|
|
| Magda Małkiewicz-Borkowska fot. Ewa Zbiegieni |
◗ Czy osoby wracające z zagranicy do swoich rodzin, po dłuższej nieobecności, potrzebują wsparcia specjalisty i zwracają się do Pani z jakimiś problemami?
Magda Małkiewicz-Borkowska: Nie jest to powszechny zwyczaj, ale czasem z takich konsultacyjnych spotkań korzystają osoby, do których bliscy powracają. Jako psycholog zachęcam, aby przed powrotem albo w jego trakcie – bo na ogół proces powracania jest długotrwały – popracować nad tym w sposób emocjonalny i intelektualny. Niekoniecznie przy pomocy specjalistów. Bo nie zawsze muszą to być problemy wymagające głębokich procedur psychoterapeutycznych. Jednak, jak każda sytuacja kryzysowa, a to jest pewien rodzaj kryzysu – przejście z jednego świata do drugiego, z jednej fazy życiowej w drugą, z jednego stylu funkcjonowania w inny – wiąże się z trudnościami. Ale jest to też sytuacja, którą można wykorzystać w sposób rozwojowy i bardzo konstruktywny. Profesjonalista może pomóc w znalezieniu rozwiązań, by ta zmiana, nawet jeśli przez jakiś czas bolesna, wydobyła cały potencjał adaptacyjny.
◗ Wspomniała Pani, że warto się skonsultować, choć niekoniecznie z psychologiem. W takim razie z kim?
Można dokonać autopsychoterapii, samemu zastanowić się nad przewidywanymi trudnościami. Można też przedyskutować decyzje z kimś bliskim, ważnym dla siebie, autorytetem – bardziej emocjonalnym niż zawodowym. Działam trochę przeciwko sobie, mówiąc, że psychoterapeuci nie są wtedy potrzebni, ale pokazuję, że ludzie sami mogą wiele zrobić. Warto jednak czasem porozmawiać z kimś, z kim nie ma się bliskiego związku, bo taka osoba posiada niezwykle potrzebną, neutralną postawę. Może dokonać tego, co w psychologii biznesu nazywa się helikopter view – oglądu z metapozycji, z dystansem.
◗ Czy są znaczące różnice między powrotem z emigracji a powrotem z drugiego końca Polski, gdzie trzeba było wyjechać na dłużej do pracy?
Największa różnica istnieje pomiędzy wyjazdem i powrotem całej rodziny a wyjazdami poszczególnych jej członków. Ktoś, kto pracuje w Gdańsku, a rodzinę ma w Krakowie, ma dużo częstszy bezpośredni kontakt z małżonkiem i dziećmi, niż gdyby pracował w Anglii. Kiedy tata czy mama wraca systematycznie raz na tydzień do domu, łatwiej się przystosować do takiej zmiany. Staje się ona stałością. Gdy dzieci są małe, olbrzymią zmianą w rodzinnym układzie jest wyjazd kobiety, bo to ona odgrywa wtedy centralną rolę. W każdym z tych przypadków jest to jednak odejście od codziennego bycia ze sobą.
◗ Do czego może doprowadzić długa rozłąka z bliskimi?
Po pewnym czasie ludzie przestają być wspólnotą. Następuje rozluźnienie więzi, czasami nawet ich rozpad. Rozłączność powoduje, że więź zamiera. Można ją reaktywować, ale bywa i tak, że są to zmiany nieodwracalne. Szczególnie jeśli w trakcie nieobecności pojawiają się inne ważne, zastępcze osoby. Gdy ktoś na obczyźnie po 12 godzinach intensywnej pracy codziennie wraca do pustego, nieco obcego mieszkania, to czasem odczuwa potrzebę bliskości. Nie zaspokajają jej kontakty telefoniczne czy przez Skype’a. Zaczyna się szukać gdzie indziej. Może dojść do tego, że relacje z nowymi ludźmi okażą się na tyle atrakcyjne, że pozostawiając pozory bycia nadal w związku w ojczyźnie, w gruncie rzeczy jest się już emocjonalnie gdzie indziej. To dotyczy nie tylko tych, którzy wyjechali, ale i tych, którzy zostali. Oni też mogą mieć te same potrzeby intymności, bliskości, zrozumienia, oparcia. I w efekcie – konieczność zbudowania nowego związku.
◗ Zna Pani różne historie?
Znam wiele, na przykład dramatyczne opowieści kobiet, które zostały same z małymi dziećmi, nie mając w miejscu zamieszkania rozwiniętej sieci społecznej – rodzinnej czy towarzyskiej. Zdarza się, że taka samotna kobieta zachoruje. Gdyby mąż był, nawet intensywnie pracujący, to odprowadziłby dziecko do przedszkola, kupił żonie lekarstwa, podał szklankę przysłowiowej wody. Oto prawdziwa historia: oboje pochodzili z małych miasteczek, przyjechali do Warszawy i zaczęli robić kariery. On wyjechał za granicę, ona złapała straszną grypę. Zaraziła opiekunkę do dziecka, która nie mogła przyjść i jej pomóc. Została sama w mieszkaniu z maleńkim dzieckiem i wysoką gorączką. Nie miała w domu odpowiedniej ilości pampersów, mleka, leków dla siebie. Zadzwoniła do męża, płacząc, a on jej powiedział: „Nie przylecę, musisz sobie radzić sama”. Pamiętam, jak opowiadała: „Wtedy poczułam, że on mnie porzucił”. I żadne racjonalne wyjaśnienie jej nie pomagało. To był moment spustowy, który zadecydował, że uświadomiła sobie, do czego doprowadziła ich wspólna decyzja. Nastąpił rozpad więzi. Pojawiło się poczucie, że nie są już razem, że ten człowiek stał się jej obcy.
◗ Co robić, by mimo odległości nie oddalić się od siebie?
W trakcie rozłąki interesować się sobą wzajemnie, mówić o sobie, zadawać pytania. Nie poprzestawać na powierzchownych deklaracjach. Nie koncentrować się tylko na sprawach organizacyjnych: czy wszystko w porządku, czy rachunki zapłacone, czy dach nie przecieka? Podtrzymywanie więzi to zaciekawienie drugim człowiekiem. Jestem ciekaw nie dlatego, że chcę cię kontrolować, tylko chcę wiedzieć, jak ci tam jest, jakie potrzeby realizujesz, co jest dla ciebie ważne, co trudne, jakie radości i smutki przeżywasz. Za pytaniem „co słychać?” powinno kryć się autentyczne zaciekawienie osobą, jej doświadczaniem życia. Trzeba nauczyć się nowego stylu komunikacji. Stylu, w którym jest oczywiste, że się nie widzimy, nie możemy się dotknąć, a w przypadku par nie ma też ważnego elementu – seksualności. Nie ma wielu wspólnych doświadczeń, w tym tych najintymniejszych. I chociaż intensywnie śledzę, jak mój mąż robi gdzieś karierę, albo intensywnie przyglądam się temu, jak rozwija się moja żona, będąc w innym świecie, to mogę doświadczać tego tylko przez słuchanie. Przez jego/jej opowieść. I odwrotnie – ten, którego tu nie ma, ma szansę budować więź z rodziną przez listy, których się już nie pisze, e-maile, które są zdawkowe, SMS-y, które są absolutnym skrótem, i rozmowy przez telefon, na Skypie, które nigdy nie będą tym, czym prawdziwy, bezpośredni kontakt, ze wszystkimi jego ekspresyjnymi przejawami.
◗ Jak jest po powrocie?
Trudno. Najpierw wszyscy się cieszą. Potem okazuje się, że ten powracający zgubił swoje miejsce w domu. Panują w nim już inne zwyczaje, w których tworzeniu nie miał współudziału. Za to zaczyna on wprowadzać swoje normy, których pozostali członkowie rodziny nie znają i nie akceptują. Konieczne więc, choć bardzo trudne, staje się wynegocjowanie nowego porządku rodzinnego. Wymaga to mądrości, życzliwości, wzajemnej wrażliwości i uwagi wszystkich domowników.
◗ Co robić, żeby odbudować wieź, poskładać wspólne życie na nowo?
Po pierwsze, nie próbować odbudowywać czegoś starego. Życie to proces. Trzeba zrobić założenie: nie będzie tak jak przedtem. To nie znaczy, że będzie gorzej czy lepiej. Będzie inaczej. Będziemy inaczej ze sobą rozmawiać, bo JEST między nami to ważne wydarzenie, w którym NIE BYLIŚMY razem. Rozłąka to potężna zmiana psychologiczna. Wpływa na prawie całe nasze funkcjonowanie, pozytywnie i negatywnie. Czasem ludzie myślą, że tak, jak spontanicznie wyjechali, tak spontanicznie wrócą i wszystko będzie tak samo. Nie będzie. Przyglądajmy się więc, co ten czas w nas zmienił, co zmienił między nami, w naszej rodzinie, między nami a dziećmi, jak jesteśmy teraz postrzegani jako para i jak my siebie wzajemnie postrzegamy, jak się wzajemnie doświadczamy, czujemy ze sobą.
◗ Czyli, żeby powrót się udał, należy…
Trzeba nad tym popracować. Refleksja, rozmowa, przyglądanie się nowej sytuacji, zastanawianie się, co jest dla nas ważne. To jest renegocjacja kontraktu – rodzinnego i małżeńskiego. Należy przy tym wziąć pod uwagę dzieci. W wieku dorastania wymagają innego traktowania, niż gdy były małe. Trzeba przyjrzeć się fazie życia, w której znowu spotykamy się na co dzień. Czy chcemy być razem i co dla tego wspólnego bycia zrobimy? Czy jestem gotowa/gotowy zrezygnować ze swoich nawyków, które zostały wypracowane w czasie nieobecności? Wszyscy na takie pytanie odpowiadają: „Ależ oczywiście!”. A potem czasem wystarczy drobiazg, na przykład to, że ktoś wziął MÓJ kubek. Na ogół tylko czujemy, że coś nas złości, nie bardzo nawet wiemy co. A tu się okazuje, że głupi kubek… Oczywiście każdy psycholog powie, że pod tym kubkiem kryje się cała głębia problemów. To tak jak z górami lodowymi, które dryfują i widać tylko ich czubek. Ale jeśli okaże się, że pod spodem jest tak naprawdę niechęć do drugiego człowieka albo brakuje dla niego miejsca w moim życiu, albo zupełnie zmieniły się moje/jego potrzeby, albo pojawia się jakaś inna znaczącą niechęć, to wtedy zapraszamy. I to już nie do konsultanta, tylko do psychoterapeuty.
Magda Małkiewicz-Borkowska, psycholog, psychoterapeuta par i rodzin, coach (trener osobisty)biznesowy, współzałożycielka i prezes MABOR Centrum Psychologiczno-Medycznego oraz Centrum Doradztwa i Szkoleń.
WARTO WIEDZIEĆ
Jak samemu przeprowadzić autorefleksję w sytuacji powrotu?
Najpierw postawić sobie pytanie: „Dlaczego tak naprawdę wracam, dlaczego podejmuję tę decyzję?”. Następnie zrobić bilans tego, co się zostawia i czego się oczekuje.
Jest taka procedura o nazwie SWOT – akronim angielskich słów strengths, weaknesses, opportunities, threats: zalety, wady, szanse i zagrożenia.
By zrobić swojego osobistego SWOT-a, trzeba odpowiedzieć sobie na pytania:
• Co jest zaletą powrotu, a co jego wadą?
• Jakie czekają mnie możliwości, a jakie ograniczenia zewnętrzne?
Zaletą powrotu jest na przykład to, że będę w swoim środowisku językowym, kulturowym, towarzyskim, rodzinnym. Wadą – że czekają mnie trudności w sprawach, których już się oduczyłem, np. spowodowane różnicami w funkcjonowaniu urzędów. Zapomniałem, jak żyje się w tej rzeczywistości.
A jakie możliwości daje mi powrót?
Wracam z zagranicznym doświadczeniem, co jest dużym plusem w ubieganiu się o pracę; nauczyłem się radzić sobie w multikulturowym środowisku, a to pokazuje moją umiejętność adaptacji cenioną i potrzebną we współczesnym świecie.