![]() |
| Święcenie wody pełne symboliki: płoną trzy świece, krzyż zanurza się trzy razy. fot.ANNA OLEJ-KOBUS, KRZYSZTOF KOBUS – TRAVELPHOTO |
Na początek małe zamieszanie z kalendarzem. W Kościele prawosławnym święto Jordanu obchodzone jest 19 stycznia, lecz w maleńkiej wiosce Kostomłoty, która żyje w rytmie kalendarza gregoriańskiego, wypada ono 6 stycznia. Dzięki temu można uczestniczyć w tym święcie w obu tych miejscach, poznając bliżej polską wielokulturowość.
Kostomłoty to jedyna w naszym kraju parafia neounicka, gdzie wyznaje się wiarę w obrządku biznatyjsko-słowiańskim. Oznacza to, iż odprawiana jest tu liturgia cerkiewna, a jednocześnie uznawany jest prymat papieża. Tutaj także święto Jordanu ma szczególnie uroczysty charakter.
Poświęcenie wody
Obchody święta rozpoczyna uroczysta liturgia, po której odprawiane jest wieczorne nabożeństwo, tzw. wieczernia. Podczas niego w świątyni następuje pierwsze Wielkie Poświęcenie Wody (Wielkaja Agiasma), będące pamiątką chrztu katechumenów, a po nim tradycyjne odwiedziny kapłana w domach. Jednak najbardziej widowiskowy moment święta przypada następnego dnia rano, podczas uroczystości upamiętniającej chrzest Chrystusa. Spod cerkwi dostojnie wyrusza procesja. Poważnie patrzą ze złotych feretronów Madonny, mały Jezus w świetlistej aureoli podniesioną dłonią błogosławi świat. Płyną słowa starosłowiańskiej pieśni: „Na jordańskich falach czystych/przywitał Chrystusa Jan/Światłem promieni srebrzystych/błysnął w górze tęczy łan”. Refren podchwytują wszyscy, śpiewając z całej siły, by głos doleciał wysoko, aż do nieba: „Hraj pisnju Jordane, radujsia Iwanie”.
Kto przyjedzie tu z dziećmi, ma niepowtarzalną okazję pokazania im bogactwa odcieni chrześcijaństwa, a także możliwość spotkania ze skomplikowaną polską historią oraz piękną tradycją. Przy studni zbiera się cała wioska. Poszliby także nad rzekę, by – jak każe tradycja – modlić się nad wykutym w lodzie krzyżem. Lecz niewielu tu już młodych ludzi, a do rzeki daleko. Dziś zatem nabożeństwo odprawią obok starej studni z pochylonym nad nią równie sędziwym żurawiem. Wszytko tu takie swojskie, domowe: obok ozdobionej dywanikami studni, na stołeczku przykrytym serwetką postawiono wiadro. Płoną nad nim trzy świeczki, widomy znak Trójcy Świętej. Ksiądz Roman Piętka, proboszcz tej parafii od 1969 roku (obecnie na emeryturze), odmawia modlitwy, po czym następuje najważniejszy moment: chrzest wody w wiadrze. Najpierw w wodzie trzykrotnie wykonany jest znak krzyża świecą, potem oddechem, dłonią, wreszcie poprzez zanurzenie krzyża. Teraz wyciągają się ku wiadru dłonie z kubkami i słoikami, by napić się i zabrać ze sobą tę niezwykłą wodę.
Święty Mikołaj z Drohiczyna
Położony nad Bugiem Drohiczyn to senne, kresowe miasteczko, które można obejść w pół godziny. No, może trochę dłużej, gdyby zajść do każdego kościoła, a po czasach dawnej świetności pozostało ich tu kilka. Zwiedzanie miasta warto zacząć od okazałego XVII-wiecznego kościoła Franciszkanów. Zachwyca on bogactwem barokowego wnętrza z trzema ołtarzami z różowego marmuru. Jednak najbardziej urokliwym zabytkiem Drohiczyna jest wznoszący się na wzgórzu kościół bernardynek. Jego rokokowa, harmonijna fasada zasłużenie uważana jest za jedną z najpiękniejszych w Polsce.
Przy rynku zachowała się także murowana cerkiew prawosławna św. Mikołaja – jedyna ocalona z pięciu tutejszych cerkwi. Warto wejść do środka, by obejrzeć pełen wschodniego piękna ikonostas z siedemnastowieczną ikoną Zesłania Ducha Świętego. Odwiedziny tego miejsca są świetną okazją, aby wytłumaczyć dzieciom historię prawdziwego św. Mikołaja, biskupa znanego z wielkiego serca i radości, jaką widział w pomaganiu drugiemu człowiekowi.
Kąpiel jordańska
Już od początku stycznia wierni z niepokojem patrzą na termometry i płynący w dole miasta Bug. Zamarznie czy też nie? Łagodne zimy w ostatnich czasach nie pozwalały, by liturgia odbywała się na lodzie, dlatego nad wodą budowano pomost. Lecz tego roku Bóg pobłogosławił srogą zimą, taką, jakie tu niegdyś bywały. Dzieci od rana biegają podekscytowane, bo dla nich nabożeństwo na lodzie jest ogromnym przeżyciem. Mamy zaś głowią się, czym ochronić nogi swoich pociech przed zamoczeniem.
Po liturgii w cerkwi św. Mikołaja procesja wyrusza nad Bug. Na rzece czeka już polowy ołtarzyk, ustawiony nad krzyżem wykutym w lodzie. Gdy wszyscy zgromadzą się przy nim, spod lodu, niczym ze źródła, powoli wypływa woda. Im dłużej trwa liturgia, tym więcej jej dookoła, jednak nie przerywa to modlitwy. Po godzinnym nabożeństwie ksiądz rozpoczyna chrzest wody, trzykrotnie zanurzając krzyż w przerębli. W tym samym momencie dzieci wypuszczają w niebo gołębie. Symbolizują one Ducha Świętego, nawiązując do opisu chrztu Chrystusa z Ewangelii: „Zaraz po chrzcie Jezus wyszedł z wody. Wtedy otworzyło Mu się niebo i zobaczył Ducha Bożego, który zstępował na Niego jakby gołębica” (Ewangelia wg św. Mateusza, rozdział 3, werset 16). W wodzie umiera to, co stare i grzeszne, aby narodziło się to, co nowe i czyste. Tego dnia Bóg błogosławi wody całego świata – piszą wschodni teologowie. Nad głowami obecnych widnieje ikona Chrztu Pańskiego: półnagi Chrystus zanurza się w rwących falach Jordanu. W trzaskający mróz scena z odległej Ziemi Obiecanej tylko największych śmiałków zachęca do „kąpieli jordańskiej”, jak nazywa się ją na Ukrainie, gdzie obyczaj ten jest praktykowany do dziś. Tutaj nikt się nie kąpie, lecz gdy liturgia dobiega końca, wierni, nie zważając na uginający się lód, nabierają wody w butelki i słoiki, by zabrać ją ze sobą. Z wolna procesja powraca do Drohiczyna, nad Bugiem zaś pozostaje tylko wykuty w lodzie krzyż, który widoczny będzie aż do pierwszej odwilży.







