![]() |
| Halina Łabonarska fot. Michał Góral |
◗ W jednej ze sztuk granej w Teatrze Ateneum pada stwierdzenie, że wielcy twórcy rzadko bywają wielkimi ludźmi. Czy naprawdę trudno jest pogodzić uprawianie sztuki z życiem, z wartościami?
Jest trudno. Przeszłam pewien etap walki z samą sobą, więc wydaje mi się, że może to aż tak trudne nie jest, jeśli ma się wyraźnie sprecyzowany kierunek. Kiedy odpowiem sobie na pytanie, po co żyję, po co tworzę i kim jestem, to o wiele łatwiej jest żyć.
◗ Nad takim podejściem ludzie pracują całe życie. Co rozświetliło Twoją drogę?
Wiąże się to z Janem Pawłem II i naszą współczesną historią, z rokiem 1979, potem 1980 i stanem wojennym. Byliśmy bardzo młodzi i wszystko było dopuszczalne w tym szaleństwie młodości, a potem przyszły te właśnie wydarzenia. Jan Paweł II zaczął otwierać nam oczy. Coś takiego w nas jest, że jeśli zdarzają się rzeczy, które zupełnie od nas nie zależą, to stwierdzamy, że nie my kierujemy życiem. Ja również zostałam wrzucona w nurt, w którym miałam się znaleźć i który spowodował, że zaczęłam widzieć siebie bardzo mocno i krytycznie. Wtedy zaczęłam eliminować różne „łatwizny” w życiu i osoby, które nie pozwalały mi się zmieniać, dojrzewać.
◗ Czyli jesteśmy prowadzeni?
Tak. Wszystko, co się w naszym życiu wydarza, nie jest przypadkiem. Im bardziej dojrzewałam, tym bardziej utwierdzałam się w tym przekonaniu. Trzeba tylko czasu i tego, żeby umieć i chcieć to dostrzec. Zobaczyć, że jesteśmy prowadzeni przez kogoś, kto kocha nas w sposób nadzwyczajny.
◗ Czy zajęło Ci dużo czasu, żeby zrozumieć, że Bóg to miłość?
W momencie, kiedy przyszło to „rozświetlenie”, wiedziałam, że to jest miłość, ale wcześniejsze dwadzieścia lat było czasem życia, w którym działy się różne rzeczy. Dopiero po latach zaczęłam się zastanawiać, jak mogłam tego nie widzieć? Dziękuję Bogu, że mogłam to przeżyć. To wielka łaska, ale ta łaska potrzebuje wewnętrznego pragnienia. Bez niego trudno jest się z Bogiem spotkać.
◗ Byłaś wcześniej osobą religijną?
Byłam wychowana w sposób absolutnie tradycyjny. Nie oddaliłam się od wiary, ale nie umiałam określić siebie głębiej, zobaczyć siebie tak naprawdę, w prawdziwym odbiciu. I w pewnym momencie zobaczyłam siebie. Pojawił się ksiądz Jerzy Popiełuszko, którego znałam osobiście, i uczestniczyłam w spotkaniach na Żoliborzu, w mszach za ojczyznę. Wszystko to nabrało wymiaru symbolicznego. Ten szlak stał się szlakiem mojego życia. Jednocześnie był teatr, który nigdy nie przestał być ważny. A także to, co tu, na ziemi, jest najważniejsze, a więc rodzina i dzieci.
◗ Czy spotkałaś innych ważnych ludzi?
W cennej dla mnie Księdze Mądrości jest niesamowite zdanie, że jednodniowy gość to ktoś, kto przemija. Jednak ten jednodniowy gość, który jest krótko w naszym życiu, jeśli tylko się go zauważy, to zawsze coś po sobie zostawi. Spotkanie z nim jest budujące. Każde spotkanie z drugim człowiekiem jest ważne, a ja bardzo cenię sobie spotkania niekoniecznie z tymi, którzy są na świecznikach.
◗ Talentem jest umiejętność czerpania dla siebie z wydarzeń niespektakularnych. To też rodzaj zadania na życie, prawda?
Każdego dnia, kiedy się budzę, mówię sobie, że mam jeszcze jeden dzień dany mi i chcę go dobrze przeżyć. Nie wyznaczam sobie spektakularnych celów. Nie chcę sama sobą manipulować, narzucając sobie nadmiar zajęć. Człowiek nie jest w stanie za dużo wykonać. Jak gotuję obiad dla moich synów, to wiem, że musi to zająć dwie albo trzy godziny i naprawdę jestem wtedy zmęczona. Ale robię to z miłością. W tym wszystkim, o czym mówimy, jest miejsce na sztukę i na kotlet.
◗ Czy w świecie, w którym się poruszasz, niesienie wartości jest trudne?
Tak kiedyś było. Odczuwałam rodzaj eliminowania mnie, myślę, że świadomego. Teraz wspominam to jako zdarzenie, które mnie umocniło. Myślę, że wielu moich znajomych i przyjaciół zrozumiało, że jestem taka i trzeba mnie kupować z tym, co mam, wyznaję i czego się trzymam. Jeżeli ktoś tak postępuje, to wiem, że mnie szanuje. O to chodzi, żebyśmy się nawzajem szanowali.
◗ Trudne doświadczenia są niezbędne?
Tak. Żeby się umocnić. Ja czuję się dosyć mocna, w sensie ludzkim i duchowym. Byle co nie wytrąci mnie z równowagi. Nawet jeśli miałabym czegoś nie zagrać albo stracić jakąś rolę. To nie jest fundament mojego życia, mój świat się nie zawali, choć teatr jest dla mnie bardzo ważny.
◗ Zatem według Ciebie kodeks wartości musi być zachowany?
Absolutnie tak. Czasem można spojrzeć na siebie i innych z dystansem, pożartować, ale tylko do momentu, żeby nie zrobić krzywdy drugiemu człowiekowi. Jeśli dałeś komuś słowo, to go dotrzymaj. Bądź uczciwy w małych rzeczach, to w większych będziesz tak samo uczciwy – i odwrotnie.
To jest droga, realizacja mojej tęsknoty za Panem Bogiem. Niesamowite jest to, że każdego dnia wzrastamy, mądrzejemy, a jednocześnie każdy dzień prowadzi nas do śmierci. Ale to nie jest koniec. Tam dopiero się zacznie. Wierzę w to bardzo mocno. Mamy tyle fantastycznych wzorów, nawet w naszej historii mamy mnóstwo świętych, tych dawnych i tych już nam bliskich.
Jestem patriotką. To słowo działa na mnie jak magnes, jestem nim urzeczona. Od czasu, kiedy wiedziałam, że nie będę podobać się wszystkim, stwierdziłam, że nie ma dla mnie schematów. Nie będę szła drogą wytyczoną mi przez innych, przez jakiś łatwy układ. Odrzucam schematy, ale mam świadomość ważności człowieka, tu, na ziemi. Uczestniczę w uroczystościach Radia Maryja. Kiedy słyszę, jak się z tego drwi – a ja, stojąc na szczycie Jasnej Góry, mówię do półmilionowego tłumu: „Litwo, ojczyzno moja…” – to nawet teraz trudno o tym mówić bez wzruszenia. Skoro dostałam taki talent, głos, który jest rozpoznawalny, który się podoba, to moim obowiązkiem jest to wykorzystać.
◗ Mówiłaś o pięknych postaciach ludzi, którzy byli blisko Boga…
Nasza historia obfituje w fantastycznych bohaterów. Na przykład generał Fieldorf „Nil”, generał Władysław Sikorski, Józef Piłsudski, Roman Dmowski. W nich było niesamowite połączenie miłości Boga i Ojczyzny. Ja tego w sobie nie wyrabiałam. Mnie to po prostu „bierze”, wzrusza. Czuję się niebywale związana z Polską. Wszystkie narody mają swoje słabości, niemożliwe do wyeliminowania, ale moc w słabości się doskonali, jak mówi św. Paweł Apostoł. Wzruszamy się, kiedy Amerykanie czczą swoich bohaterów, a własnych nie widzimy. Nie odrywam się od swoich korzeni. One są niezbędne w historii, ale i w sztuce.
◗ Zacytowałaś św. Pawła. Jak zatem rozumiesz jego słowa: „Teraz widzimy niewyraźnie jak w zwierciadle, potem będziemy oglądać twarzą w twarz”?
Trudno nam ocenić samych siebie, dopóki nie staniemy przed Absolutną Miłością, Absolutną Sprawiedliwością i Czystością. Nam się wydaje, że jesteśmy sprawiedliwi, ale jesteśmy ograniczeni pięcioma zmysłami, naszym pojmowaniem świata. Kiedy otworzą się przed nami wrota i zobaczymy coś, co jest nieograniczone, to uświadomimy sobie, jak bardzo byliśmy zależni od Stwórcy i jak bardzo On nas obdarzył, i jak jesteśmy do Niego podobni. Życie to szansa na zbliżenie się do Boga, powiedzenie Mu, że się Go kocha. Pomimo błędów chcę iść do Niego.
Halina Łabonarska - aktorka Teatru Ateneum oraz Teatru TV, gra na dużym i małym ekranie, m.in. w serialu Barwy szczęścia. Uczestniczka festiwalu „Verba Sacra” i propagatorka Dzienniczka św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Matka trzech synów.
Wywiad jest fragmentem książki Michała Górala Zapatrzeni, wydanej przez Edycję Świętego Pawła.