![]() |
| fot. EAST NEWS |
Już od wielu tygodni słowo „kryzys” nie schodzi z pierwszych stron gazet, budząc strach za oceanem i w Europie. Okazuje się przy tym, że mieszkańcy USA i Starego Kontynentu coraz częściej myślą o tym, jak żyć oszczędniej. I nie chodzi tu o uleganie kolejnej modzie. To konieczność także i u nas, bo wątpliwości nie pozostawiają rachunki, które płacimy – wyższe z miesiąca na miesiąc. Zamiast jednak wpadać w panikę, trzeba spokojnie się zastanowić, jak dzięki prostym sposobom załatać dziurę w domowym budżecie. Zwłaszcza teraz, na początku nowego roku i już po sporych zapewne wydatkach świątecznych.
Kupujcie z głową
Gdy liczy się każdy grosz, warto częściej zaglądać do dyskontów i na pobliski targ. I zawsze pamiętać, by nie kupować wszystkiego, na co macie ochotę. Postępujcie w myśl zasady: najpierw obowiązek – potem przyjemność. Aby było łatwiej, na zakupy weźcie kartkę z listą niezbędnych artykułów. Korzyść będzie podwójna: kupicie tylko to, czego naprawdę potrzebujecie i z pewnością o niczym nie zapomnicie. Kolejna rada: bierzcie gotówkę, a nie kartę płatniczą czy kredytową – wydacie mniej pieniędzy. W supermarkecie wybierzcie koszyk, a nie duży wózek na zakupy.
Radzimy odnosić się z rezerwą do wszechobecnych „promocji”, „wyprzedaży” i „okazji”. Wyjątkowo tania bluzeczka często już po pierwszym praniu będzie nadawała się do wyrzucenia, a zimowe buty „po okazyjnej cenie” mogą nie wytrzymać nawet jednego sezonu. A to oznacza pieniądze wyrzucone w błoto. Oszczędzajcie, ale rozsądnie.
Trzeba mieć głowę na karku i umieć liczyć, bo może się na przykład okazać, że zgrzewka napoju kosztuje więcej, niż te same butelki kupowane oddzielnie. A przy okazji, czy zamiast kupować ten napój, nie zdrowiej i taniej byłoby ugotować kompot z sezonowych owoców?
Namawiamy też do zmiany przyzwyczajeń i do myślenia innymi kategoriami. Na przykład – kupujcie na sztuki. Jeśli poprosicie o cztery pomidory, a nie o kilogram, ekspedientka na ogół wybierze ładniejsze. Można też kupić pięć plasterków wędliny zamiast kilkudziesięciu dekagramów, które zostają, bo żaden z domowników nie ma już na nie ochoty.
Liczy się pomysł
Pewna anegdota opowiada o tym, jak spotykają się dwie przyjaciółki. Jedna z nich zaczyna narzekać: „Kochana, ja już nie mogę. Najgorsze jest to myślenie”. A druga na to: „Nie trzeba tak komplikować sobie życia. Ja na przykład robię kotlety mielone na tydzień, a potem je sami odgrzewamy”.
Doświadczone gospodynie znają mnóstwo sposobów, jak w kuchni oszczędzić czas i pieniądze. Jeśli na przykład ugotujecie na obiad rosół, rodzina nie musi jeść tej zupy przez trzy kolejne dni. Bulion wykorzystacie następnego dnia do przygotowania zupy pomidorowej lub czerwonego barszczu. Z ugotowanego mięsa zrobicie farsz do pierogów lub krokietów, a włoszczyzna z rosołu przyda się do sałatki jarzynowej. Świeżą zupę można też zamrozić i użyć jej wtedy, gdy akurat nie ma czasu na ugotowanie obiadu.
Oszczędzanie energii
Duża część wydatków w domowym budżecie pochłaniają opłaty za prąd i gaz. Można zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych miesięcznie, używając żarówek energooszczędnych (choć nie każdy lubi specyficzne światło, jakie dają). Jeśli macie w domu dwie taryfy energetyczne, to z takich urządzeń, jak pralka albo zmywarka, korzystajcie raczej w nocy, wówczas mniej zapłacicie za prąd.
Okazuje się, że nawet dostosowując średnicę garnka do wielkości palnika na kuchence oszczędza się energię. Jeśli gotujecie coś w małym garnku na dużym palniku, marnujecie gaz lub prąd. Z tego samego powodu warto gotować zawsze tylko tyle wody, ile potrzeba w danej chwili.
I wreszcie radykalny pomysł na ograniczenie wydatków: korzystajcie wyłącznie z komunikacji miejskiej. Rezygnacja z samochodu na co dzień daje oszczędność rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Jednak w tym przypadku należy dokładnie rozważyć wszystkie „za” i „przeciw”.







