Ona, rozpieszczona dziewczyna z zamożnej urzędniczej rodziny, potrzebowała statecznego, spokojnego mężczyzny. On – dziewczyny, która go ośmieli w „wielkim” towarzystwie. Coraz częściej też razem ciągnęli do trunków. On dla rozluźnienia, ona jemu do towarzystwa. Inaczej nie potrafili ze sobą rozmawiać. „Michał tylko z pomocą wódki potrafił wyrzucać z siebie koszmary dzieciństwa – wspomina Natalia. – Uważał, że pójście do psychologa będzie oznaką słabości. Tłumaczyłam mu: «Michał, przecież ty pijesz, bo przed czymś uciekasz. Próbujesz w ten sposób leczyć emocje». Ale on mnie nie słuchał”.
Dyskretne picie
Na początku pili tylko drinki z niewielką ilością alkoholu albo piwo. Grupa, z którą utrzymywali kontakty, była bardzo zabawowa. Już od piątku każdą noc spędzali w klubach. Po jakimś czasie woleli na śniadanie wypić piwo, niż wydać pieniądze na bułki z serem. Natalię przed alkoholizmem uchroniło złe samopoczucie każdego następnego dnia po pijaństwie. Michał poprawiał je sobie kolejnym piwem.
Po ślubie na świat przyszły dzieci. W niecałe dziesięć lat pięcioro. „Myślałam, że kiedy będą kolejne dzieci, on przestanie pić, żeby dbać o dom. On jednak nie przestawał, ale i dom nie był zaniedbany. W fazie trzeźwienia przychodziło poczucie winy. Zawsze obiecywał, że przestanie pić. Nie robiłam mu awantur, ale następowały między nami ciche dni. Po czym godziłam się z nim i przychodziła euforia, że między nami jest już bardzo dobrze… I z tej radości znowu pił. W przerwach coś w domu ponaprawiał, pooddawał długi. Mówiłam, że to jego picie to już alkoholizm. Upierał się, że zawsze jest w stanie się powstrzymać. I rzeczywiście, mniej więcej przez pół roku po urodzeniu się dziecka pił mniej. A potem znów robił wszystko, by często sięgać po alkohol, choćby w małych ilościach. Owszem, bardzo uważał, żeby nie wyrzucono go z pracy. Całe swoje myślenie skupiał więc na tym, by dyskretnie, ale jednak się napić”.
Bez bicia i awantur
„Powoli też zaczęłam uzależniać się od jego pijaństwa – mówi Natalia. – Moje uzależnienie było skupione na tym, co zrobić, by on przestał pić. Przez lata moje myślenie było nakierowane tylko na to. Chodziłam do wróżek, znachorów. Przed kilku laty uprzytomniałam sobie straszną prawdę – że jesteśmy takim «technicznym» małżeństwem. Mąż zarabiał pieniądze. Robił zakupy. Ja zajmowałam się wychowywaniem dzieci. Na zewnątrz byliśmy zgodną rodziną. Nigdy mnie nie bił. Nie awanturował się. Wiedział, że źle robi, pijąc. I prosił, żebym nikomu nie mówiła o jego pijaństwie. Zawsze go kryłam. Ale czasami nie wytrzymywałam i mówiłam o tym koleżankom czy rodzicom. Uważali jednak, że jestem rozkapryszoną jedynaczką. Bo cóż w tym złego, kiedy facet sobie czasem tęgo popije…”.
Tymczasem Michał znikał na kolejne soboty i niedziele. Spędzał je razem z kumplami w barach. Kiedy dzieci były małe, mówiło się w domu, że tata wyjeżdża w delegacje. A on nie przychodził do domu, by dzieci nie widziały ojca upitego. Tylko czasem któryś z kolegów w szkole powiedział, że widział ich tatę pijanego na ulicy. Z tego powodu wybuchały bójki. Jednak w czasie wakacji trudno było ukryć, że ojciec pije, a po urlopach trafia do szpitala z problemami psychiatrycznymi. Michał i Natalia zgodnie więc zapewniali dzieci, że w ten sposób tata odreagowuje stresy.
Dzieci z bagażem
Dzieci znienawidziły wakacje. Tym bardziej, że podobnie jak w ciągu roku, ojciec unikał kontaktu z nimi. „Mąż zawsze był oschły dla dzieci. Kiedyś w pijanym widzie powiedział najstarszej córce – miała wtedy 12 lat – że to przez nich pije, bo gdyby ich nie było, to ja bym się nim zajmowała i uratowała od uzależnienia – opowiada Natalia Kowalska. – Ta straszna bzdura, jaką sobie wymyślił, dwa lata później zaowocowała ucieczką najstarszej córki z domu na całe wakacje. Tylko Bogu dziękować, że nie spotkało ją wtedy jakieś nieszczęście. Ale zaczęła sięgać po narkotyki. Dla «urozmaicenia» również po alkohol. Mąż się przeraził, ale już było za późno. Teraz Kasia jest po raz kolejny na odwyku. Najstarszy syn zerwał z nami kontakty. Trzy lata temu wyjechał do Anglii. Ani razu nie zadzwonił. Ani razu nie napisał. Tylko od jego kolegi wiem, że sobie radzi. Każdego dnia boję się, jakie będą te młodsze dzieci. Cała trójka ma nerwice, kłopoty w szkole. Ale mówią o nas na osiedlu, że jesteśmy taką szczęśliwą rodziną. Mamy dom na wsi. Luksusowy samochód. Mąż ma szanowany zawód. Tylko tej najstarszej się pomieszało, mówią. Pewnie z tego rozpieszczenia…
Modlę się za nas. Chodzę na spotkania Al-Anon. Gdy najmłodsze dzieci podrosną, poślę je do Alateen. Żebyśmy wspólnie radzili sobie z uzależnieniem. W tej chwili mąż jest w szpitalu po kolejnym wakacyjnym pijaństwie. Ale obiecał, że tym razem przestanie pić i pójdzie się leczyć. Odbył też spowiedź z całego życia…”.
Nazwisko bohaterki zostało zmienione.








