Palcem po mapie
„Był osobą energiczną i budzącą szacunek. Postacią wręcz charyzmatyczną – opowiada wnuk Arkady. – Z jednej strony był człowiekiem tajemniczym, odkrywcą, który zwiedził pół świata, a z drugiej – kimś bliskim i otwartym. Utkwiły mi w głowie jego opowieści snute podczas częstych spotkań rodzinnych. Dziadek lubił, gdy całą rodziną siadaliśmy do stołu. Babcia Maria przygotowywała pyszne «włoskie» obiady, a rozmowy ciągnęły się do późnych godzin. Mnie, moją siostrę i kuzynów traktował bardziej jako partnerów niż dzieci. Imponowało nam to”.
Doskonale pamięta z dzieciństwa wspólne wypady rodzinne nad Wartę na Łęgi Rogalińskie w okolicy Puszczykowa. To było jedno z ulubionych miejsc dziadka, w którym ten często bywał ze swoim ojcem, Antonim Fiedlerem, znanym poznańskim poligrafem i wydawcą.
Innym wyraźnym wspomnieniem z dzieciństwa Arkadego jest pracownia dziadka przy placu Wolności w Poznaniu, w której podróżnik spędzał wiele czasu, tworząc kolejne książki. Arkady często bywał tam z rodzicami. „Pracownia mieściła się w starej kamienicy. Do małego mieszkania na poddaszu wdrapywaliśmy się po stromych schodach. Przekraczając próg, trafialiśmy do innego świata. To miejsce pachniało dla mnie dalekimi lądami. Zalegały je książki, pod sufitem wisiały kokosy, na ścianach afrykańskie maski, a na podłodze stało wielkie strusie jajo. Na biurku leżała mapa. Wodziłem po niej palcem, znajdując miejsca, po których podróżował dziadek”.
Wśród krokodyli i pająków
Nie ma poczucia, że bycie wnukiem wybitnego pisarza i podróżnika do czegoś go zobowiązuje. Tylko raz czuł na sobie brzemię dziadka, gdy w szkole podstawowej na lekcji historii nauczycielka wspomniała o Dywizjonie 303 i okazało się, że on… tej książki nie przeczytał. Musiał to nadrobić.
Swoją spuściznę dziadek przekazał mu w sposób naturalny. Arkady wychował się wśród pamiątek z jego wypraw. „Dorastałem w Muzeum. Wraz z siostrą Dianą i kuzynami Radosławem i Markiem bawiliśmy się pośród pamiątek z podróży dziadka Arkadego. Z łukami na plecach i w różnych nakryciach głowy przemienialiśmy się. Przez Bramę Słońca wkraczaliśmy do Tiahuanaco. Wdrapując się na rusztowanie powstających posągów Moaia, stawaliśmy się mieszkańcami Wyspy Wielkanocnej, dotknięciem ożywialiśmy krokodyle i pająki ptaszniki. Ze zdjęć patrzyli na nas mieszkańcy Madagaskaru, na mapach znajdowaliśmy szlaki wędrówek… Dziadek Arkady był dla nas nie tylko dziadkiem. Jawił się w naszych oczach niczym Wielki Wódz. Był dobrze nam znajomy i – trochę jak daleki ląd – nieznajomy, kryjący w sobie tajemnicę” – pisze wnuk na stronie internetowej swojej tegorocznej wyprawy po Polsce.
![]() |
| Dziewięćdziesiąte urodziny dziadka Arkadego obchodzone w Puszczykowie. fot. archiwum prywatne |
Miejsce na ziemi
To dziadek i otoczenie Muzeum sprawiły, że poznał odległe kraje i dalekie lądy. Dziś Arkademu wydają się jednocześnie i egzotyczne, i swojskie. Tak postrzega też Polskę. „To nasze Muzeum – mówił pisarz i podróżnik Arkady Fiedler w 1974 roku – jest jak gdyby syntetycznym obrazem całego mojego życia […]. Mało jest ludzi w Polsce, którym dane było mieć tak piękne życie, jak ja je miałem. Życie nie tylko pełne śmiałych podróży i czarownych krajobrazów, barwnych motyli i ponętnych kobiet, lecz także twórczych marzeń i spełnień tych marzeń. W moim życiu były nie tylko książki i zaszczyty, i szczera przyjaźń z ludźmi wszystkich kolorów skóry – ale była także nieustanna chęć wzbogacania i upiększania swego gniazda, z którego się wywodzę. Tym gniazdem jest nasz region, nasz Poznań, nasza Wielkopolska. Nawet będąc oddalony od Ojczyzny o tysiące kilometrów, nigdy nie traciłem z oczu serdecznej więzi z ojczystą niwą i zawsze myślałem, jak jej służyć. Ostatnim ogniwem tego społecznego zaangażowania jest obecnie tworzone tu żywe Muzeum-Pracownia”.
Pisarz pragnął, aby było to miejsce, w którym młodzież będzie czerpać wiedzę o świecie z dokumentów, fotografii, książek i pamiątek. Wierzył w szczery zapał rodziny w rozwijanie idei Muzeum – i nie zawiódł się.
„Ojciec pragnął, żeby Muzeum było placówką żywą, aktywną, pełną inicjatywy i inwencji. Żeby, uchowaj Boże, nigdy nie popadło w rutynę, nie skostniało. Wzięliśmy sobie do serca jego przestrogi. Gdyby ojciec był dzisiaj z nami, sądzę, że byłby zadowolony widząc, jak bardzo Muzeum się rozwinęło i wzbogaciło” – mówi po ponad 30 latach jego syn Arkady Radosław.
Tradycję rodzinną przekazują z pokolenia na pokolenie. Dla każdego z rodziny Fiedlerów Puszczykowo, położone w Wielkopolskim Parku Narodowym, oraz dom nazwany przez nich Fiedlerówką to wyjątkowe miejsca na ziemi.
Tęsknota za Polską
Gdy Arkady przyjeżdża z Anglii do Polski, pierwsze kroki kieruje właśnie do domu w Puszczykowie, gdzie z rodziną mieszka jego ojciec i stryj. „Tam są moje korzenie i z tym miejscem zawsze będę związany” – mówi. Dociera tu z Londynu raz na kilka miesięcy. Zostaje tydzień lub dwa. W Wielkiej Brytanii mieszka od ośmiu lat. „Wybór kraju nie był przypadkiem – przyznaje. – Moja rodzina zawsze czuła się związana z Wielką Brytanią. Dziadek przebywał tam podczas wojny. Spotkał wtedy polskich lotników i uwiecznił ich w książce Dywizjon 303. W Londynie poznał babcię, Włoszkę Marię Maccariello, w której szaleńczo się zakochał. Tam urodzili się mój tata i stryj. W Anglii została rodzina babci, którą jako dzieci często odwiedzaliśmy”.
Arkady pojechał do Londynu po ukończeniu studiów, aby wzbogacić wiedzę i podszlifować język. Ostatecznie tam został. Znalazł pracę, z czasem awansował. Dziś jest dyrektorem multipleksu kinowego. Kino to jego pasja. Rok temu ożenił się z Anh – Angielką o azjatyckich korzeniach.
Przez ostatnie lata odczuwa tęsknotę za Polską, za Puszczykowem. Wracając tu, spędza czas w okolicznych lasach, spaceruje wzdłuż Warty i wokół jezior, tak jak wcześniej robił to z rodzicami. Jego dziadek z dalekich podróży powrócił ostatecznie do Polski. Arkady, podążający jego śladami, także nosi się z taką myślą. Jego żonie Polska się podoba i też chce tu zamieszkać.
Maluchem wzdłuż granic
Arkady śmieje się, że każdy Fiedler podróżowanie ma we krwi. Jego także dziadek natchnął do myślenia o wyprawach i odmiennych kulturach. Nauczył go tolerancji wobec innych, otwartości, ale też dostrzegania wartości własnego kraju. To on zwracał mu uwagę, by mówić piękną polszczyzną. Dziś, idąc za jego przykładem, Arkady chce odkrywać świat, w tym ojczyznę. Gdy miał 19 lat, pierwszy raz przejechał Europę z plecakiem i namiotem. W te wakacje, z rosnącej tęsknoty za Polską, w Arkadym zrodził się pomysł wycieczki wzdłuż granic kraju. Odbył ją wraz z przyjacielem z dzieciństwa, Mateuszem Kunickim.
Pisarz Arkady Fiedler wybrał się na swoją pierwszą wyprawę, spływ Dniestrem, mając 33 lata. W tym samym wieku uczynił to jego wnuk, który przypomina go nawet z wyglądu. Do każdej wyprawy dziadek Arkady niezwykle starannie się przygotowywał: studiował mapy, czytał książki o krajach, do których podróżował, korespondował z tamtejszą Polonią. Podobno w ramach przygotowań nosił w torbach… cegły. Wnuk zostawił sobie duży margines na spontaniczne idee. Żeby to zrealizować, wybrał jako środek lokomocji samochód, jakim jeździł na wakacje z rodzicami – malucha.
„Chciałem na nowo wejrzeć w kraj ojczysty. Pokonaliśmy 4500 km. Odwiedziłem miejsca znane z dzieciństwa, ale też dojechałem do takich, w których nigdy jeszcze nie byłem. Wyprawa przerosła moje oczekiwania. Spotkaliśmy pomocnych, ciekawych ludzi, m.in. rodowitych Tatarów, pasjonatów aut. Zafascynowała mnie wschodnia część Polski. Myślę, że dziadkowi podobałaby się idea tego wyjazdu” – stwierdza Arkady, który chce kontynuować pracę dziadka. Marzy o zorganizowaniu spływu Amazonką i… podróży samochodem dookoła świata.








