![]() |
| Okno życia w Warszawie przy ulicy Hożej 53. fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
Był wieczór 20 grudnia 2008 roku, gdy w domu sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie przy ulicy Hożej 53, w niedalekim sąsiedztwie Dworca Centralnego, włączył się alarm. Tego dnia mijały właśnie dwa tygodnie od otwarcia w ich domu tak zwanego Okna Życia. W oknie leżało niemowlę, jak się niebawem okazało – chłopczyk. „Był zadbany, zawinięty w papierową torbę, na której ołówkiem było napisane, że urodził się 15 grudnia i jest zdrowy. Obok leżały nowe czyste ubranka” – opowiada przełożona franciszkanek siostra Wanda Kmiecik. Zakonnice natychmiast zaopiekowały się dzieckiem. W oczekiwaniu na wezwaną karetkę pogotowia zostało przewinięte i ogrzane. „Siostry nadały chłopcu imię Zygmunt i tak już zostało – siostra Wanda nie ukrywa swojej radości. – To na cześć założyciela naszego zgromadzenia bł. Zygmunta Felińskiego”. Wkrótce przyjechała karetka, która zabrała niemowlę do szpitala.
Nie tylko symbol
„Okno Życia miało być symbolem otwarcia Kościoła na życie – mówi ks. Tadeusz Bożełko, diecezjalny duszpasterz rodzin w Warszawie. – Szybko jednak okazało się, że to nie tylko symbol, ale alternatywa”. Pierwsze takie okno w Polsce zainaugurowano wiosną 2006 roku w Krakowie i prawie od razu stało się użyteczne. W dzienniczku, który prowadzi siostra Józefina Gutkowska, krakowska nazaretanka, pod datą 19 czerwca 2006 roku znajduje się następujący wpis: „19 marca poświęcono Okno Życia, które ma przyjmować noworodki zagrożone z różnych przyczyn. Równo trzy miesiące później, o godzinie 00.30, w naszym domu włączył się alarm, oznajmiając, że w oknie położono dziecko, kilkudniową dziewczynkę”. Dziś siostra Józefina wspomina to wydarzenie: „Dla nas, sióstr nazaretanek, to było niezwykłe przeżycie i ogromna radość. Tego dnia zostało uratowane ludzkie życie. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek znajdziemy w oknie dziecko. Zawsze myślałam, że to okno będzie tylko symbolem, skłaniającym matki do refleksji”.
Wystarczy pociągnąć klamkę
Rocznie w całej Polsce znajduje się kilkanaścioro martwych noworodków. Odkrywają je przypadkowi ludzie w kontenerach, na wysypiskach śmieci, nad brzegami rzek, a nawet na ulicach. Krakowskie Okno Życia ma w swojej nieco ponaddwuletniej historii dziesięcioro uratowanych niemowląt. Warszawskie, działające zaledwie od kilku miesięcy – jedno niemowlę. Okno Życia jest także w Częstochowie. W Tarnowie i w Nowym Sączu takie okna powstaną w marcu tego roku.
Mechanizm funkcjonowania okna jest bardzo prosty. Otwierane jest od strony ulicy, przez pociągnięcie zwykłej klamki. Po jego otwarciu uruchamia się alarm, który słyszą siostry, przebywające w klasztorze. Na szerokim, wewnętrznym parapecie okna stoi łóżeczko wyposażone w miękki materacyk, poduszkę i kocyk. Jest przygotowane do przyjęcia maleńkiego dziecka. Kiedy rozlega się dźwięk, siostry natychmiast zbiegają do pokoju, w którym stoi łóżeczko. „Czasami alarm jest fałszywy, bo ktoś otworzy okno, ale niekoniecznie dla żartu czy ze złośliwości. Niedawno przechodziła tędy babcia, która pięknie tłumaczyła wnuczce, do czego to okno służy, i przy okazji je otworzyła. Dlatego trzeba być wyrozumiałym – tłumaczy siostra Józefina. – Gorzej, gdy fałszywy alarm zrywa nas w środku nocy, bo i tak trzeba sprawdzić, czy w oknie nie znajduje się dziecko”.
Nie ma reguł, o której godzinie matki zostawiają swoje maleństwa. Siostra Józefina opowiada: „Niektóre robią to pod osłoną głębokiej nocy, inne w środku dnia. Pamiętam, że jedno dziecko zostało przyniesione do nas po godzinie 16.00. To był czerwiec, za oknem świeciło słońce, a na ulicy panował rozgardiasz, bo akurat remontowano chodniki”.
![]() |
| Pomieszczenie przy oknie życia w Częstochowie. fot. MARIUSZ KRAWIEC SSP |
Gdy dziecko znajdzie się w Oknie Życia, siostry zawiadamiają szpital, który wysyła karetkę przygotowaną na przyjęcie małego pacjenta. W Krakowie jest to szpital na ulicy Kopernika, w Warszawie na Madalińskiego. W tym czasie siostry przewijają i ubierają dziecko w specjalnym inkubatorze. Już w szpitalu, na oddziale dziecięcym, maluszek poddawany jest szczegółowym badaniom. „Tutaj kończy się nasza misja. My mamy jedynie przyjąć dziecko i przekazać go w bezpieczne miejsce” – wyjaśnia siostra Józefina. Nazaretanka prowadzi dzienniczek, w którym zapisuje datę, godzinę i okoliczności znalezienia dziecka w oknie. „To na wypadek, gdyby w przyszłości zdarzyła się jakaś konfrontacja” – podkreśla.
W cieniu Jasnej Góry
W Częstochowie wygląda to nieco inaczej. Ponieważ okno znajduje się w Domu Małego Dziecka, lekarz jest na miejscu. Tylko w razie jego nieobecności wzywa się pogotowie.
Dlatego też, w odróżnieniu od Krakowa czy Warszawy, siostry mają możliwość „nacieszyć się” nieco dłużej znalezionym dzieckiem. Tutaj, jak podkreśla siostra Barbara Kaczmarczyk, służebniczka starowiejska, siostry mają doświadczenie w opiece nad małymi dziećmi i maleństwa mogą spokojnie doczekać adopcji w ich klasztorze.
Kochająca rodzina
W Krakowie biuro adopcji przy ulicy Rajskiej załatwia wszystkie formalności, łącznie ze sprawami sądowymi, aby jak najszybciej maluszek z Okna Życia mógł trafić do rodziny adopcyjnej. Początkowo procedury te trwały do 3 miesięcy. Obecnie sąd znacząco je skrócił i już po upływie 2-3 tygodni dziecko może zostać zabrane ze szpitala przez nowych rodziców. „Matka, która pozostawia dziecko w Oknie Życia, robi to z pełną świadomością. Dlatego nigdy nie mówimy, że porzuciła swoje dzieciątko, bo to ma bardzo negatywne skojarzenia. Ona po prostu przekazała je nam, prosząc przy tym: «Zajmijcie się nim, bo ja nie potrafię»” – mówi siostra Józefina. Zakonnice codziennie modlą się za matki, które oddały swoje dzieci, aby mogły żyć dalej bez presji i stresu. Pamiętają także o dzieciach i ich nowych rodzinach.
Od dnia, w którym w zostało otwarte w Krakowie pierwsze Okno Życia, siostry nie zanotowały przypadku, żeby biologiczna matka chciała odzyskać dziecko. Natomiast jedna rodzina adopcyjna przyjechała podziękować za swojego syna i pokazać, jak wspaniale się rozwija.








