Według ogólnej definicji, audiobooki to nagrania zawierające teksty książek odczytane przez lektora, aktora bądź przez samego autora. Powstały z myślą o niewidomych, ale obecnie mają swoich zagorzałych fanów w najróżniejszych środowiskach.
|
|
| fot. FORUM |
Literatura na iPodzie
Jak podaje Stowarzyszenie Wydawców Amerykańskich, American Association of Publishers, w ubiegłym roku rynek audiobooków osiągnął w USA rekordową wartość niemal 900 milionów dolarów. Książki do słuchania można tam kupić już nie tylko w księgarniach, ale i na stacjach benzynowych czy w restauracjach. O ich popularności świadczy też fakt, że premierze znaczącego tytułu towarzyszy premiera audiobooka. Podobnie jest i na zachodzie Europy. Ta moda wkracza również do Polski, czego najlepszym dowodem jest otwarcie internetowego sklepu Audioteka.pl, powstałego na wzór zachodniego Audible.com. Audiobooki można tam kupować w postaci plików MP3. Firma umożliwia ich pobranie, a potem odtwarzanie w komputerze, komórce albo odtwarzaczu samochodowym (z płyty CD lub pamięci flash). Jednak prawdziwą gratką jest przede wszystkim możliwość zgrania książek MP3 na iPoda. To dzięki temu kultowemu gadżetowi miliony ludzi słuchają dziś nie tylko muzyki, ale i literatury.
Gdzie ich słuchać?
Audiobooki mogą nam towarzyszyć niemal wszędzie: w autobusie, pociągu, metrze, w czasie codziennych spacerów z psem albo podczas takich zwykłych domowych czynności, jak pranie, sprzątanie czy gotowanie. Audiobooków – jak twierdzą ich entuzjaści – świetnie słucha się na siłowni lub podczas joggingu. Są także znakomitym rozwiązaniem zarówno dla osób uczących się, jak i dla menedżerów cierpiących na ciągły brak czasu. Ponadto dla tych (a jest to całkiem spora grupa), którzy odwykli od nawyku czytania bądź nie potrafią skupić się na słowie pisanym albo po prostu wolą słuchać niż czytać.
KsiążkI szkodliwe?
Od pewnego czasu wśród ludzi kultury i publicystów trwa dyskusja nad tym, czy audiobooki mają zgubny wpływ na nawyk czytania. Są nawet tacy, którzy uważają, że rozpowszechnianie „gadających książek” to zbrodnia na słowie pisanym. Ale czy te lamenty nie brzmią trochę sztucznie? Bo w końcu, gdzie jest powiedziane, że lektura wydrukowanej powieści jest więcej warta niż wysłuchanie jej wersji dźwiękowej? Czy najważniejszy nie jest sam kontakt z literaturą, a forma – to już sprawa drugorzędna? A książki i tak nie znikną. Może tylko przestaną ukazywać się w papierowej postaci. Cóż, postęp jest nieunikniony.







