![]() |
| fot. MAŁGORZATA NAWROCKA |
Uwielbiam te przygody. Emocje jak w prawdziwym teatrze. Dekoracje wymalowane ze swadą przez kilkuletnich projektantów. Pięknych, ukochanych aktorów, rozdających autografy i całusy bez zadęcia. No i radość, że scenariusz własnego życia można pisać na spółkę z Panem Bogiem i że to takie przyjemne…
Dom Pierwszy
Akcja rozgrywa się w kilku miejscach. Przecież Święta Rodzina musiała odbyć długą drogę, zanim dotarła do Betlejem! Znaczną część podróży mają już za sobą, bo grupa aktorów z kuchni przemaszerowała korytarzem, dla wytchnienia usiadła na kanapie, a my – widzowie – podciągaliśmy nogi, żeby mały Franek owinięty w swój strój nie fiknął koziołka. Teraz przybyli do kąta między pianinem a choinką. Kąt w sam raz na Grotę Narodzenia. Maryja (w tej roli Faustyna) rozmawia ze Świętym Józefem, czyli Zosią, o trudach podróży i tłoku w gospodzie. Nie wiem, jak to dokładnie było 2000 lat temu, ale w naszym Betlejem aniołowie czekali już na Świętą Rodzinę. Maryja i Józef dzielnie więc znoszą konieczną obecność aniołów, choć przecież za chwilę nastąpi rozwiązanie…
Anioł-Tosia i anioł-Magda wyglądają świetnie w upiętych jasnych prześcieradłach. Jeden anioł ma skrzydła z demobilu. Nadszedł długo oczekiwany moment. Święty Józef okrywa płaszczem Maryję, a po chwili siedzi już ona z małym Jezusem-Frankiem na kolanach. To, że widzieliśmy wcześniej Franka, mówiącego „Mamo” do cioci Magdy, w ogóle nam nie przeszkadza. Jesteśmy wprawionymi widzami i umiemy się zachować – nawet w domowym teatrze. Nasze anioły intonują kolędę „Bóg się rodzi”, więc wszyscy – ciocia Magda, wujek Wojtek, wujek Marek, malutka Marysia i ja śpiewamy z aktorami. Potem brawa i entuzjastyczne okrzyki na cześć aktorów. Należało się…
Dom drugi
Jaki ten tata zdolny! Dobrze, że potrafi grać na gitarze. Stoi w kamizelce pasterza. A mama?! Mama pięknie śpiewa… Strój świąteczny, elegancki, bez charakteryzacji. Marysię jakoś udało się wbić w dziecięcy kombinezon z pluszu, taki z kapturem i uszami… Co prawda z nogawek i rękawów zanadto wystają stopy i dłonie, ale nie szkodzi! Jak owieczka zdrowa, to szybko rośnie i nawet jej własne futerko za nią nie nadąża! Żadnych płyt. Tutaj śpiew na żywo. Zosia w błękitnej sukience tuli do piersi lalkę – Jezusa. Maciuś skacze z uciechy.
Dom trzeci
Fotel cały w kwiatach. Tym razem koncepcji scenariusza nie podsunęła historia biblijna, tylko bajka z płyty. W tle słychać więc głosy profesjonalnych aktorów, czytających tekst z podziałem na role. A inni aktorzy – nie mniej profesjonalni, tylko osobiście nam znani: mali Marysia, Zosia i Mikołaj poruszają wykonanymi przez siebie figurkami. Figurki przyklejone do kredek wystają zza fotela. Są jeszcze oczywiście rysowane domki, drzewa i pałace… Efektami specjalnymi zajmuje się Mikołaj – jeśli trzeba narysować armatę albo dinozaura.
Ten domowy teatr jest wyjątkowy, bo, po pierwsze, zawsze organizuje się go dla gości, a po drugie, ma określony cel: musi rozśmieszać! Jeżeli publiczność nie śmieje się głośno, przedstawienie oceniamy jako mniej udane. Rozśmieszaniu widzów służą włączane uzupełnienia. Raz wyglądało to tak: aktor czytający tekst bajki o Czerwonym Kapturku pyta z płyty dziewczęcym głosikiem: „Babciu, babciu, dlaczego masz takie wielkie uszy?”. „Bo jestem po operacji plastycznej!” – odpowiada płycie dziewięcioletnia Zosia, poruszająca figurką Babci.
Dom czwarty
Twój dom. Przestrzeń pomiędzy firanką, stołem a drzwiami do kuchni wyśmienicie nadaje się na scenę. Scenariusz można wymyślić samemu albo skorzystać z gotowych propozycji. Powodzenia!







