|
|
| Marek Kamiński z rodziną fot. archiwum prywatne |
◗ Czy mógłby Pan przestać podróżować?
Tak, oczywiście! Myślę, że moją ostatnią wyprawą była niedawna „Ekspedycja Wisła”. Kończę życie podróżnika. Chcę poświęcić więcej czasu rodzinie.
◗ Co miało wpływ na taką decyzję?
W życiu przeżywamy różne okresy i kładziemy nacisk na różne sprawy. W dzieciństwie jest to zabawa, w wieku młodzieńczym przychodzi czas na edukację. Później priorytety te zaczynają się różnicować: ktoś więcej podróżuje, ktoś inny wybiera życie rodzinne. Przez pewien czas czymś ważnym w moim życiu było odkrywanie świata. Dzięki temu poznałem także lepiej siebie samego, ukształtowałem siebie. Ale ten etap życia uważam za zamknięty. Teraz najważniejsza jest dla mnie rodzina. Na tę decyzję wpłynęła moja pięcioletnia córka Pola. Pewnego dnia powiedziała do mamy: „Szkoda, że mój tata jest podróżnikiem. Lepiej, gdyby był nikim”. Na pytanie, dlaczego nikim, Pola odpowiedziała: „Bo gdyby był nikim, byłby w domu z nami. A ponieważ jest podróżnikiem, nie ma go w domu”. To był dla mnie sygnał: jestem kimś dla ludzi, a nikim dla rodziny. Teraz przyszedł czas, abym był „nikim” dla ludzi, a „kimś” dla rodziny.
◗ Podróżowanie może być formą ucieczki przed światem. Jak Pan je traktował?
Nigdy przed niczym nie uciekałem. Raczej dążyłem ku czemuś. Podróżując – najpierw po Polsce, następnie po Europie – odkrywałem, że zawsze można pójść dalej. Stąd też pojawił się pomysł zdobycia miejsc najbardziej skrajnych na ziemi, czyli biegunów. Chciałem je poznać. Nigdy nie chodziło mi o to, aby być na krawędzi życia i śmierci. Zależało mi raczej na poznaniu świata we wszystkich jego wymiarach. Jednak pojawienie się dzieci wiele zmieniło w moim życiu. Gdy dziś patrzę na tamte wyprawy, które były bądź co bądź ryzykowne i mogły się skończyć nawet śmiercią, to myślę, że wystarczy. Nie można więcej kusić losu.
◗ W warunkach ekstremalnych z pewnością inaczej postrzega się drugiego człowieka…
Przebywanie w skrajnych warunkach sprawia, że człowiek przestaje myśleć tylko o sobie. Jeśli przez dwa miesiące nie mogę z kimś rozmawiać, to zaczynam dostrzegać wartość rozmowy. Drugi człowiek staje się dla mnie kimś ważnym i niepowtarzalnym.
◗ Czy można odnieść to do relacji z Panem Bogiem?
Wyprawy były dla mnie medytacją. Gdy szedłem sam, często się modliłem. W skrajnych warunkach człowiek inaczej dostrzega naturę, a w niej obecność Pana Boga. W trakcie jednej z wypraw trafiła w moje ręce książka Jana Pawła II Przekroczyć próg nadziei. Bardzo pomogła mi ona dojść na biegun w chwilach, gdy tej nadziei brakowało. Natura jest wspaniałą katedrą Pana Boga!
◗ Niektórzy młodzi ludzie, patrząc na Pana, też pragną zostać podróżnikami. Zachęca ich Pan do tego?
Nic na siłę. Staram się być neutralny i rzeczowy. Opowiadam o swoich przeżyciach, ale jednocześnie mówię o niebezpieczeństwach i ryzyku związanym z wyprawami. Podkreślam, że są różne sposoby poznania świata. Nie wszyscy muszą być podróżnikami.
◗ Jeśli nie podróżnikami, to kim?
Ludźmi, którzy będą stawiać sobie wyzwania. W życiu trzeba cieszyć się z każdej chwili. Ja starałem się iść za swoim powołaniem, ale każdy człowiek ma własną drogę do przejścia w ciągu życia. Codzienność, w której żyjemy, dostarcza wiele wyzwań, które trzeba pokonywać albo realizować. Ważne jest, abyśmy to, co robimy, wykonywali z zadowoleniem i z pasją. W życiu trzeba wyznaczać sobie różne cele. Najważniejszym celem jest jednak podróż w głąb siebie. Bieguny duchowe są ważniejsze niż te geograficzne.
Marek Kamiński (urodzony w 1964 roku), podróżnik i polarnik. Jako pierwszy na świecie zdobył w jednym roku dwa bieguny Ziemi. Żonaty, ma dwoje dzieci.