![]() |
| fot. ANNA OLEJ/KRZYSZTOF KOBUS – TRAVELPHOTO |
Czwartego grudnia powietrze skrzy się mrozem. O siódmej rano górnicza orkiestra budzi swoim graniem mieszkańców Nikiszowca (dzielnicy Katowic). W oknach pojawiają się zaspani jeszcze mieszkańcy, czasem mama wyjdzie na próg z maluchem i pokazuje mu muzyków. Gdyby takiej pobudki na Śląsku w tym dniu zabrakło... Aż trudno to sobie wyobrazić! Poranny przemarsz orkiestry jest wpisany w pejzaż murów familoków jako nieodłączna część obchodów Świętej Barbary. O dziesiątej zaczyna się uroczysta Msza, na którą zdążają całe rodziny. Ze sztandarami, orkiestrą i w galowych mundurach przybywają wszyscy górnicy.
Przy święcie bez kobiet
Takie obchody Barbórki zna większość Polaków, niewielu jednak wie, iż ze świętem tym wiążą się także specyficzne „karczmy piwne”. Wbrew nazwie nie odbywają się one w karczmie, lecz na terenie hali danej kopalni, piwo zaś jest tylko pretekstem do wspólnego spotkania.
Tradycja karczm wywodzi się z dawnych czasów. Niegdyś było to swego rodzaju spotkanie wspólników kopalni, podczas którego omawiano wydatki, opłakiwano straty lub też dzielono się zyskami. Do dziś w obchodach karczmy przetrwały echa dawnych zebrań – w postaci „tablic”, czyli podziału zebranych na dwie strony rywalizujące podczas całego spotkania w głośności śpiewu i ilości wypitego piwa. A o tym, że to wyłącznie męska impreza, najlepiej świadczy niepisane, acz wszystkim znane prawo, iż „zabronione jest na spotkanie gwarków kobiet, dzieci oraz innych przyjaciół (baranów, koni, osłów) przyprowadzać!”.
Śpiewające „stare strzechy”
Przybyłych na barbórkowe dzieli się w zależności od górniczego stażu na tzw. stare strzechy i młode strzechy, te z kolei na wspomniane tablice. Nad przebiegiem całości spotkania czuwa „wysokie i w sprawach piwnych nigdy nieomylne prezydium”. Spotkanie gwarków rozpoczyna pieśń, powołująca „prezesa prezydium”. Gdy z kilkuset gardeł płyną słowa „Wstępuj, wstępuj prezesie mój”, każdy z uczestników ma poczucie przynależności do górniczej braci.
Podczas tej uroczystości przyjmowani są także nowi adepci, zwani fuchsami lub lisami. Zgodnie z obyczajem wywodzącym się jeszcze ze średniowiecza, muszą oni złożyć ślubowanie oraz skoczyć przez wyprawioną zwierzęcą skórę, którą trzymają „stare strzechy”. Impreza pełna żartów i śpiewu przeciąga się do późnego wieczora. Tak jak przed wiekami, zgromadzeni po ciężkiej pracy pod ziemią spędzają czas na wesołej zabawie.
Przemarsz Mikołajów
Dwa dni później, 6 grudnia, jest święto uwielbianego przez dzieci Świętego Mikołaja. O ile jednak w całej Polsce dzień ten kojarzy się głównie z podarkami, o tyle w Beskidzie Śląskim odbywa się wtedy zupełnie niezwykły przemarsz.
Gdy zapada zmierzch, na kilka godzin wioski Istebna, Jaworzynka i Koniaków biorą we władanie mikołaje. Ubrani w barwne stroje i maski dzielą się w zależności od charakteru na „biołych” i „czornych”. Jak wskazują same nazwy, następuje tu ludowa konfrontacja dobra ze złem. To także symboliczne odwołanie się do przemijania czasu – „czorni” to czas stary, zły, „bioli” zaś – jego odnowa i niewinność.
W tej drugiej grupie tradycyjnie jest sam Święty Mikołaj (ubrany w biskupie szaty w niczym nie przypomina brzuchatego Santa Clausa w czerwonej pelerynie), kościelny, wojok, dochtór, kóń, baba w czepcu oraz para młodych. Po drugiej zaś stronie pojawiają się debły pod wodzą Lucypera, medula (czyli matka niedźwiedzi), Cygón i Cygónka, Żyd i Śmierć (która – choć w białej szacie – nigdzie nie jest mile widzianym gościem).
Tradycyjnie męskie role
Do tradycji należy również to, że w przemarszu mikołajów wszystkie role mogą odgrywać tylko mężczyźni. Debły zwykle noszą kożuchy „na odwyrtkę”, czyli na lewą stronę, przypominając niejako, iż w tym dniu wszystko jest na opak.
Cała grupa wędruje przez wieś, odwiedzając kolejne domy. Jak nietrudno zgadnąć, „bioli” są witani z radością, a „czorni”… No cóż, gdy diabły zaczynają harcować i mazać sadzą gospodarzy, wszyscy się od nich opędzają i chcą ich jak najszybciej pożegnać.
Taką niezwykłą procesję spotkać można tylko w Beskidzie Śląskim. Święty Mikołaj w góralskiej kulturze jest czczony jako patron pasterzy i zgodnie z tradycją przebierańcy mieli symbolicznie odstraszyć od domów zło i zapewnić pomyślne zbiory. Dziś jest to okazja do wspólnej zabawy wprowadzającej wszystkich w nastrój radości z nadchodzących świąt.







