![]() |
| fot. Shutterstock/Lasse Kristensen |
Matka, elegancko ubrana starsza pani, wyglądająca młodo jak na swój wiek, przyprowadziła dorosłego syna.
– Niestety, mój syn musi się ożenić! – westchnęła ciężko.
– Dlaczego niestety? – spytałam.
– No bo on taki młody i, biedak, musi się żenić.
„Biedak” był wysokim, świetnie zbudowanym, opalonym chłopakiem, z nieco za długimi ciemnymi włosami opadającymi na kark. Nic nie mówił. Zapytałam, ile ma lat.
– Skończyłem dziewiętnaście.
Matka zaczyna znowu: – Taki młody i musi się żenić…
Przerywam jej: – Nikt nie musi się żenić…
– Tak, ale on, biedak, musi, bo ta dziewczyna i jej matka tak się uparły, tak go obie przymuszają!
Zwracam się do chłopca, nie patrzy na mnie, ale w okno, z trochę cynicznym uśmieszkiem:
– Jak panu na imię?
– Jacek.
– Panie Jacku, czy pan też uważa, że pan musi się żenić?
Wzrusza ramionami i milczy. Niecierpliwi mnie to, bo matka znowu zabiera za niego głos:
– Co on, biedaczek, może, jak te dwie kobiety napadają na niego?!
To mnie irytuje, więc pytam złośliwie:
– A gdzie te dwie panie na pana napadły i dlaczego?
Znów matka:
– Bo dziewczyna jest w ciąży – i one go zmuszają!
– A do współżycia z dziewczyną też go zmusiły? Obie?
Chłopak na to parsknął śmiechem i mówi:
– Nie, nie byłem zgwałcony.
– Więc może pan nie musi się żenić… – zawieszam głos i gdy on nie odpowiada, pytam dalej:
– Może pan chce się żenić, skoro jest pan ojcem dziecka?
Znowu matka:
– Gdzieżby tam chciał, taki młody…
Mam dość matki i mówię spokojnie:
– Może pani tego biedaka na chwilę zostawi samego, to jednak jego sprawa – bardziej niż pani.
– Nie tylko jego, bo on jest na naszym utrzymaniu!…
– Wiem, wiem, ale proszę chwilę zaczekać.
Tak jakoś wyszło?
Otwieram przed matką drzwi i jednoznacznym gestem pokazuję jej, że ma wyjść. Robi to z ociąganiem. Patrzę na chłopaka – pod tym moim spojrzeniem robi się zmieszany i spuszcza oczy.
– Człowieku, jesteś wystarczająco dorosły, żeby rozumieć sytuację. Nikt cię nie może zmusić do ślubu, ale też nikt nie może zmienić faktu, że jesteś ojcem dziecka. Chcesz się żenić czy nie?
– No, nie wiem, moi rodzice nie chcą, a jej rodzice mnie namawiają.
– Nie pytam o zdanie rodziców, z nimi sama porozmawiam, pytam, co ty chcesz.
Po dłuższej chwili mówi:
– Ja naprawdę nie wiem, czego chcę.
– No, ale może wiedziałeś, czego chcesz, jak stałeś się ojcem dziecka? Czy może też nie wiedziałeś?
– No, tak jakoś wyszło!
– Co, tak jakoś?! – niecierpliwię się. – Dziecko nie powstaje tak jakoś, ale całkiem konkretnie i robiąc to, wiedziałeś, co czynisz!
– No, ale nie wiedziałem, że zaraz będzie dziecko!
Rozmawiałam potem ze wszystkimi po kolei.
– Ja go nie będę prosić! – powiedziała dziewczyna z płaczem.
– Jak to, skrzywdził moje dziecko i teraz ją, drań, zostawia?! Musi się ożenić! – mówi matka dziewczyny, zdenerwowana i przejęta.
– Nie obchodzi mnie, czy chce się żenić, czy nie, ale musi dać dziecku nazwisko i alimenty, dziecko musi z czegoś żyć i ja dziecka nie pozwolę skrzywdzić! – ojciec dziewczyny jest stanowczy.
– Sam sobie nawarzył piwa, niech wypije – uważa ojciec chłopaka.
Dyskusja została przeniesiona na forum zewnętrzne. Wszyscy już wiedzą, że dziewczyna spodziewa się dziecka. Dyskutują krewni, koledzy. „Zmusić go do ślubu, bo jest ojcem?”. „Nikt nie ma prawa go zmuszać”.
Kiedyś podobna dyskusja miała miejsce także wśród słuchaczy Studium Teologii Rodziny. Obecny tam wtedy kardynał Karol Wojtyła, zajęty podpisywaniem czegoś, podniósł nagle głowę znad papierów:
– Kto go zmusił, żeby był ojcem? To nie jest przymus, ale podjęcie odpowiedzialności za swoje czyny!
Trzeba zapanować
Ileż razy się słyszy: „Musi się żenić”, a przecież tak naprawdę nikt nikogo nie zmusza do działania seksualnego (pomijam tu sprawę gwałtu). Ci młodzi sami się do siebie zbliżają pchani siłą, nad którą nie panują, bo nikt im nie powiedział, nie nauczył, że trzeba nad tą siłą w człowieku zapanować – po to, żeby potem nie było przymusu.
Papież Paweł VI tak właśnie mówi o potrzebie szerzenia klimatu czystości, żeby „prawdziwa wolność zapanowała” (Humanae vitae, 22). Wolny jest prawdziwie w swoim działaniu tylko ten człowiek, który nie czuje i nie prowokuje przymusowej sytuacji, który swoje działanie seksualne planuje świadomie, ponosząc skutki swoich czynów.
No ale ci już to uczynili, teraz nie da się tego cofnąć. Patrzę na tę rodzinę i mówię:
– Może wy wszyscy spróbujecie im pomóc? Pomóżcie tej młodej miłości wzrosnąć, rozwinąć się prawidłowo – zboczyli z drogi, ale przecież nie są sami, podobno wy wszyscy chcecie im pomóc?
Milczą – cały areopag rodzinny.
Zwracam się do młodocianej pary:
– Macie jedno do zrobienia. – Patrzą na mnie wyczekująco. – Idźcie razem do spowiedzi, a potem zdecydujecie, przecież nie chcieliście sobie robić krzywdy, przecież chcieliście sobie coś dać. Spróbujcie ocalić to dobro, które w was jest.
Pobrali się! Ale to nie jest prawidłowy start we wspólne życie. Cudzołóstwo przedmałżeńskie nie pomaga w rozwoju prawdziwej miłości i trzeba młodych uczyć po prostu panowania nad sobą. Dziecko – jeśli już jest – ma prawo do rodziców i posiadania domu.
Doktor Wanda Półtawska, jest członkiem Papieskiej Akademii „Pro Vita” i autorką wielu książek, m.in. „By rodzina była Bogiem silna”, „I boję się snów” oraz bestsellerowych „Beskidzkich rekolekcji”. Żona, matka czterech córek.