|
|
| fot. archiwum prywatne |
Fundacja Orange zorganizowała dla studentów Akademii Sztuk Pięknych konkurs na projekt plastyczny zagospodarowania szpitalnej świetlicy. W konkursie zwyciężył pomysł Mai Kaczyńskiej, która wymyśliła kartonowe szablony – bajkowe stwory, tajemnicze zamki i wiele innych, pobudzających wyobraźnię kształtów. Gotowe szablony można wykorzystać w dowolny sposób i w dowolnej konfiguracji.
Instrukcja przygotowania Bajkowego Kącika jest prosta. Najpierw trzeba pomalować ściany na kolorowo. Gdy wyschną, można odrysować szablony i zapełnić puste miejsca farbą. Pozostaje jeszcze wstawić do świetlicy barwne meble i poukładać na półkach zabawki, książki i gry. A kiedy pojawiają się dzieci, Bajkowy Kącik ożywa.
Dziecięce uśmiechy
Pierwszy Bajkowy Kącik powstał w Szpitalu Dziecięcym im. prof. Bogdanowicza przy ulicy Niekłańskiej w Warszawie. Na oddziale pediatrycznym leczy się tu w ciągu roku ponad 2000 pacjentów. „Dzieci mniej boją się szpitala, kiedy panuje w nim przyjazna atmosfera – mówi dr Małgorzata Zbroszczyk-Szczepaniak, ordynator oddziału pediatrycznego. – Dobry wpływ na chore dzieci ma obecność bliskich osób. Potrzebne jest też dobrze zaaranżowane miejsce, w którym dzieci mogą się bawić. Taką funkcję na naszym oddziale pełni Bajkowy Kącik”.
W grupie wolontariuszy, remontujących świetlicę przy Niekłańskiej, była Renata Godzińska (na zdjęciu powyżej, z pędzlem w ręku). Najpierw odebrała e-mail od Izabeli Kręgiel, koordynatorki projektu Bajkowe Kąciki. List zachęcał pracowników Telekomunikacji Polskiej do pomocy w remoncie szpitalnej świetlicy. Pani Renata od 3 lat współpracuje z Fundacją Orange. Uczestniczyła m.in. w projekcie Zostań Mikołajem, dzięki któremu chore dzieci w szpitalu otrzymały prezenty na mikołajki.
W ciągu trzech dni spędzonych na Niekłańskiej wolontariusze pracowali naprawdę solidnie. Ale znaleźli też czas, by porozmawiać i pożartować. Zaprzyjaźnili się również z małymi pacjentami: „Dzieci cały czas nam towarzyszyły. Gdy już skończyliśmy remont, wchodziły do świetlicy i od razu chciały się w niej bawić. To najlepsza motywacja dla wolontariuszy” – opowiada pani Renata.
Podzielić się czasem
Zanim wolontariusze pojawili się w świetlicy Kliniki Pediatrii w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym przy ulicy Działdowskiej w Warszawie, trzeba było wszystko zaplanować. Policzyć puszki farby, wałki do malowania, pędzle… Później wypełnić formularz dla fundacji i uzyskać pisemną zgodę szpitala na remont. Jarosław Salamon przeczytał e-mail od Izabeli Kręgiel i pocztą elektroniczną rozesłał pytanie do znajomych lekarzy, czy w ich szpitalach nie jest potrzebny remont świetlicy dla dzieci. Po bardzo długiej ciszy nadeszła odpowiedź z Działdowskiej. I tak pan Jarek został liderem.
Remont świetlicy okazał się jeszcze większym wyzwaniem. W sobotę prace trwały tam od godziny 8 do 21. Tego dnia Jarosław nie mógł spędzić z rodziną: żoną, pięcioletnim synem Mikołajem i córkami – trzyletnią Mają i roczną Małgosią. Może jednak ze spokojem powiedzieć: „Wiedzieliśmy, że robimy coś dobrego i dzieci w szpitalu będą zadowolone z nowej świetlicy”. A mali pacjenci próbowali oczywiście pomagać przy malowaniu. Lekarstwem na nadmiar dziecięcego zapału okazał się prowizoryczny warsztat malarski przed świetlicą: kawałek starej wykładziny, trochę farb i pędzli. Remont na Działdowskiej był wolontariackim chrztem pana Jarosława. Teraz planuje stworzenie kolejnego Bajkowego Kącika.
Dzieci czekają na kolory
W akcji Motylkowe Szpitale w 2001 roku Maciej Kot pomalował w szpitalu na Niekłańskiej pierwszy kolorowy oddział. „Jesteśmy szpitalem otwartym na pomysły, które mogą ucieszyć dzieci – mówi Ewa Gadomska, naczelna pielęgniarka w Szpitalu Dziecięcym im. prof. Bogdanowicza. – Nie mamy pieniędzy na remonty i jesteśmy bardzo szczęśliwi, kiedy ktoś zgłasza się do nas, proponując pomoc”.
Akcja malowania szpitala trwa już kilka lat, jednak pozostały jeszcze pomieszczenia z szarymi, smutnymi ścianami. Kolorów brakuje też w innych szpitalach dziecięcych w Polsce. Dlatego tak ważna jest współpraca między różnymi organizacjami, by jak najwięcej chorych dzieci mogło się bawić w barwnych świetlicach i choć na chwilę zapomnieć o chorobie.







