Trzeba przyznać, że jak przystało na starszego pana dokonał trafnego
wyboru. Jones przestaje błaznować i przybiera minę rasowego bluesmana.
Śpiewa utwory Johna Lee Hookera, Boba Dylana oraz pieśni country
i gospel. Repertuar dobrany idealnie. Są tu klasyczne bluesy, jak np.
„Burning Hell” i „Lord Help”, jest kawałek dobrego rockabilly „Strange
Things”, a także dynamiczne „Run On”. Na drugim krańcu znalazły się
sentymentalne „What Good Am I” i „Ain’t No Grav”. Płyta została nagrana
w bluesowo-rockowym składzie pod okiem producenta Ethana Johnsa (znanego
m.in. ze współpracy z Kings of Leon i Rufusem Wainwrightem), który
zadbał o charakterystyczne brzmienie. Tom Jones przypomina momentami
Johnny’ego Casha, a cały album jest znakomity. (SK)
Tom Jones, Praise & Blame, Universal 2010.