|
|
| fot. Shutterstock |
Matka… Wielokrotnie przedstawiana przez artystów. Zawsze z dzieckiem na ręku, z tkliwym uśmiechem skierowanym ku maleństwu, tulonym do piersi.
Być matką
Piękno macierzyństwa to ucieleśniona dobroć i ofiarność, gotowość dania własnej krwi za życie dziecka… Jeśli, oczywiście, pozwala się temu dziecku żyć. Chodzi o to, aby to dziecko mogło żyć bezpiecznie w matce i nawiązywać z nią tak bardzo głęboki kontakt, niepodobny do żadnego innego na świecie. Tajemnicza więź, która łączy każde dziecko z matką, jest faktem.
Każdy z nas miał, a może jeszcze ma, matkę tu, na ziemi. W innym wypadku pozostaje pamięć o niej w sobie albo odwiedziny jej grobu. Matki się nie zapomina. Ta więź jest silniejsza niż wszystkie inne.
Matka. Zawsze umiera za wcześnie i zawsze chciałoby się ją jeszcze dłużej mieć przy sobie…
Tęsknota za mamą
Byłam kiedyś konsultantką w domu poprawczym dla chłopców. Pewnego razu wśród czasem nad wiek wyrośniętych chłopców, znalazł się tam drobny, nieśmiały dwunastoletni chłopiec. Wyglądał najwyżej na dziesięć lat. Wydawał się nie pasować do tego miejsca. I właśnie z tego powodu już pierwszego dnia zażądałam jego dokumentów, aby dowiedzieć się, dlaczego jest tutaj. Z oporami dostarczono mi akta. Jego przestępstwo polegało na wielokrotnych ucieczkach z domu dziecka. Musiał tam być, bo ojciec nieznany, a jego matka to zawodowa prostytutka, ma ograniczoną władzę rodzicielską.
Spytałam chłopca o te ucieczki. Przyznał się, że uciekał, ale od razu dodał, że jak tylko mu się uda, to znowu ucieknie. Zapytałam: „A dokąd?”. Podniósł na mnie ogromne, ciemne, zdziwione oczy i powiedział cicho, po prostu: „Jak to gdzie? Do mamy…”.
Dziecko, które zostało skazane na dom dziecka, ucieka do mamy i za to zostało dodatkowo ukarane zamkniętym domem poprawczym!
Był inteligentny, dobrze się uczył. Co więcej, z całą powagą mówił mi: „Ja wiem, że ona jest prostytutką, ale to jest moja mama i ja chcę z nią być”. Choć nie byłam pewna, czy w pełni rozumiał sens używanych słów, to nie chciałam go naprowadzać. Słuchałam tylko…
W momencie, gdy wypowiadał słowa: „ja chcę”, wargi zaczęły mu drżeć i wybuchnął płaczem. Do dziś nie zapomnę tego smutnego widoku.
Zaszczytny tytuł
Po takim przeżyciu pamięcią sięgam jeszcze bardziej wstecz…
W obozie koncentracyjnym w Ravensbrück byłam w grupie dziewcząt. Niemcy utworzyli taką młodzieżową grupę, gdyż tylko najmłodsze więźniarki z wyrokami śmierci (a większość, tak jak ja, była harcerkami z Szarych Szeregów) poddali operacjom doświadczalnym i umieścili w jednym bloku. Tworzyłyśmy wtedy szczególną grupę, o którą, dbały różne starsze więźniarki. To one zastępowały nam szkołę i to dzięki nim ja i moje koleżanki mogłyśmy uczyć się w obozie.
Kochałyśmy nasze nauczycielki. Nie mówiłyśmy im po imieniu, bo to były starsze panie, ale jedną osobę w obozie obdarzyłyśmy wielkim imieniem „matki”. Pani Maria Liberakowa nie była nauczycielką, ale to właśnie ona została nazwana przez nas „matką”. „Matka Liberakowa”! Była to spokojna kobieta, o miłym, niskim głosie, zawsze lekko uśmiechnięta, zawsze ochraniająca najmłodsze więźniarki. Kobieta wielkiego serca i odwagi. To ona broniła nas wtedy, gdy cały blok miał pretensję, że przez nas – czyli przez młode, które się buntują – nie dostaniemy paczek i będziemy cierpieć Blockspere (‘zakaz opuszczania bloku’).
Matka Liberakowa była zawsze z nami i po naszej stronie.
Matka… Dla kobiety nie ma bardziej zaszczytnego tytułu na świecie! Żaden inny tytuł nie kryje w sobie tyle treści i takiego ładunku serca – a jednak tak wiele kobiet nie chce dziś być matkami. Czy ktoś może powiedzieć, dlaczego?
Autorka jest członkiem Papieskiej Rady do Spraw Rodziny oraz Papieskiej Akademii „Pro Vita”. Żona, matka czterech córek.