![]() |
| Fot. Zbyszek Heliński |
Zainteresowanie dziejami własnej rodziny, poszukiwanie przodków i odtwarzanie drzew genealogicznych stało się bardzo modne. Coraz więcej osób chce dotrzeć do rodzinnych korzeni nie tylko po to, by ocalić przeszłość, ale by lepiej poznać samego siebie i lepiej funkcjonować „tu i teraz”. Nie zawsze jednak tak było, zwłaszcza w Polsce.
– Przyznawanie się do przodków, szczególnie tych z tytułem szlacheckim, kiedyś nie było u nas mile widziane. Dopiero po 1989 roku zaczęliśmy odważnie i na nowo odkrywać własną przeszłość, rekonstruować drzewa genealogiczne, odtwarzać koligacje, zakładać związki rodowe i organizować zjazdy rodzinne – mówi Jan Pągowski, prezes Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego.
Towarzystwo powstało zaledwie 14 lat temu, założone przez siedmiu zapaleńców. Dzisiaj zrzesza kilkudziesięciu genealogów amatorów i wciąż zgłaszają się nowi. Skąd czerpią oni wiedzę o przeszłości? Bogatym źródłem informacji są biblioteki z biografiami i herbarzami, ale przede wszystkim archiwa państwowe, a w nich akta sądowe, hipoteczne i spisy ludności oraz dokumenty kościelne, czyli księgi i kroniki parafialne.
– Szczególnie dobrze udokumentowany jest wiek XVIII oraz XIX. W XIX stuleciu pojawiają się, obok zbiorów ksiąg diecezjalnych, także archiwa urzędów państwowych. Wiek XVII jest reprezentowany właściwie tylko w księgach kościelnych, dokumenty XVI-wieczne zaś to prawdziwe unikaty – wyjaśnia Jan Pągowski. Najstarsze księgi sądowe, ziemskie czy grodzkie z XIV wieku dotyczą w zasadzie tylko szlachty, ponieważ jednak są to zabytki archiwistyki, dostęp do nich jest ograniczony.
Tajniki ksiąg metrykalnych
Każdy może bez przeszkód zajrzeć do kościelnych ksiąg metrykalnych. To dosłownie kopalnia wiedzy historyczno-genealogicznej. – Zainteresowanie księgami parafialnymi wzrasta. Coraz częściej przychodzą do nas ludzie, którzy chcą do nich zajrzeć, aby odtworzyć drzewo genealogiczne swojej rodziny – mówi ksiądz Dariusz Gas, proboszcz kościoła św. Anny w Piasecznie pod Warszawą. – Nasza parafia jest bardzo stara, pierwsze zapisy w księgach metrykalnych pochodzą z 1735 roku, a pierwsza wzmianka o kościele pojawia się w 1458 roku. Przy parafii jest też stary cmentarz, tylko o 5 lat młodszy od warszawskich Powązek.
Księgi metrykalne w piaseczyńskim kościele pisane były w czterech językach: po polsku, rosyjsku, niemiecku i po łacinie. Przetrwały okresy rozbiorów, zaborów i wojen. – Wszystkie księgi są uporządkowane chronologicznie i w całości zachowane, mimo że parafia przechodziła różne koleje. Mamy świetnego archiwistę – chwali się ks. Gas.
Czego możemy się dowiedzieć z ksiąg kościelnych? – Podstawowe informacje dotyczą sakramentu chrztu, małżeństwa, a także śmierci. Dodatkowo są księgi Pierwszej Komunii i bierzmowania. Jest równieżksięga ogłoszeń parafialnych. To swoista kronika, zapis dokumentujący święta, wizytacje i wszystkie ważne wydarzenia z życia parafii. Mamy też piękną i zabytkową ksiegę bractwa różańcowego z XVIII wieku – dodaje proboszcz z Piaseczna. W księgach chrztu figurują rodzice biologiczni i chrzestni dziecka. W księgach ślubów, oprócz imion i nazwisk państwa młodych i świadków, znajdziemy także zapis o statusie społecznym małżonków. Z archiwami można zapoznać się na miejscu,w parafii, można też dostać kopię dokumentu. Nie trzeba do tego specjalnego upoważnienia. Jeśli jednak chcemy otrzymać wypis dokumentu sprzed stu lat, na przykład świadectwo ślubu dziadków, musimy uzasadnić, do czego potrzebny nam taki dokument.
Pradziad w seci
Odtwarzanie przeszłości rodzinnej jest niezwykle interesujące i intrygujące, choć często bywa żmudne. Wymaga odpowiedniej metody, czasem intuicji, a przede wszystkim cierpliwości. Badania można prowadzić samemu lub korzystać z porad zawodowych genealogów i heraldyków. Rozpoczynając poszukiwania przodków, nigdy nie możemy przewidzieć jednego – dokąd nas one zaprowadzą i jaką wiedzę nam ukażą. Nasi przodkowie mogli być ludźmi wielkiego formatu lub zupełnie przeciętnymi, a wręcz nieciekawymi. Poszukiwaczom korzeni rodzinnych przychodzą z pomocą najnowsze techniki. W sieci przybywa wiele płatnych i darmowych programów genealogicznych, a nawet witryn o tej tematyce (m.in. www.genalodzy.pl, www.genpol.com, www.przodek.pl). Informacjami można wymieniać się na forach internetowych. Internetowe biura heraldyczne oferują mniej lub bardziej naukowe weryfikowanie dokumentów, wykonywanie kopii herbu, wydawanie certyfikatu potwierdzającego przynależność do rodów szlacheckich, a nawet literackie opracowanie dziejów rodziny. Zdaniem Jana Pągowskiego, lepiej jednak szukać na własną rękę i nie korzystać z kosztownych usług fachowców, zwłaszcza że poszukiwania korzeni rodzinnych niejednokrotnie trwają całe lata.
Twórcze działanie
Poszukiwanie historycznych korzeni integruje całą rodzinę. Świadomość, że przekaże się tę spuściznę dzieciom i wnukom daje ogromną satysfakcje. Poczucie własnej tożsamości i szacunek dla minionych pokoleń można rozbudzać już od małego. Dzieci uwielbiają oglądać rodzinne fotografie i słuchać anegdot. – Potrafią o tym opowiadać z prawdziwą pasją – przyznaje pani Bożenna Pyć, dyrektor przedszkola w Starych Babicach. Jej podopieczni w ramach zajęć i w domu przygotowywali z rodzicami i dziadkami drzewa genealogiczne swoich rodzin. – To była wspaniała zabawa i doskonała nauka historii i patriotyzmu, a także świetny sposób na wspólne spędzanie wolnego czasu – podkreśla pani Bożenna.
Geny i Genetyka
Nową jakość do genealogii wnoszą badania genetyczne. Naukowcy odkryli bowiem, że cześć materiału DNA człowieka nie zmienia się przez setki lat i dzięki temu można sprawdzić na przykład, czy osoby o tym samym nazwisku pochodzące z różnych części Polski miały wspólnego przodka. Ta metoda bywa jednak zawodna na przykład wtedy, gdy w rodzinie zdarzały się adopcje.
Rodzinny testamnt
Dla ludzi wychowanych w tradycji chrześcijańskiej wiedza o przodkach ma szczególne znaczenie. Znamienne jest, że pierwsza z Ewangelii Nowego Testamentu, według św. Mateusza, rozpoczyna się od przedstawienia rodowodu Jezusa. W podobny sposób wywodzone są rody w księgach Starego Testamentu. Pan Antoni Balcerkiewicz może się poszczycić pokrewieństwem z Prymasem Polski kardynałem Stefanem Wyszyńskim. – Mój dziadek ze strony matki, Antoni Karp, i matka Prymasa, Julianna Wyszyńska, z domu Karpiówna, byli rodzeństwem. Moja matka była więc cioteczną siostrą kardynała – wyjaśnia. Historie całego rodu dokumentuje wydana staraniem rodziny książeczka pod tytułem „Dzieje rodu Karpiów z Fidestu 1767-1995”. Genealogie rodziny opracował m.in. jeden z siostrzeńców kardynała, ksiądz prałat dr Stefan Kośnik. W kronice sporo miejsca poświęcono osobie Prymasa Tysiąclecia. – To postać pomnikowa, ale w przekazach rodzinnych zapisał się jako człowiek ciepły i bezpośredni. Matka opowiadała na przykład, że gdy była w zaawansowanej ciąży i pojechała do Częstochowy, na Jasną Górę, kardynał Wyszyński nie wstydził się towarzyszyć kuzynce, choć podtrzymywanie pod rękę ciężarnej kobiety mogło być źle widziane, a szczególnie wtedy, w czasach stalinowskich, wręcz wykorzystane przeciwko niemu – wspomina pan Antoni. Podkreśla także, że Prymas nie zapominał o bliskich i zawsze spotykał się z rodziną przy okazji swoich wizyt w podwyszkowskim Kamieńczyku, w Niegowie, a potem na Miodowej w Warszawie, w Pałacu Prymasowskim. Jego ród jest dumny także i z tego, że nie brakowało w nim powstańców, patriotów i bohaterów. – Nadal pielęgnujemy te tradycje – dodaje Antoni Balcerkiewicz.







