![]() |
| fot. Shutterstock/Sergej Khakimullin |
„Oni to mają szczęście!” – kto z nas choć raz nie pomyślał w ten sposób (jedni z lekkim ukłuciem zazdrości, inni nieco szlachetniej, bo bez niego). Czy rzeczywiście bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy mogli się zamienić z przysłowiowymi Kowalskimi? Niekoniecznie, ponieważ im więcej mamy, tym więcej chcemy – i nie chodzi tu wyłącznie o dobra materialne. Poza tym to, co w danym momencie jest nieosiągalne, wydaje nam się zdecydowanie atrakcyjniejsze, niż wtedy, kiedy już to coś zyskamy. Jakby przez sam ten fakt automatycznie ulegało dewaluacji…
Wiele razy słyszeliśmy zdanie, że szczęście nie zależy od okoliczności zewnętrznych, ale wypływa z naszego wnętrza. Ci, którym trudno w to uwierzyć, powinni rozejrzeć się wokół siebie: każdy bez trudu znajdzie osoby, które „mają wszystko”, a mimo to nie czują się szczęśliwe.
Jeśli nie wypracujemy w sobie odpowiedniej postawy, zawsze będziemy się czuli niedostatecznie szczęśliwi albo wręcz niespełnieni czy rozgoryczeni… Oczywiście, okoliczności zewnętrzne mogą nam albo utrudniać, albo ułatwiać wiele rzeczy, ale to, jak istotny wpływ będą miały na nasze poczucie szczęścia i spełnienia, zależy w znacznej mierze od nas samych.
Doceniaj to, co masz…
…cokolwiek to jest. Nie tylko dlatego, że zawsze możesz mieć mniej, ale dlatego, że nawet jeśli to nie jest szczyt twoich marzeń, jest to dar. Postawa „należy mi się wszystko, co najlepsze, i to w każdej dziedzinie życia”, którą często bezwiednie przyjmujemy, prowadzi do niespełnienia, a nawet frustracji. W przeciwieństwie do doceniania wszelkiego dobra, które nas spotyka (nawet jeśli są to rzeczy drobne, np. czyjś bezinteresowny życzliwy gest), bo co takiego szczególnego zrobiliśmy, by na to zasłużyć? Dlaczego ma to przypaść w udziale właśnie nam, a nie innym ludziom?
Gdy w naszym życiu źle się dzieje, niemal instynktownie zadajemy najeżone pretensjami pytania: „Dlaczego właśnie ja?!”. Zastanawiające, że bardzo rzadko postępujemy analogicznie, gdy spotyka nas coś dobrego… Wtedy niespieszno nam do okazywania zdziwienia i wdzięczności.
Wszyscy szukamy towarzystwa osób pogodnych, uśmiechniętych, życzliwych, a unikamy niezadowolonych i sfrustrowanych. Co zrobić, by zaliczać się do tej pierwszej grupy?
Unikać porównywania się z innymi – życie to nie sportowe zawody, w których każdy, w zależności od osiągnięć, zajmuje określone miejsce w rankingu. Każdy z nas ma swoją własną drogę i indywidualne potrzeby. Często dążymy do czegoś nie ze względu na nasze potrzeby, ale tylko dlatego, że inni to mają i często w powszechnej opinii jest to wyznacznikiem określonego standardu życia. W słynnej „Dezyderacie” zawierającej mądre życiowe wskazówki znalazła się cenna refleksja na ten temat: „Jeżeli porównujesz się z innymi – możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie”.
Względność poczucia szczęścia trafnie obrazuje opowieść o rabinie, który człowiekowi narzekającemu, że nie może wytrzymać w ciasnym domu z ciągle gderającą żoną i hałasującymi dziećmi kazał wprowadzić tam… kozę. Gdy po pewnym czasie ten sam człowiek wrócił do rabina jeszcze bardziej załamany, ten poradził mu, żeby się pozbył kozy. I kiedy tamten to uczynił, poczuł się bezbrzeżnie szczęśliwy! A przecież wcześniej, w identycznej sytuacji jak ta, którą później postrzegał jako idylliczną, był na skraju załamania nerwowego.
W pogoni za nieosiągalnym?
Wielu z nas się wydaje, że będziemy szczęśliwi, jeśli zostanie spełniony jakiś określony warunek – i właśnie od tej jednej rzeczy zależą wszystkie dziedziny naszego życia. Ktoś myśli, że gdyby pochodził z innego domu, jego kariera i małżeństwo dawałyby mu więcej satysfakcji; kobiety mające nadwagę są przekonane, że pozbycie się zbędnych kilogramów rozwiązałoby ich wszystkie życiowe problemy (zawodowe, osobiste, rodzinne). Psychologowie przestrzegają przed takim myśleniem – schudnięcie zaradzi problemowi z nadwagą, a pozostałe, jeśli są, nie znikną samoczynnie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Niektórzy z nas idą jeszcze dalej – i za warunek niezbędny do szczęścia uznają coś, co jest dla nich nieosiągalne… I w ten sposób – podobnie jak tytułowe trzy siostry z dramatu Antoniego Czechowa – można spędzić całe życie na marzeniach o naszym odpowiedniku mitycznej Moskwy. Olga, Masza i Irina święcie wierzyły w to, że tylko w stolicy mogłyby być szczęśliwe, a przy tym nie robiły nic, by zbudować swoje szczęście tu i teraz. Jeśli podążymy tym tropem, poczujemy się zwolnieni z podejmowania wszelkich starań – bo po co się wysilać, skoro i tak nie mamy szans na szczęście? A stąd już tylko krok do cierpiętniczej postawy życiowej „ja już niczego nie oczekuję”, z którą wielu osobom jest bardzo wygodnie. A to prowadzi do frustracji i zgorzknienia…
Zresztą my sami tak naprawdę nie wiemy, co daje nam szczęście, a co nie – przynajmniej w dłuższej perspektywie. Często coś, co w danym momencie uważamy za korzystne, już po upływie kilku lat postrzegamy odmienne – i odwrotnie: jakieś wydarzenie, którego bardzo nie chcemy, okazuje się z perspektywy czasu dobroczynne. Mamy ograniczoną optykę, a życiowe scenariusze, uznane przez nas za wymarzone, mogą się okazać chybione…
Nadać głębszy sens
Nie będziemy szczęśliwi, jeśli nie zrozumiemy samych siebie, a jak nauczał błogosławiony Jan Paweł II „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa”. Święty Augustyn pisał, że „niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu”.
Dlatego człowiek instynktownie szuka Boga, szuka Absolutu, który pozwoli mu znaleźć prawdziwy sens i nadać go swojemu życiu. Sens głębszy niż udane życie zawodowe i dynamiczna kariera, głębszy niż nawet wzorowo funkcjonująca rodzina – te wszystkie wartości, podobnie jak dobra materialne, możemy przecież w każdej chwili utracić. A tym, co jest niezmienne, trwałe i ponadczasowe, ponieważ wykracza poza nasze ziemskie życie, jest właśnie relacja z Bogiem.
Znany kaznodzieja ksiądz Piotr Pawlukiewicz, wygłaszając konferencję na temat: „Czy Pan Bóg jest nam potrzebny do szczęścia”, porównał nasze życie do wazonu, w którym znajdują się kwiaty. Każdy z nich symbolizuje coś innego, poszczególne elementy, z których składa się całe nasze życie: pracę, rodzinę, wypoczynek itd. I – jak zaznaczył ks. Pawlukiewicz – niektórzy z nas zastanawiają się, czy do tego wazonu dołożyć także kwiatek pod nazwą religia… Tymczasem to nie jest kwiatek – wiara i relacja z Bogiem to woda, dzięki której wszystkie pozostałe kwiaty znajdujące się w tym wazonie mogą żyć.
Gdyby zrobić uliczną sondę i zapytać przechodniów o receptę na szczęście, większość odpowiedziałaby zapewne, że nic takiego nie istnieje. Czy rzeczywiście? Tyle że ta recepta nie jest prosta, jej realizowanie wymaga wyrzeczeń i wytrwałości, a rezultaty nie zawsze są spektakularne, w każdym razie z naszego ludzkiego punktu widzenia.
W 2002 roku, podczas Światowego Dnia Młodzieży w Toronto, papież Jan Paweł II powitał młodych ludzi słowami: „Człowiek został stworzony do szczęścia. Wasze pragnienie szczęścia jest więc uzasadnione. Chrystus ma odpowiedź na wasze oczekiwania. Dlatego prosi was, abyście Mu zaufali. Prawdziwa radość jest zdobyczą, do której nie dochodzi się bez długiej i trudnej walki. Chrystus zna tajemnicę zwycięstwa (…). Kazanie na Górze wytycza mapę tej drogi. Osiem błogosławieństw to drogowskazy ukazujące kierunek, w którym należy iść. Jest to droga pod górę, a Jezus przeszedł ją pierwszy. I jest On gotowy przejść ją z wami jeszcze raz”.
Szczęśliwi ubodzy w duchu,
ponieważ do nich należy królestwo niebieskie.
Szczęśliwi, którzy cierpią udrękę,
ponieważ będą pocieszeni.
Szczęśliwi łagodni,
ponieważ oni posiądą ziemię.
Szczęśliwi, którzy są głodni i spragnieni sprawiedliwości,
ponieważ oni będą nasyceni.
Szczęśliwi miłosierni,
ponieważ oni dostąpią miłosierdzia.
Szczęśliwi, którzy mają czyste serce,
ponieważ oni będą oglądać Boga.
Szczęśliwi, którzy zabiegają o pokój,
ponieważ oni zostaną nazwani synami Bożymi.
Szczęśliwi, którzy są prześladowani za sprawiedliwość,
ponieważ do nich należy królestwo niebieskie.
Jesteście szczęśliwi, gdy was znieważają, prześladują i oczerniają z mojego powodu. Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza zapłata w niebie. Tak samo przecież prześladowano proroków, którzy byli przed wami.
(Mt 5, 3-11) Treść Kazania na Górze została zaczerpnięta z przekładu Biblii Paulistów.