![]() |
| Edycja Świętego Pawła |
Ktoś, kto nie ma własnych korzeni, nie jest w stanie
stworzyć wspólnych, razem ze współmałżonkiem. W rodzinie, którą
sam założy, będzie szukał tego, czego nie zaznał w dzieciństwie.
Takie osoby oczekują od współmałżonka absolutnego wsparcia
i absolutnego poczucia bezpieczeństwa, mają wygórowane wymagania.
A żaden człowiek nie może dać niczego absolutnego – to jest
w stanie dać tylko Bóg.
Niektórzy z nas mają poczucie, że nie dostali od rodziców
wystarczająco dużo miłości i akceptacji. Spróbujmy jednak przyjąć
z wdzięcznością to, co oni nam dali. Darem, który każdy otrzymał
od swojej matki i ojca, jest miłość, którą rodzice nas otaczali.
Poświęcali się dla nas, troszczyli się o nas, towarzyszyli nam,
obdarowywali wsparciem, dawali poczucie bezpieczeństwa. Zainwestowali
swój czas i siły. Próbowali nam przekazać pewną filozofię życiową,
którą sami się kierowali. Dobrze pamiętamy mądrości czy dewizy życiowe,
które rodzice przywoływali w trudnych okolicznościach.
Pewien młody mężczyzna opowiadał mi, że jego ojciec w kryzysowych
sytuacjach mawiał zawsze: „W imię Boże”. Nigdy nie obawiał się
trudności, lecz pokonywał je z ufnością Bogu. A opat Burkhard
Utz, który w czasach Trzeciej Rzeszy, niełatwych dla katolików,
kierował opactwem Münsterschwarzach, mawiał: „Co ma być, to będzie” –
i zawierzał wszystko Opatrzności. To dodawało mu sił.
Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie, skąd brali siłę nasi
rodzice. Dzięki czemu dawali sobie radę w życiu? Za czym tęsknili?
Z odpowiedzi na te pytania również my będziemy mogli czerpać
siłę w chwilach próby czy zwątpienia.
Kształtowali nas nie tylko rodzice, lecz także środowisko,
w którym dorastaliśmy: religijne i społeczne. Poznałem wielu
ludzi, którzy opowiadali mi o tym, jak bezpiecznie czuli się
w swojej parafii, jak ogromne duchowe korzyści odnieśli
z tego, że się angażowali, np. służyli jako ministranci czy
lektorzy. Inni z kolei w szkole, w swojej klasie czuli
się jak u siebie w domu. Często to nauczyciele kształtowali
ich osobowość w większym stopniu niż rodzice, ponieważ poświęcali
im uwagę, której ci uczniowie nie dostawali w domu.
Korzenie, nie zawsze związane z domem rodzinnym, odgrywają istotną
rolę w naszym dorosłym życiu. Z korzeni pozyskuje się
przyprawy (przymiotnik „korzenny” znaczy tyle co „aromatyczny”). Kto
zatem ma zdrowe korzenie, ma do czego sięgać i ma z czego
czerpać – tego życie jest odpowiednio doprawione, ma smak przyjemny,
a nie mdły. Jest cenną przyprawą także dla rodziny, którą dana
osoba zakłada – podobnie jak to, co wnosi do niej współmałżonek.
Nie tylko w przyrodzie korzenie są życiodajne. Podobnie jest
w rodzinie – zdrowe korzenie działają uzdrawiająco na wszystkich:
rodziców i dzieci. Dlatego pamięć o korzeniach jest tak ważna.
Siła i mądrość, które z nich czerpiemy, pomagają
przezwyciężać kryzysy i leczyć rany, które sobie zadajemy.
W Biblii jest mowa o korzeniu Jessego – w średniowieczu
kojarzono z nim ród, z którego wywodził się Jezus. Korzenie
każdej rodziny to historia jej rodu. Naśladujemy naszych przodków,
kierujemy się w życiu zasadami, które wpoili nam rodzice,
a im przekazali je ich rodzice, a nasi dziadkowie –
i tak duchowa spuścizna przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Pewna kobieta o szlacheckim pochodzeniu opowiadała mi, że
w święta Bożego Narodzenia zachowuje ze swoimi dorosłymi dziećmi
te same zwyczaje, które od setek lat były kultywowane w jej
rodzinie. To właśnie rytuały i ich powtarzalność umożliwiają
przekazywanie następnym pokoleniom tego, co było ważne dla ich
przodków: wiary i sposobów radzenia sobie w trudnych
sytuacjach życiowych. Współczesnym rodzinom pomaga zainteresowanie się
historią przodków, ich życiem i tym, jak radzili sobie
w różnych okolicznościach, często trudnych, a nawet
dramatycznych.
NA PODSTAWIE FRAGMENTU KSIĄŻKI ANSELMA GRÜNA. NA DOBRE I NA ZŁE. CHRZEŚCIJAŃSKIE SPOJRZENIE NA RODZINĘ, WYDANEJ PRZEZ EDYCJĘ ŚWIĘTEGO PAWŁA.