![]() |
| Tomasz Zubilewicz z dziećmi Martą i Łukaszem fot.SŁAWOMIR DYNEK/COGITOMEDIA |
Spotykamy się na łące w podwarszawskich Pęcicach. Tomasz Zubilewicz często przychodzi tu na spacer z rodziną i psem Howardem. Od dwóch lat mieszkają we własnym domku w pobliskim Pruszkowie. Tym razem na rozmowę z nami przyjeżdżają samochodem. We trójkę – Tomasz z dziećmi,18-letnią Martą i 14-letnim Łukaszem. Pani Violetta musiała zostać w domu.
Jest jeszcze jeden pasażer, w bagażniku… Tomasz Zubilewicz powoli otwiera tylne drzwi. Najpierw wyłaniają się jasne łapy, potem śliczny łeb z ciekawskimi oczami. Ukazuje się duży, silny pies rasy Hovawart. „Dopóki mieszkaliśmy w Warszawie, w bloku, nie mogliśmy mieć psa. Ale rodzice obiecali, że jak się przeprowadzimy do domku, to będzie” – wspomina Marta.
Howard przebiera w miejscu łapami. „Spokojnie, Howard, czekaj grzecznie” – mówi cierpliwie Tomasz. Jeszcze tylko smycz, gumowa piłka i idziemy na spacer.
Pan od pogody i niepogody
Tomasz Zubilewicz jest znanym prezenterem w telewizji TVN. Czasami sława dogania i jego, i całą rodzinę na ulicy. Ludzie życzliwie pytają: „Jaka pogoda?”. „Tata odpowiada wtedy: «Jest pogodnie lub dość pogodnie». Albo: «Zależy gdzie i o której godzinie». Nam to nie przeszkadza. Nigdy nie było sytuacji przykrych” – opowiadają Marta i Łukasz.
Wydawać by się mogło, że jak na prezentera pogody przystało, korzysta ze swojej wiedzy i spaceruje tylko przy pięknym słońcu. Nic bardziej mylnego. Śnieg, deszcz, słońce, wiatr ciepły czy zimny – dla Tomasza każda pogoda jest dobra na spacer. Choć akurat teraz się cieszymy, że trafiliśmy na słońce i błękitne niebo.
Spacerujemy, Howard gania za piłką. Czasami gubi ją w gęstej wysokiej trawie. Wtedy cała trójka udaje się na poszukiwania. Gdy piłka się odnajduje, wracamy do rozmowy. Zupełnie tak, jakbyśmy jej nie przerywali.
Krok po kroku – do ślubu
Tomasz i Violetta znają się od 1970 roku. Mieszkali przy jednym podwórku na warszawskiej Ochocie, ale bliżej poznali się w 1983 roku. „To było 25 marca. Pamiętam dokładnie! Wtedy zwróciłem na nią uwagę, choć tyle lat się znaliśmy… Oczy mi się otworzyły – wspomina Tomasz. – Viola miała i nadal ma wiele cech, które kobiety powinny posiadać. A dziś kobiety są coraz bardziej męskie” – dodaje.
Byli razem we wspólnocie Ruchu Światło-Życie, mieli wiele tematów do rozmów. Cztery lata później Tomasz poprosił swoją wybrankę o rękę. Ślub był jednym z najważniejszych dni w ich życiu. Potem przyszły na świat dzieci. Najpierw Marta, potem Łukasz. Po urodzeniu syna Violetta zerwała swoje zawodowe więzi informatyczne z komputerem i od tej pory zajmuje się domem, a Tomasz pracuje. Z wykształcenia jest geografem i tego przedmiotu uczył w szkole. Dorabiał też jako malarz i murarz. „Razem zdecydowaliśmy, że dopóki mogę utrzymać rodzinę, będzie lepiej dla dzieci, jeśli Viola zostanie w domu. Jako programistka doskonale porusza się w naszej domowej i familijnej rzeczywistości” – tłumaczy Tomasz.
![]() |
| fot. SŁAWOMIR DYNEK/COGITOMEDIA |
Bez Mamy nie da rady
Kobieta w domu, mężczyzna w pracy to model rodziny ostatnio krytykowany. Pojawiają się próby udowadniania, że to złe rozwiązanie. Ale nie u Zubilewiczów. Marta i Łukasz nie wyobrażają sobie, żeby mama miała pracować poza domem. „To by nam nie pasowało. Zawsze możemy do niej zadzwonić, gdy czegoś potrzebujemy. Może coś załatwić, poradzić. Dom jest posprzątany, obiad ugotowany. Mama zawsze jest pod ręką i na nas czeka” – stwierdzają zgodnie. „Pyta, co w szkole. Wszystko dla nas przygotowuje najlepiej jak może, byśmy byli szczęśliwi. Wszystko ogarnia” – mówi Łukasz. „Czuję, że mama jest zawsze blisko” – dodaje Marta. A Tomasz komentuje: „Czasami narzekają na mamę, że każe im zakładać czapki i rękawiczki, ale gdy Viola jedzie do Warszawy, to od razu im jej brakuje”.
On, jak to dziennikarz, ciągle jest zapracowany, często wyjeżdża. Dzięki takiemu podziałowi obowiązków dzieci mają poczucie bezpieczeństwa. Zawsze ktoś jest w domu, wesprze, pomoże i… przypilnuje odrobionych lekcji. Chociaż mama jest dużo łagodniejsza niż tata. Marta i Łukasz doskonale to wyczuwają i czasami z tego korzystają. Jak wszystkie dzieci na świecie. Ze śmiechem ujawniają nam kilka swoich tajemnic. „Czasem uciekam przed tatą do mamy. Jak chcę gdzieś wyjść, pytam mamę. Ona zawsze pozwoli, tylko najpierw muszę odrobić lekcje. A tata zaraz chce przepytywać i wszystko się przeciąga” – zdradza Łukasz. Marta dodaje: „Tacie bardzo zależy na naszej nauce. Gdy źle się czuję i nie chcę iść do szkoły, boję się powiedzieć tacie, bo on najpierw powie, że udaję. A mama wszystko zrozumie. Nawet wagary ustalamy z mamą. Oczywiście nie za często, tylko gdy jesteśmy naprawdę zmęczeni…”.
Oboje wystawiają krótką, treściwą charakterystykę swoich rodziców: „Mama jest ciepła, radosna, bardzo się angażuje w sprawy rodzinne, domowe. Codziennie robi obiady. A tata – nie robi obiadów… Ale też jest radosny, tylko jeśli chodzi o szkołę, to trochę mniej, bo nie jesteśmy prymusami”.
Razem jest dobrze
Spędzać ze sobą za dużo czasu – to nie najlepszy pomysł, za mało – jeszcze gorszy. Wielką sztuką jest znalezienie złotego środka. „Ile czasu spędzacie razem?” – pytamy. „Najczęściej spotykamy się przy obiedzie albo przy śniadaniu. I to w weekendy, bo w tygodniu w ogóle nie ma na to czasu” – mówi Marta. Wspólne posiłki i spacery to tylko część rodzinnego rytuału.
Choć zwykle młodzi wyprawiają na osiemnaste urodziny huczne zabawy, na które z reguły rodzice nie mają wstępu, u nich było inaczej. Osiemnastkę Marty spędzili razem na nartach. „Dla nas miało to duże znaczenie. Później Marta pojechała sobie nad morze” – mówi Tomasz. Marta nie ukrywa, że czasami dobrze jest odpocząć od rodziców. Najlepszą laurkę rodzinnym wyjazdom wystawia Łukasz. „Nie przeszkadza mi, że wyjeżdżam z rodzicami, bo wiem, że będę się dobrze bawił – twierdzi. – Rok temu byliśmy na nartach w Austrii. Spędziliśmy ze sobą dwa tygodnie. Lubimy narty, choć mama nie jeździ, bo ma kłopoty ze zdrowiem”. A Marta wspomina: „Czasami chłopcy jeździli na nartach, a my, dziewczyny, chodziłyśmy na spacery. Z Howardem”. Zresztą sport i aktywne, niekoniecznie sportowe spędzanie czasu to w ich rodzinie codzienność. Marta interesuje się muzyką chrześcijańską, jazzem, śpiewa w chórze gospel. Łukasz jeździ na rowerze i gra w piłkę, ale największym fanem piłki nożnej jest Tomasz.
![]() |
| fot. SŁAWOMIR DYNEK/COGITOMEDIA |
Biegnij Tomasz, biegnij!
Tomasz Zubilewicz, jak przystało na gwiazdę TVN-u, gra w reprezentacji piłki nożnej tej stacji. Rano w dniu naszej rozmowy spotkaliśmy go na meczu treningowym. Grał w obronie, na prawym skrzydle. Gola nie strzelił, ale kilka razy ocalił swoją drużynę przed utratą bramki.
Na chwilę, zdyszany, podbiegł do bocznej linii boiska. „Cześć, cześć. Przepraszam was, muszę lecieć” – wysapał na przywitanie. I już wypatrzył kolegę z piłką. „Biegnij, biegnij, nie daj się!” – krzyczał do popularnego satyryka Tomasza Jachimka, z którym akurat grał w jednym zespole. Ale ten trening to nie był kabaret. Wszystko na poważnie – prawdziwy pot, prawdziwa radość z goli, prawdziwe zmęczenie, mocne słowa, ostre starcia. Po jednym z nich Tomasz wykonał przewrotkę na murawie, która dla niewysportowanego mężczyzny skończyłaby się wizytą u rehabilitanta. A Tomasz wstał i grał dalej.
Niezwykłe rodzeństwo?Kiedy Marta i Łukasz wysiedli z samochodu, od razu można było dostrzec różnice w ich charakterach. Ona wygląda na pewną siebie. Uśmiechnięta, rozmowna. Włosy skręcone w dredy i przewiązane barwną chustą. Ubranie też wesołe. Te kolory świadczą o charakterze i temperamencie. Kiedyś nauczycielka zwróciła jej uwagę na zbyt kolorowy, afrykański w stylu strój. I usłyszała odpowiedź: „A jak moje koleżanki przychodzą w szpilach, w obcisłych spodniach, z gołymi pępkami – to pani nie przeszkadza?”.
Łukasz zerkał na nas nieśmiało. Musiało upłynęło trochę czasu, by się rozruszał. Ale pewnie nie jest aż tak spokojny, jak się wydaje. Gęste czarne włosy układają się w niesforną, trochę zawadiacką czuprynę. Ubranie bardziej stonowane niż u siostry. Wyglądają jednak na zgodne rodzeństwo. Podczas rozmowy trzymają się blisko siebie. Razem bawią się z psem, razem szukają piłki, gdy znika w trawie.
„Zdarzają wam się rodzinne bójki? Takie zwykłe, jak to czasami między bratem a siostrą?” – pytamy z nadzieją na lekką rysę w tym idyllicznym obrazku. „Nie, nigdy!” – odpowiadają zgodnie. „Wszyscy nas o to pytają i nikt nie może uwierzyć” – mówią. „A kłócicie się?” – dopytujemy. „Czasami, ale niezbyt często” – stwierdzają.
Optymistyczna wiara
Tomasz jest zawsze uśmiechnięty, nawet gdy w telewizji zapowiada deszcz – takiego przynajmniej znają go miliony widzów. Ale on niczego nie udaje, naprawdę jest optymistą. „Jeśli my, chrześcijanie, wiemy, że coś jest po drugiej stronie i że życie ma sens, to tak na dobrą sprawę, czym mamy się martwić?” – pyta. I od razu nam i sobie odpowiada: „Jako ludzie wierzący mamy odkryty sens życia. Wiarę pojąłem w grudniu 1978 roku, na rekolekcjach ewangelizacyjnych w mojej parafii. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z ruchem oazowym. Przez następne lata utwierdzałem się w tym, że nie jesteśmy sami, że mamy tutaj opiekę” – wspomina.
Kościół jest kolejnym miejscem, gdzie spędzają czas całą rodziną. „Nikt nas nie zmusza, żebyśmy chodzili do kościoła. Kiedy mieszkaliśmy w Warszawie, uczestniczyłam w Ruchu Światło-Życie” – mówi Marta. Zdarzało się, że to ona przejmowała inicjatywę i „wyciągała” całą rodzinę do kościoła. Łukasz stara się chodzić regularnie, zawsze w niedzielę. „Przed przeprowadzką do Pruszkowa byłem ministrantem, na msze chodziłem także w tygodniu” – mówi.
Mimo że Marta i Łukasz wyglądają na pogodnych, tata lubi zarażać ich optymizmem. Czasem w prosty sposób. „Uśmiechnij się, Łukasz, życie jest piękne” – mówi ni z tego, ni z owego i radośnie obejmuje syna. Marta patrzy na nich i krótko potwierdza: „Życie jest piękne, Marta! Życie jest piękne! Nasz tata ciągle nam to powtarza”. Co nie znaczy, że życie składa się z samych przyjemności, że nie ma kłopotów, smutnych chwil. Tomasz po prostu pamięta o finale, w który wierzy każdy chrześcijanin.
![]() |
| Tomasz Zubilewicz jest szefem redakcji pogody i popularnym prezenterem pogody w telewizji TVN. fot. REPORTER |
Błądzić – ludzka rzecz
Tomasz przypomina prawdę oczywistą, uważając, że warto ją powtarzać: „Życie nie jest proste i przynosi wiele kłopotów i niespodzianek. Z drugiej strony, życie jest ciekawe”. I dodaje: „Łatwiej się żyje ze świadomością, że wszystko podąża ku dobremu. Kryzys czy zła chwila się kończą i trzeba to naprawić. Pewnie, że nie wrócimy do przeszłości, nie zmienimy tego, co było 3 minuty czy 4 lata temu. Ale następnym razem wiemy, jak się zachować, żeby naprawić błędy i nie robić ich ponownie”.
Tomasz nie ukrywa, że popełnia błędy, że niektórych rzeczy żałuje. „Są na przykłąd takie sytuacje z dzieciństwa, zachowania wobec mamy czy teraz wobec dzieci albo żony. Zwyczajne ludzkie sprawy. Staram się żyć zgodnie z sumieniem. Nie zawsze się spisuję tak, jak bym chciał. Czasami powiem coś, co dla mnie jest żartem, a dla kogoś okazuje się przykre” – przyznaje Tomasz.
Jednak bilans życia Violetty i Tomasza jest dodatni. „Wiele osiągnęliśmy wyłącznie naszą własną pracą. Mamy domek, auto. No i nasze dzieci mają zapewnioną przyszłość. Nie narzekam, uważam, że jest fajnie. A co się nie udało? Żałuję, że nie spotkałem się z Janem Pawłem II. Widziałem go parę razy bardzo blisko, słyszałem jego głos bezpośrednio, ale nigdy nie było mi dane podejść i powiedzieć choćby zdania od siebie”.
Byście porządni byli…
Violetta i Tomasz inwestują w dzieci. I nie chodzi tylko o pieniądze. Inwestują również we wspólny czas. To dopiero składa się na całość. „Żeby Łukasz lepiej nauczył się angielskiego, żeby Marta mogła się kształcić muzycznie. Żeby dzieci miały godne życie. Bardzo się cieszę, że udało nam się stworzyć z Violą takie silne więzi” – mówi Tomasz, który dzięki rodzinie ma w życiu chyba wszystko. Jeżeli czegoś mu brakuje, to czasu. „Sami widzicie. Na przykład dzisiaj – rano trening, teraz spotkanie z wami, wieczorem jedziemy razem do kościoła” – wylicza. Mimo wszystko prawie cały dzień spędzą razem.
„Spieracie się o wychowanie dzieci?” – pytamy. „No tak… są różne opcje. Każde z nas inaczej patrzy na rzeczywistość. Trzeba znaleźć kompromis. Czas pokazuje, czy to było słuszne. Mam wrażenie, że większych porażek na razie nie było. Marta i Łukasz są już w wieku, w którym doskonale dostrzega się cele rodziców”.
Pytamy też dzieci, jakie są wymagania rodziców w stosunku do nich. Łukasz odpowiada jak zwykle krótko i zwięźle: „Oceny…”. Marta mówi: „W stosunku do mnie rodzice zmienili wymagania. Kiedyś chcieli, żebym jak najlepiej się uczyła. A teraz – gdy zauważyli, jakie mam pasje i że najbardziej zależy mi na muzyce – trochę odpuścili”. Dzisiaj tata wspiera ją, by zdała na wymarzone studia, na kierunek wokalny. „A poza nauką mają wobec was jakieś inne wymagania?”. Odpowiadają zgodnie: „No tak! Żebyśmy byli porządnymi, dobrymi i uczciwymi ludźmi”.
Życiowy sukces
Powoli kończy się wspólny spacer. Tomasz w ogóle się nie zastanawia nad odpowiedzią na pytanie, czym jest dla niego rodzina. „Wszystkim! Bez rodziny bym się nie spełniał”. A gdy pytamy: „A wasz, Violetty i Twój, największy sukces?”, też nie waha się ani chwili: „Dzieci!”.










