|
|
| Zbigniew Nosowski fot. KAI |
◗ Na czym polegało nowatorstwo w podejściu Jana Pawła II do rodziny?
Analogia może być zaskakująca. Chodzi o jego stosunek do Żydów i do małżeństwa. W obu przypadkach mamy do czynienia z wielkim otwarciem, wynikającym w dużej mierze z tego, że Karol Wojtyła, a potem Jan Paweł II dobrze wiedział, o czym mówi. To różniło go od poprzednich papieży. Chociaż ani nie żył w małżeństwie, ani nie był Żydem – znał dobrze jedną i drugą rzeczywistość. Wychowywał się z kolegami Żydami w Wadowicach, grał z nimi w piłkarskiej drużynie, nawet jako bramkarz w drużynie żydowskiej. Był pierwszym papieżem od ponad tysiąclecia, dla którego Żydzi byli konkretnymi osobami, co więcej – przyjaciółmi.
Podobnie było z małżeństwem. Nie było mu dane doświadczyć wystarczająco długo obecności matki i małżeństwa jego rodziców, dlatego wiedział, czego mu brakowało. Bardzo chciał poznać życie rodzinne od strony osób świeckich. Czerpał tę wiedzę od ludzi, którym „duszpasterzował”, od studentów, od tych, z którymi wspólnie jeździł na wakacyjne wyprawy w góry, na kajaki. Wiele korzystał z doświadczenia małżeństw z tzw. Środowiska, czyli kręgu przyjaciół, który stworzył, z którymi rozmawiał o ich radościach i trudnościach. Swoją rolę odegrała również przyjaźń z Jerzym Ciesielskim, dziś kandydatem na ołtarze, i jego żoną. To była wręcz fascynacja Wojtyły ich powołaniem do małżeństwa.
A wtedy „powołanie do małżeństwa” to była wciąż w języku chrześcijańskim nowa kategoria. Wcześniej także w kulturze nie patrzono na małżeństwo przez pryzmat relacji międzyosobowych. Małżeństwo pełniło funkcje społeczne, służyło przedłużeniu gatunku, awansowi społecznemu, zapewnieniu rodzicom opieki na starość. Temu właśnie służyło małżeństwo, a nie miłości. Zatem głębokie spojrzenie Wojtyły na małżeństwo jako na powołanie, miejsce doświadczenia Boga, było dużą nowością.
◗ W 1960 roku biskup Karol Wojtyła wydał dzieło Miłość i odpowiedzialność.
To była być może w planach Opatrzności przygotowywana odpowiedź Kościoła na rewolucję obyczajową końca lat 60. Później jej autor został papieżem i mógł zaproponować nowe spojrzenie na człowieka – spojrzenie, które nazwał teologią ciała. Teraz jest ono kontynuowane przez Benedykta XVI.
Jeszcze przed rewolucją seksualną ksiądz Wojtyła zaczął w Kościele mówić o seksualności zupełnie nowym językiem. Gdy został wybrany na papieża, nawet we francuskiej lewicowej gazecie „Liberation” ukazał się artykuł Martine Storti, feministycznej pisarki, jednej z bojowniczek rewolty z 1968 roku, opatrzony tytułem „Jan Paweł II, filozof orgazmu”, komentujący wyjątki z Miłości i odpowiedzialności. Oczywiście był to tekst i polemiczny, i pochwalny. Krytykowano, że nauczanie Wojtyły utrzymane jest w duchu konserwatywnym, ale jednocześnie dostrzegano otwarte podejście papieża do aktu seksualnego.
W ówczesnej kościelnej wizji pierwszorzędnym celem małżeństwa było poczęcie i urodzenie dzieci. Mówienie przez księdza o jednoczącym i więziotwórczym charakterze aktu seksualnego było absolutnie odkrywcze. II Sobór Watykański (1962-1965) w swojej nauce o małżeństwie potwierdził język Karola Wojtyły, wiele mówiąc o przymierzu małżeńskim jako wzajemnym podtrzymywaniu więzi. Odwaga Wojtyły w mówieniu o człowieku jako istocie duchowej i cielesnej, w której te dwie sfery się przenikają, stanowiła bardzo ważne zerwanie z dualistycznym ostrym podziałem. Już jako papież pogłębił tę wizję i przedstawił ją całemu Kościołowi. Teologia ciała to już papieskie dzieło – cykl 130 katechez, które wygłaszał od 1979 do 1984 roku, wydanych pod tytułem Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Było to rozwinięcie pierwotnych intuicji z Miłości i odpowiedzialności.
◗ Co było najważniejsze w tych naukach?
Ten cykl katechez w bardzo piękny sposób pokazuje kobietę i mężczyznę jako pełny obraz Boga w ich różności i komplementarności. Jan Paweł II odwołuje się bezpośrednio „do początku”, bo w kościelnym nauczaniu głębsze myślenie o małżeństwie się zagubiło, trzeba więc było sięgnąć do źródeł, do opisu stworzenia człowieka (jako mężczyzny i kobiety) oraz do Chrystusowego spojrzenia na małżeństwo. Papież nowym językiem pokazuje istotę relacji małżeńskiej. Mówi, że powołanie do małżeństwa jest wezwaniem do naśladowania wewnętrznej miłości Boga, w której istnieją relacje między osobami Trójcy Świętej. Jest to wspólnota dawania i przyjmowania, czego najgłębiej ludzie doświadczają w wiernej i nierozerwalnej miłości małżeńskiej, we wzajemnym oddaniu, w tym w małżeńskiej wspólnocie seksualnej. Chodziło o docenienie więziotwórczej roli seksualności. Mowa ciała nie tylko wyraża miłość, ale też ją umacnia. I w związku z tym nie należy mówić o seksualności tylko w kontekście płodności – choć oczywiście Jan Paweł II mówi też bardzo wiele o tym, że seksualności nie wolno od płodności odrywać.
Papieska teologia ciała to także otwarcie na znaczenie „mowy ciała” w relacjach międzyludzkich. I tu nie chodzi już wyłącznie o seksualność. Skoro poprzez ciało wyrażamy naszego ducha, duchowe postawy, to miłość, jako postawa duchowej życzliwości, szukania dobra drugiej osoby, wyraża się również poprzez ciało. Jest to analiza dorastania do małżeństwa, przygotowywania do niego. Jan Paweł II nazwał to miłością oblubieńczą – to jedno z podstawowych pojęć teologii ciała, analizowane na podstawie biblijnej Pieśni nad pieśniami.
Papieskie katechezy były również zgłębianiem sakramentalności małżeństwa, co zresztą później zaowocowało konsekwentnym promowaniem świętości małżeńskiej i świętości w rodzinie przez Jana Pawła II w następnych latach. Dzięki temu można twierdzić, że w duchowości chrześcijańskiej nasze czasy są okresem odkrywania i pogłębiania wizji małżeństwa – tego, czym ono jest naprawdę. Można odkryć, że kiedy dwoje ludzi mówi sobie TAK przed Bogiem, Chrystus w szczególny sposób wciela się w ich więź. Duchowością małżeńską staje się wtedy przede wszystkim umacnianie małżeńskiej więzi.
◗ „Żyjemy w epoce przełomu, kiedy to para małżeńska staje się modelem świętości” – mówił Pan podczas promocji swojej najnowszej książki Parami do nieba…
W 2001 roku – na początku XXI wieku i trzeciego tysiąclecia – Jan Paweł II dokonał pierwszej w dziejach Kościoła wspólnej beatyfikacji pary małżeńskiej. Przygotowując książkę, doszukałem się w historii ponad 80 par, w których i żona, i mąż byli uznani za świętych lub błogosławionych, ale zawsze ich droga uświęcenia przebiegała poza małżeństwem albo obok niego. Obecnie natomiast mamy do czynienia z przełomowym okresem w myśleniu o duchowości chrześcijańskiej. W ciągu ostatnich 5 lat ruszyło 15 nowych procesów beatyfikacyjnych par małżeńskich!
◗ Jakie znaczenie ma ten przełom dla zwykłych współczesnych małżonków?
Jest to oficjalne potwierdzenie najwyższym autorytetem Kościoła, że małżeństwo jest drogą świętości. I to małżeństwo zwyczajne. Jan Paweł II w homilii podczas Mszy beatyfikacyjnej w 2001 roku powiedział o małżonkach Marii i Alojzym Beltrame Quattrocchi, że przeżyli swoje zwyczajne życie w nadzwyczajny sposób. Jest to wyraźne wskazanie, że świętość nie jest czymś odległym, oderwanym od życia, że nie polega na dokonywaniu rzeczy niezwykłych, lecz na codziennej wierności, w której odnajduje się nadzwyczajność, czyli wymiar relacji z Bogiem. Pozwala to uwierzyć, że para małżeńska może być szczególnym znakiem Bożej miłości.
◗ Co to znaczy, że małżonkowie swoje zwyczajne życie mają przeżywać nadzwyczajnie?
Maria Quattrocchi pisała, że świętość polega na czynieniu dobrze lub coraz lepiej tego, co przynależy do obowiązków naszego stanu. Kiedy myślę o zwyczajności życia małżeńskiego i rodzinnego, to mam na myśli wierność w codzienności. Właśnie w wierności, powtarzalności pewnych czynności, gestów, rytuałów jest ukryta wielkość i świętość małżeństwa. W podejmowaniu obowiązków, czasami przykrych, bo nudnych, tkwi wielkość. Bo miłość, jak powiedział Jean Vanier, nie polega na dokonywaniu rzeczy niezwykłych, lecz na spełnianiu spraw małych z niezwykłą czułością.
Na świętość jednak nie ma gotowego przepisu. Przecież każdy z nas jest inny. Oprócz relacji małżeńskiej mamy jeszcze inne dodatkowe powołania, np. zawodowe czy społeczne. Mamy także inne sytuacje, które niesie życie. Każda para, tak jak każdy człowiek, jest specyficzna i musi odkrywać swoje powołanie. Nie chcę dawać żadnego przepisu na święte małżeństwo. Chcę powiedzieć małżonkom: odkrywajcie przede wszystkim, że kluczową drogą powołania jest wasze małżeństwo. A co to w praktyce znaczy, to już musicie sami odnaleźć we własnym życiu.
◗ Co współczesna rodzina powinna zaczerpnąć z nauk Jana Pawła II?
W jego dążeniu do docenienia powołania małżeńskiego, a później do beatyfikacji pierwszej pary małżeńskiej chodziło wyraźnie o podkreślenie rangi tego sakramentu i uświadomienie, że fundamentem rodziny jest właśnie małżeństwo. Nie mamy przecież sakramentu rodziny, lecz sakrament małżeństwa. Jest ono przed dziećmi, z dziećmi, po dzieciach, czasem bez dzieci, czyli stanowi rzeczywistość pierwotną również w sensie religijnym, teologicznym, duchowym. Jeśli rodzina jest w kryzysie – a obecnie często tak się o niej mówi – to przede wszystkim dlatego, że małżeństwo jest w kryzysie. I nie da się przezwyciężyć kryzysu rodziny bez przezwyciężenia kryzysu małżeństwa. Najpiękniejszą rzeczą, którą rodzice są w stanie podarować swoim dzieciom, jest ich wzajemna wspólna miłość małżeńska.
Jest to szczególnie ważne teraz, gdy wydłuża się wiek życia. Już nie jest tak, że wkrótce po odchowaniu dzieci małżonkowie umierają. Współcześnie otwiera się przed nimi nowy okres życia, które może być bardzo intensywnie wypełnione miłością. I święte.
Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny miesięcznika „Więź”, dyrektor programowy Laboratorium „Więzi”. Żonaty, ma dwie córki.