![]() |
| fot. ©2009 JUPITERIMAGES CORPORATION |
![]() |
| fot. ©2009 JUPITERIMAGES CORPORATION |
Zaczyna się niewinnie, od pozornie małych nieporozumień. Gdyby były to naprawdę tylko nieporozumienia, bombę łatwo można by rozbroić. Często jednak kryje się za nimi coś więcej. Te drobne spięcia są jak „incydenty graniczne”, za którymi stoją już wielkie arsenały: ogromne napięcie po obu stronach, niewygasłe żale, niewypowiedziane i niespełnione oczekiwania, bolesne zawody oraz nieujawniona agresja. W tej sytuacji wystarczy iskra, by przemoc wybuchła i by trudno ją było powstrzymać.
Słowa i czyny, które ranią
Alicja Krata, zajmująca się mediacją między skonfliktowanymi małżonkami, daje przykład początku takiego konfliktu: „Wracam do domu zmęczona, w pracy coś mi nie poszło, źle się czuję i widzę, że mąż leży przed telewizorem. Pierwszą moją reakcją emocjonalną będą słowa: «No tak, znowu wylegujesz się przed telewizorem, a w domu nic nie zrobione. Mam cię dosyć!». On poczuje się zaskoczony, rozżalony, poirytowany. Wybuchnie, atakując mnie, albo wycofa się i nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Jedna i druga reakcja wywoła moją dalszą irytację”. Wtedy łatwo o słowa, które ranią, dotykają godności, deprecjonują wartość człowieka. W takim „porwaniu emocjonalnym” robimy to, czego potem żałujemy. Z powodu braku świadomości, co się z nami naprawdę dzieje, następuje przerzucanie na drugiego człowieka odpowiedzialności za to, że czujemy się niekomfortowo, zaczyna się nierównowaga między żoną i mężem, wykorzystywanie przewagi, agresja.
Rękoczyny, rzucanie przedmiotami, a także obelgi to tylko najprostsze, a przy tym najbardziej „widowiskowe” przejawy konfliktu między małżonkami. Mniej widoczne, choć nie mniej bolesne są starcia psychiczne, przemoc bezsłowna, bez siniaków na ciele. Małżonkowie potrafią znęcać się nad sobą latami. I choć mówiąc o przemocy małżeńskiej, najczęściej ma się na myśli męża jako sprawcę i żonę jako ofiarę, sytuacja odwrotna wcale nie jest rzadkością. Zdarza się, że – mówiąc obrazowo – „żona bija męża”.
Gasnąca fala
Na to wszystko patrzą dzieci i inni członkowie rodziny, jeśli mieszkają razem. Stają się mimowolnymi uczestnikami i ofiarami fali przemocy, bywa, że nieuświadomionej. Najbardziej zaskakującym wnioskiem z obserwacji takich konfliktów, jaki formułują psycholodzy, jest opinia, iż przemoc wewnątrzrodzinna, pomijając przypadki patologiczne, jest skutkiem nieumiejętności wyrażania i ujawniania przed współmałżonkiem prawdziwych emocji i oczekiwań, a także reagowania na nie, jeśli już się pojawią.
Pocieszające jest to, że – jak pokazują prowadzone regularnie od lat badania CBOS – poziom przemocy wewnątrzrodzinnej w Polsce systematycznie się obniża. Obecnie 6 procent badanych ujawnia, że spotkało się z przejawami agresji w rodzinie. Wynik badań niekoniecznie odzwierciedla prawdziwy rozmiar dramatu, przemoc psychiczna bowiem w ogóle trudno poddaje się obserwacji, a jej ofiary zwykle nie uważają jej za agresję.
Być może jednak ta poprawa wynika z faktu, że coraz lepsza jest także wiedza Polaków na temat tego, jak się zachowywać w sytuacjach kryzysowych i jak rozwiewać zbierające się nad związkiem małżeńskim czarne chmury. Dlatego nigdy za wiele mówienia i pisania na ten temat.