![]() |
| fot. Thetaxstock |
W rzeczywistości to nie carski namiestnik, a nasz wielki dramaturg dostrzegł związek między listopadową aurą a rosnącym niepokojem polskiej duszy. Ogołocone drzewa, wiatr i deszcz dobijające się do okien, do tego szelest suchych liści pod stopami stwarzają atmosferę zadumy nad przemijaniem. Żeby ten niepokój nazwać, a przez to go oswoić, psychologowie mówią o jesiennej depresji.
Listopadowe święta
To nie przypadek zatem, że początek tego szczególnego miesiąca odsyła nas, żyjących, jakby poza granice życia. Najpierw najważniejsze święto, obchodzone już w pierwszym dniu listopada, to uroczystość Wszystkich Świętych (ciągle jeszcze, choć coraz rzadziej, nazywane mylnie świętem zmarłych). Nawiązuje ona do tradycji powstałej na samym początku istnienia chrześcijaństwa: czci oddawanej tym męczennikom za wiarę w Jezusa Chrystusa, których nie wspomina się w księgach męczenników ani w żadnym innym dniu roku w liturgii.
Inne dwa wydarzenia o zupełnie nierównej randze, czyli Zaduszki i Andrzejki, zakorzenione są w starej, niechrześcijańskiej tradycji. Dzień Zaduszny (czyli liturgiczne wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych) następuje zaraz po uroczystości Wszystkich Świętych. Zastąpił on pogańskie ze swej natury obchody – między innymi dziady, utrwalone w dramacie Adama Mickiewicza, kiedy wywoływało się duchy nieżyjących osób. Andrzejki z kolei, skojarzone z zamykającym listopad świętem św. Andrzeja Apostoła, to próba przejrzenia tajemnicy życia poprzez wróżby, czyli odczytywanie przyszłości ze znaków teraźniejszości.
Paradoksalnie uroczystość Wszystkich Świętych to obok Wigilii najbardziej rodzinne święto w Polsce – w tym wypadku obchodzone w łączności nie tylko z żywymi, ale i z tymi, którzy nas opuścili na zawsze. Uczestnicząc we Mszy Świętej na cmentarzu, oddajemy pokłon wszystkim świętym znanym i nieznanym, a zarazem wspominamy zmarłych z naszych rodzin. Dzień Zaduszny spędzamy albo w pracy, albo w podróży do domu – jeśli mieszkamy z dala od miejsc, gdzie spoczywają prochy naszych bliskich. Pamięć o tym, aby pójść na grób i zapalić znicz, zostawiamy tym członkom rodzin, którzy ze względu na miejsce zamieszkania mogą to uczynić także w naszym imieniu.
Niebezpieczna granica życia
Dwa pierwsze listopadowe dni przypominają w ten sposób, że dla chrześcijanina jedynym do przyjęcia sposobem kontaktu z tymi, którzy odeszli, jest modlitwa. Każda inna próba zajrzenia za kotarę, która oddziela nas od „życia po życiu”, wiąże się z tak wieloma duchowymi niebezpieczeństwami, że Kościół w sposób kategoryczny je odradza.
Nie są więc do przyjęcia żadne próby wywoływania duchów poprzez seanse spirytystyczne z wirującymi talerzykami, transami osób medialnych, wezwaniami „do przyjścia” i temu podobne zdarzenia, przypominające praktyki rodem z dziadów. Dla niejednej katolickiej rodziny może być zaskoczeniem, że obyczaj rozpoczynania lektury czasopism od horoskopów także spotyka się ze sprzeciwem Kościoła. To jedna z wielu coraz bardziej popularnych praktyk, polegających na próbach odkrycia przyszłości. Do innych tego typu niebezpiecznych duchowo działań należy wróżenie z kart, liczb (numerologia), dłoni (chiromancja), albo – co najgorsze – próby wpływania na przyszłość poprzez praktyki magiczne, odwołujące się do sił nie z tego świata.
Warto zatem wykorzystać listopad, aby o tym wszystkim przypominać sobie przy okazji spotkań rodzinnych – czy to na początku, czy zwłaszcza przy końcu miesiąca, kiedy z mniej lub bardziej skrywanym uśmiechem będziemy interpretować niewyraźne odlewy z wosku lanego na wodę.







