|
|
| Joszko Broda z żoną Deborą i synami fot. Rafał Gasiński |
Joszko jest muzykiem multiinstrumentalistą i kompozytorem, od dziecka
grał w zespole ojca, Józefa Brody. Debora pisze teksty piosenek,
reżyseruje teledyski, produkuje płyty. I jest doskonałym organizatorem.
A to przydaje się nie tylko w pracy artystycznej, ale i w harmonijnym
życiu rodziny.
◗ Powiedział Pan,
że Państwa małżeństwo to zrządzenie Boga, które połączyło odmienne
światy. Jak do tego połączenia doszło?
Joszko: Pierwszy raz widzieliśmy się z Deborą na wieczorze autorskim Tomasza
Budzyńskiego w 1997 roku, ale właściwie poznaliśmy się po koncercie
kolęd w Lublinie w styczniu 1998 roku. Debora miała wtedy niecałe 17
lat! Oświadczyłem się po 3 tygodniach znajomości!
◗ Niesamowite! I zapewne niedługo potem był
ślub?
Debora: Nie, po prawie 2 latach. Skończyłam
szkołę i dopiero się pobraliśmy.
◗ Pani
dorastała w Lublinie, Pan w okolicach Koniakowa. Podobno, mieszkając
pod Lublinem, czuje się Pan jak w innym kraju?
Joszko: Trudno
porównywać moje rodzinne strony – południe, góry – z Lubelszczyzną, ze
wschodem. Wszystko jest inne: krajobraz, jedzenie, architektura, muzyka,
język. Tu mówi się ze wschodnim akcentem, słowa tylko pozornie znaczą
to samo. W Koniakowie „kluski” to kluski śląskie, a na Lubelszczyźnie
„kluski” to makaron. Tradycyjna kuchnia jest zupełnie inna. W Koniakowie
są kołocze. Na Lubelszczyźnie je się dużo kaszy. Kasza jest we
wszystkim: w pierogach, w zupie, są nawet ciasta z kaszy. U mnie
w górach kaszą karmimy kury… Nasz przysmak to kubuś – placek
z ziemniaków.
Debora: Dla mnie to nowość, ale i tak
największą niespodzianką były różnice w potrawach bożonarodzeniowych. To
zupełnie inne tradycje. U nas wigilijny barszcz z uszkami, śledzie na
tysiąc sposobów, kutia. U Joszka – zupa rybna, ziemniaki z kapustą,
bryja, no i cała masa maleńkich ciasteczek.